reklama

Warszawskie spędy celebryckie, z drobnymi wyjątkami, zwykle mają podobną listę gości: panie z telewizji, gwiazdki seriali, kilka piosenkarek i obowiązkowo parę blogerek.

Gdyby listy VIP były grą w lotka, to łatwo byłoby zostać milionerką.

Drag queen zaś żyły sobie dotąd w świecie artystycznym, undergroundowym, a jeśli już jakaś projektantka czy marka zaprosiła je na wydarzenie, to w roli atrakcji, wydarzenia, a nie regularnych gości. Ci ostatni mogli na nie patrzeć, jak patrzy się na cyrkowców czy zwierzęta w ZOO.

Nie mam wątpliwości, że większość popularnych przygłupów ma problem z jednoczesnym mruganiem i oddychaniem, więc nie podejrzewam ich o jakieś głębsze przemyślenia.

Aż tu nagle Mariusz Przybylski postanowił wyciąć wszystkim numer i – choć nikt tego oficjalnie nie odnotował – nieco namieszać w świecie VIP-ów i gwiazd. Na jego ostatnim pokazie z kolekcją Under Construction, który miał miejsce 29 stycznia, pojawiły się dwie znane postaci polskiej sceny drag queen – Gąsiu i Adelon.

Gąsiu określa się jako aktor, tancerz, performer. Skończył Wyższą Szkołę Teatralną w Krakowie, więc już na wstępie jest bardziej wyedukowany niż połowa celebrytek, które spotkał tego wieczoru. Tytułowe określenie drag queen jest w jego przypadku nieco uogólnieniem, ale jest szansa, że nie obrazi się na mnie. Mam nadzieję, bo na jego Instagramie widać, że dba nie tylko o włosy.

Adelona zaś z wyglądu możecie kojarzyć nie bez powodu. Doskonale bowiem wciela się ona w klasyczną Adele, którą zaprezentowała także na ściance u Przybylskiego. W przeszłości drag queen pojawiła się w Mam Talent!, ma też swój kanał na YouTubie, który jest poświęcony make upowi.

Mieliśmy ogromną przyjemność uczestniczyć w atmosferycznym pokazie Mariusza Przybylskiego. To wydarzenie było przepiękne. Ale też pojawiła się szansa na zderzenie nas, “przebranych facetów”, z niezwykłą wariacją cispłciowości, która odbywała się przed i po pokazie – powiedział Gąsiu w rozmowie z Vogule Poland.

drag queen
Gąsiu i Adelon / fot. AKPA

Co w tym dziwnego i niezwykłego? Ano to, że drag queen tego wieczoru przestały być częścią undergroundu, a weszły do mainstreamu, gdzie chodziły po jednej czerwonej wykładzinie z takimi osobistościami, jak Maffashion, Agnieszka Szulim-Badziak-Woźniak-Starak czy Natalia Kukulska. I nie chodzi tu o to, czy lubimy panie wymienione przed chwilą. Chodzi o to, że drag został zauważony przez mainstream, a zdjęcia Gąsia i Adelona obiegły większość agencji fotograficznych i media kolorowe. Tym samym pokazano drag queen jako rodzaj kreacji, sztuki, a nie dziwnego pana w sukience, do czego przyzwyczaiła nas część krajowych mediów.

Wydaje mi się, że we dwie zrobiliśmy niemałe zamieszanie. Z jednej strony spotkaliśmy się z żywym i sympatycznym zainteresowaniem, a drugiej próbą niezauważania nas. Czy mnie któreś z tych zachowań zdziwiło? Nie. Każdy człowiek jest po prostu człowiekiem i różnie reaguje na coś, czego może nie znać – tłumaczy nam Gąsiu. Jednak ogromne podziękowania należą się Ramonie Rey, która wzięła nas pod swoje skrzydła i bez żadnego poczucia obciachu spędziła z nami naprawdę fajny czas! – dodaje.

Da się? Najwyraźniej da. Brawo Mariusz! I dla jasności: tekst ten nie jest sponsorowany, a Przybylski w tym sezonie po raz pierwszy zapomniał wysłać mi zaproszenia. A i tak chwalę.

Więcej Gąsiów i Adelonów, mniej Wędzikowskich i innych Szulimowych!

drag queen
Agnieszka Szulim-Badziak-Woźniak-Starak / fot. AKPA
reklama