fbpx

tylko jedna reklama


Potrzebujemy nowego kanału tv. Takiego fajnego

Potrzebujemy nowego kanału tv. Takiego fajnego

Jestem z prawdopodobnie ostatniego pokolenia, które nie ma telewizji gdzieś. Ostatnim pokoleniem, dla którego wieczorny serwis informacyjny był podsumowaniem dnia, a wystąpienie w telewizji było oznaką prestiżu.

Ludzie pracujący w telewizorze jeszcze o tym nie wiedzą, ale ich czas mija. I to nie jest tak, że któreś pokolenie powiedziało, że no hej, musimy dobić tych starych skurwieli, tylko dlatego, że prezentuje jakość i treści, które nie są interesujące dla młodych ludzi. Boomerskie żarciki i czytane z promptera pierdoły to jedno, a przekonanie o własnej wyższości (jak to pokazał TVN w materiale o BTS) pokazują, że oni nie są zainteresowani współczesnością. Współczesnością, w której absolutnym obciachem jest publiczne kpienie z czyjegoś wyglądu.

Z kolei książkę (premiera mojej 20.05, zapiszcie datę) można by napisać o tym, jak rządząca w telewizji stara gwardia nie jest w stanie ogarnąć, że to nie chodzi o to, że zaproszą do programu gwiazdę YouTube’a, ale chodzi o to, żeby ta gwiazda mogła wnieść tam prawdziwą świeżą jakość, a więc nie być kwiatkiem do kożucha, który lata swojej świetności miał w końcówce XX wieku. Tęgie głowy zarządów są już tak tęgie, że nie ma w nich miejsca na chociażby myśl o nowej jakości, która jest potrzebna, by telewizja nie skończyła, jak telegraf – kiedyś rewolucja, dziś ciekawostka historyczna. I to naprawdę historyczna, bo ostatni w Polsce został wysłany w październiku 2018.

a na youtubie drama za dramą!

Zmiany nie mogą się więc zaczynać od umieszczenia młodej gwiazdki w programie z lat 80. Zmiany muszą się zacząć od zaplecza, czyli osób pracujących przy formatach – zarówno od strony technicznej (montażyści, operatorzy), jak i PR-owej, ale o tym będzie osobny rozdział w mojej książce. 20.05.2020. Pamiętajcie.

No dobra, powymądrzałem się, ale może byś coś Chilewicz zaproponował? Bo tylko narzekać umiesz… A więc niech będzie. W środę w ramach marnowania czasu, żeby tylko nie kończyć książki (20.05 premiera, wspominałem?), stworzyłem fejkowy program telewizyjny na dzisiaj. Zobaczcie na naszym Instagramie:

View this post on Instagram

Oglądalibyście? Więcej w felietonie na naszym www.

A post shared by Vogule Poland (@vogule.poland) on

To nie jest tak, że teraz uważam, że budynki TVP, TVN czy Polsatu należy zburzyć, a ludzi w nich pracujących zwolnić. W telewizji wciąż jest dużo naprawdę wielkich osobowości, które można wykorzystać i odświeżyć. To nie jest też tak, że uważam, że każdy musi przejść lifting. Nie! Chodzi jednak o to, by telewizja zauważyła, że nie jest już dla wszystkich, jak kiedyś, a coraz bardziej dla osób 30+ i to raczej tych, którzy nie mają szybkiej sieci. Niech tacy będą i niech im się wiedzie, ale to medium naprawdę ma większe możliwości i wierzę, że jest w nim miejscu na młodą gwardię.

Na Wasze powracające pytania, czy chcielibyśmy jak Vogule Poland mieć swój program w telewizji, odpowiedź może być tylko jedna: nie ma takiej telewizji, z którą moglibyśmy nawiązać realną współpracę w poczuciu, że nie staniemy się produktem typu Dziwne Istoty Z Internetu.

Co ciekawe, telewizja w Polsce nawet średnio ogarnia najbanalniejsze na świecie kupowanie zagranicznych formatów. Reality show Kardashianów leci na E! Entertainment, które to nie potrafi podpisać umowy z UPC, jednym z największych polskich dostawców kablówki. My na kwadracie nie mamy. Nie wiemy też nic o tym, by E! w jakikolwiek rozsądny sposób promowało tę ikoniczną produkcję, np. gifami czy memami, a przecież ten program to istna kopalnia. Na swoje imprezy zapraszają za to gwiazdy idealnie sprofilowane do swoich programów, np. Paulinę Sykut-Jeżynę czy Macieja Dowbora. Nic do nich nie mam, ale… srsly?

Family Guy? Leci na FOX Comedy, codziennie te same odcinki. Może dla utrwalenia. Gdy napisaliśmy do polskiego FOX-a, że coś im się chyba posypało, bo codziennie o tej samej godzinie Peter Griffin pierdzi w tej samej scenie, to dostaliśmy odpowiedź, że wcale tak nie jest. Aha ok w ten sposób.

Jerry Springer Show, którego najmocniejsze fragmenty są absolutnymi wiralami na YouTubie? Brak. Oryginalne Saturday Night Live ze śmietanką aktorską Hollywood? Nope, mamy za to tysięczny sezon Wojewódzkiego i żarciki o cycuszkach. A może któreś miasto The Real Housewives, kolejnej wciąż grzejącej serii? Nie ma, była tylko wersja z Miami z Joanną Krupą, która była tak zła, że szybko ją zdjęli z anteny.

No i tak to leci, widownia maleje, ale najwyraźniej nikt w zarządach TVP, Polsatu czy TVN nie widzi potrzeby zmiany. Telewizja tymczasem staje się tym, czym stało się radio: zapychaczem ciszy w hotelowym lobby lub migającym obrazem gdzieś u fryzjerki. Na własne życzenie.