reklama

Początek roku 2014 mógł być naprawdę piękny. Mogliśmy w końcu polecieć na Marsa, wynaleźć lek na HIV albo powstrzymać głód w Afryce. Nic z tych rzeczy jednak nie wydarzyło się. Wydarzyła się za to inna nie mniej tragiczna: Natasza Urbańska objawiła światu piosenkę Rolowanie i niezapomniany teledysk.

Spokojnie możemy uznać, że czwartego stycznia coś w Polsce pękło, bo o teledysku mówili wszyscy: od profesora Bralczyka, przez Tedego, do Doroty Wellman. Krytyka płynęła zewsząd, a jedyną osobą, która w tej części wszechświata wzięła Nati w obronę, był Olaf Lubaszenko. Oto treść smsa, który Janusz Józefowicz, mąż oraz zarządca karierą Urbańskiej, pokazał dziennikarce Newsweeka, jako dowód na swoją błyskotliwość:

Numer świetny. Wydaje mi się, że go właściwie zrozumiałem. No pasaran, non possumus, no fucking way. Trzymajcie się.

Teledysk zapisał się w historii polskiego internetu jako parodia parodii, jakieś połączenie nieskładnych dźwięków, dziwnych słów (grandmatka, WTF!) oraz obrazu, który chyba boli najbardziej. Natasza, znana ze swojego upodobania do stylu glamour (nudna kiecka, rozświetlacz, szpilki), postanowiła wić się w kiblu, lizać go i jęczeć, by ktoś jej skręcił blanta.

Z informacji Vogule Poland wynika, że odsetek narkomanów dzięki tej piosence drastycznie wzrósł. Nic dziwnego, bo trudno nie odreagować po obejrzeniu tego dzieła…

reklama