reklama

Trójkąt na dachu wieżowca? [NOWY JORK, SEKS AND WORK]

reklama

Nowy Jork, seks and work to nowy cykl na stronie Vogule Poland. Autor lub autorka (dane niejawne) podróżuje po kultowej amerykańskiej metropolii, odkrywając jej uroki. Co miesiąc opowieść z innej dzielnicy. Tylko dla dorosłych.


Nowy Jork, wrzesień, 2018 rok

reklama

Sporo seksu w małym mieście. Spodziewana opinia Nowego Jorku jest na bieżąco uzupełniana, szczególnie w momentach poglądu na świat przez jego najlepszy pryzmat: seks, pieniądze, whisky z wermutem i smród mokrych śmieci.

Różnice pomiędzy ludźmi mieszkającymi na Pradze, Żoliborzu czy Mokotowie nie jest widoczna na pierwszy rzut oka. Wrocławski Oporów czy Sępolno, pomimo odległości, nie będą różniły się dialektem czy chociażby wychowaniem. Jest to normalny proces urbanizacji o wiele mniejszego państwa, jakim jest Polska. Nowy Jork natomiast rządzi się swoimi prawami i tutaj istniejąca różnorodność jest widoczna gołym okiem, nawet jeśli odległość pomiędzy dwoma osiedlami to parę przecznic.

Jak dla mnie to mimo wszystko jedno miasto, jeden system metra, wiele szczurów.

Nowy Jork, jako miejsce wielu narodowości, dla mnie jest jednym wielkim paradoksem – co mocno zaskakuje i sprzyja w łóżku. Znajdowanie miłości w mieście, gdzie marzenia się spełniają, a kariera zabiera większość doby powoduje ambiwalencje pomiędzy podnieceniem a depresją. Nowy Jork w swojej klasie najprzyjaźniejszego miasta świata, zatarł w sobie granice bycia hetero czy homoseksualnym, wzbudzając przy tym niesamowity dreszczyk emocji w momencie flirtowania. Nigdy nie wiesz, co, jak, kiedy i dlaczego. Nie zadając sobie sporo pytań, można nagle wylądować na dachu w trójkącie, serio. Brak granic bycia sobą i liberalne poglądy nie są tutaj ani trochę hiperbolizowane, co sprzyja rozwojowi niesamowitej frajdy.

Czy jednak można rozróżnić szarmanckiego mężczyznę z Upper East Side, który ma prawdopodobnie dziecko i ściąga obrączkę wchodząc do klubu z rezerwacją od standardowego informatyka z dziurawymi butami zamawiającego etiopskie jedzenie na Brooklyn’s Bridge? Otóż można i to w bardzo łatwy sposób.

Nowy Jork

Zacznijmy od pierwszego typu mężczyzn.

Chelsea

Chelsea, traktowane jako bogatsze Hell’s Kitchen, dzielnica dość domowa, przyziemna i leżąca w południowo-zachodniej części Manhattanu, sprzyja wrażenie spokojniejszego szybkiego tempa życia – za wolne na Toxic (143bpm) ale za szybkie na Sweetener (120bpm).

Pierwszy mężczyzna, T.: niski, bo niski, ale wyższy ode mnie. Organizacja czasu, planu i miejsca nie urwała dupy, ale dajmy się sobie przyzwyczaić. Podawanie ręki czy przytulanie? Dwa buziaczki, jeden defensywny czy trzy, bo lubię czuć zarost na policzku? Życiorys nudny, praca w Empire State Building, nic ciekawego, ale daję się wciągnąć. Standardowa rozmowa trochę jak odgrzewany kotlet, lecz nie obejdzie się bez tego, przecież musimy się poznać. Co jest prostotą w podrywaniu? Kiedy się uśmiecha? kiedy udaje, że słucha? Które ruchy lubi? System czasochłonny do przygotowania w notatkach i trudny aby zapamiętać wszystkie reakcje do wysnucia analizy danych. Przypomnieć sobie wszystko po spotkaniu jest nie lada wyzwaniem, ale ktoś musi w końcu odkryć co lubi książkowy mężczyzna, patrz: nowojorczyk.

Zagryź wargi i wyprostuj plecy – to zdecydowanie daje pole do popisu. Jego noga zahaczyła pretensjonalnie o moją, tuż po moim ruchu. Czyżby oczekiwał pierwszego kroku? Może nieśmiały, chociaż wątpię. Jaki temat rozmowy wybrać? Religia i polityka to obszary do za szybkiego konfliktu. Rodzina? A co jeśli niedawno pochował któregoś z rodziców? Albo wyrzucono go z domu w dzieciństwie? Trudno znaleźć temat, który nie powoduje dyskomfortu na pierwszej randce, a jednocześnie nie jest zbyt poważny. Nie pija alkoholu – ja natomiast muszę, bo został zamówiony bez mojej wiedzy, a zmarnować się nie może. Polski nawyk.

Nowy Jork

Flirt i rozmowa na temat podróżowania (pokazał sporo zdjęć w stroju kąpielowym) doprowadzają do innego miejsca spotkania – do jego domu. Szybkie ochłonięcie i zmiana przeze mnie decyzji skutkuje początkowym wejściem na dach. Wejście na 18. piętro, widok piękny. Zaczynamy się całować, a widok na miasto powoduje jeszcze większe emocje. Zjeżdżam powoli ręką po mięśniach, dotykając zarostu, ręki, idealnie wyrzeźbionego brzucha. On łapie za włosy delikatnie schodząc w stronę bioder. Czuję przez spodnie, że wszystko w gotowości. Sporo do zobaczenia, naprawdę nieoczekiwane zaskoczenie. Czy w Chelsea rządzi zasada 20cm+? Niestety korci, żeby sprawdzić. Pójście do łóżka na pierwszej randce? Z wielką chęcią – nie zna ani mnie, ani nie mamy wspólnych znajomych, nowe otoczenie i nowe miasto. Czemu nie? Niestety moralność mnie w pewien sposób powstrzymała, chociaż niebieskie oczy nadal przyspieszały mi tętno. Korzenie Australijskie, ojciec z Włoch. Można sobie wyobrazić potencjał jaki posiadał Mister T.

Kolejne przykłady paradoksów: uprzejmość udawana. T. prawdopodobnie nie chciał słuchać lub nie mógł się skupić. Można się było domyślić, że pociąg seksualny niestety wygrywał. T ewidentnie zamienił się z penisem na mózgi. Jaki pierwszy wniosek? Głupio generalizować i wsadzać do jednego wora, ale Tinder nie służy raczej jako swatka do ślubu. Kto wie, szybki seks na poprawienie nastroju może się przydać, a numer nie zaśmieca mi telefonu. Notatki zrobione, wiem już gdzie iść i jak szukać. Chelsea łamie pierwsze lody, ale faceci w wieku 35+ lat, są zdecydowanie w tej dzielnicy za nudni. Szukamy więcej wrażeń. Następna wyprawa – Soho.

Avatar
lonelyimmigrant
Człowiek w wielkim świecie potrafi sam siebie zaskoczyć. Czy zrobię to i ja? Oto krótkie historie z Nowego Jorku. A kim jestem? Tego nie wie nikt.

Nasze najnowsze wideo

Zobacz też