fbpx

tylko jedna reklama


Lady Gaga odleciała na Chromaticę. Fajnie tam?

Lady Gaga odleciała na Chromaticę. Fajnie tam?

Na powrót roztańczonej Lady Gagi musieliśmy poczekać kilka dobrych lat. Czy było warto?

Chromatica I

Zaczynamy od orkiestralnego intro. Wzniosłe do tego stopnia, że słuchając naprawdę czuję jakbym się unosił, a przede mną otwierały bramy Chromatiki.

Alice

Rating: 3.5 out of 5.

Oczywiste nawiązania do Alicji z Krainy Czarów i bardzo taneczny, trance’owy rytm. Na myśl przychodzi brzmienie Alice DeeJay. Przypadek?

Stupid Love

Rating: 2 out of 5.

Zdecydowanie najgorszy, najbardziej miałki i nijaki utwór na płycie. Tyyyle Miłości Reni Jusis w remiksie DJ Fresha. Być może nie jest to kupa totalna, do której nigdy nie wrócę, ale jest po prostu nudno i wtórnie. Nigdy nie zrozumiem tego wyboru na pierwszy singiel. Więcej na ten temat usłyszycie w naszym reaction video.

Rain On Me (with Ariana Grande)

Rating: 5 out of 5.

Drugi singiel i najlepsza piosenka na płycie. W skrócie daje życie, a jeżeli tego nie czujesz, to jesteś bardzo martwy. W naszym reaction video powiedziałem, że utworem zawładnęła Ariana. Po kolejnym przesłuchaniu zrozumiałem, że to wrażenie spowodowane jest tym, że w refrenie Gaga wchodzi na wyższy ton, tym samym dopasowując się do Grande. Jest to dosyć zabawne, bo koniec końców, prócz pięknego głosu, młodsza koleżanka niewiele wnosi i równie dobrze mogłoby jej nie być. Oczywiście nie jest to przypadek, że do duetu została wybrana młodsza i w ostatnich latach mocno hype’owana artystka. Nie znajdziemy takich połączeń na wcześniejszych płytach Gagi, tak jak nie znajdziemy ich na pierwszych dziesięciu albumach często porównywanej Madonny, która w wieku 50 lat zaczęła zapraszać Justina Timberlake’a i Nicki Minaj, aby nadal utrzymać się na topie. Tak teraz Gaga, mając 34 lata, powtarza te same triki. Smutne to, ale zrozumiałe. Niestety tak teraz działa świat i niedługo dwudziestolatkowie, aby udowodnić, że nadal są młodzi, do współpracy będą zapraszać przedszkolaków.

Free Woman

Rating: 4 out of 5.

Rozpoczyna serię utworów dowartościowujących. W tym momencie na tapet bierzemy kobiecą niezależność. Silna kobieta śpiewająca dla innych kobiet i starająca się je podbudować. Ważne i rzadkie w tych czasach. BE FREE.

Fun Tonight

Rating: 3 out of 5.

Jesteś w związku, ale zdajesz sobie sprawę, że ta relacja tak naprawdę nie sprawia Ci frajdy, więc być może czas go zakończyć? Banalne, ale jakże realne.

Chromatica II

Drugi przerywnik przypominający w pierwszej chwili Bjork z ery Vulnicura. Świetne przejście do następnego numeru.

911

Rating: 4 out of 5.

Najbardziej przypominające wczesną Gagę. Moim największym wrogiem jestem ja – brzmi znajomo? Rozprawiamy się z wewnętrznymi demonami, co łatwe nie jest, ale kto to zrobi, jak nie my.

Plastic Doll

Rating: 4 out of 5.

Ponownie wyczuwalny vibe z początków kariery. Kiedyś Monika Mojojojo Jarosińska vel Jolka z Samego życia o tym śpiewała, więc Pani Lady postanowiła zrobić swoją odpowiedź. Miło. W skrócie nie uprzedmiotowiaj mnie chamie, nie jestem twoją zabawką tylko silną, niezależną kobietą, którą być może ranisz swoimi czynami, ale wiesz, na koniec dnia mam cię w piździe i to nie dosłownie.

Sour Candy (with BLACKPINK)

Rating: 4.5 out of 5.

Surowy duet z topowym kpopowym girls bandem. Wpada w ucho od pierwszego usłyszenia i delikatnie przypomina Swish Swish, Katy Perry. Wielu z nas tworzy pewnego rodzaju osłonę przed światem. Tarczę, która ma nas chronić przed nieznajomymi. Przez to często możemy wydawać się szorstcy, wyniośli, pierdolnięci, ale to tylko pierwsze wrażenie, bo w środku jesteśmy mięciutcy i ciepli.

Enigma

Rating: 2.5 out of 5.

Drugi najsłabszy numer na płycie. Możemy się pociupciać i będzie super, bo będę twoją tajemnicą. Takie tam pitu pitu do pobujania się. Ginie w tłumie.

Replay

Rating: 5 out of 5.

Wkraczamy w świat disco szaleństwa, które w połączeniu z mrocznym tekstem brzmi cudownie.  Przywodzi na myśl czasy Fame Monster. Tytuł mówi sam za siebie i gwarantuję, że będzie Wam trudno nie nacisnąć replay. Wciąga jak dobry odkurzacz.

Chromatica III

Ostatni przerywnik. Deszczowy i mocno skrzypcowy. 

Sine From Above (with Elton John)

Rating: 4 out of 5.

Prawdziwy duet, bo z przyjacielem Gagi, Eltonem Johnem. Brzmi to jak remiks melancholijnego, instrumentalnego numeru i właśnie to jest super. Ładne budowanie  w zwrotce, aby w refrenie otrzymać wybuch przyjemnych dźwięków. Nie jestem natomiast przekonany do drum & basowego finału. 

1000 Doves

Rating: 3 out of 5.

Swego czasu Frytka śpiewała całej Polsce Dwa Gołębie, więc oczywiście pani Lady musiała to przebić razy pińćset. Było smutno, ale mam już tego dosyć, więc uwolnij mnie. Będę szczęśliwa się unosić. Sam zobaczysz.

Babylon

Rating: 5 out of 5.

Rewelacyjny numer zamykający. Niestety ma ten sam problem co wiele innych na albumie. Jest za krótki. Tylko 2 minuty i 42 sekundy? Litości! Niestety Gaga wpasowała się w obecne standardy i większość utworów nie przekracza 3 minut. Krócej, ale więcej. Tego podobno chcą słuchacze, bo jak im puścić numer, który ma pięć albo, nie daj boże, sześć minut, to po prostu przełączą. Nie wiem jak Wam, ale mi osobiście trzy minuty nie wystarczają. Finał ze wzniosłymi chórkami i robiącym dobrze saksofonem mógłby zostać pociągnięty przynajmniej minutę, a tak wygląda to jakby wszyscy się spieszyli na lunch. Wiele osób porównuje do Vogue Madonny. Niektórzy mówią nawet, że to Vogue naszego pokolenia. Nie, Dzidźki. Vogue naszego pokolenia jest Vogue, a Babylon naszego pokolenia jest Babylon. Si? Claro que si! Porównania są zrozumiałe (klawisze, sposób konstrukcji), ALE dożyliśmy takich czasów, że wszystko można na siłę porównać do czegoś. Nie wyczuwam tutaj tak ordynarnego podobieństwa tak jak w przypadku Born This Way i Express Yourself

CHROMATICA (okładka i finalna ocena)

Rating: 4 out of 5.

Podsumowując jest to bardzo dobry album, na który warto było czekać. Dla mnie to bardziej dojrzała, taneczna i pogodna siostra Born This Way. Album utrzymany jest w modnym ostatnimi czasy duchu lat 80/90, ale nie pójściem na łatwiznę (widzę Cię Dua). Zamiast czerpać od największych hitów tamtych lat, Gaga puściła oczko tej mniej popularnej stronie, przez wielu uważanej za wieśniacką, czyli trance, eurodance, house. Nie jest to odkrycie Ameryki, ale jest to coś bardzo przyjemnego i pomimo zauważalnych inspiracji, świeżego. Mamy 2020 rok, inspirowanie się jest super, plagiatowanie nie. Odpalając album przygotujcie się na srogie tańce. Intro oraz dwa kolejne przerywniki idealnie sprawdzają się do zaczerpnięcia powietrza, nawodnienia i przetarcia potu z czoła. Dużym minusem płyty jest warstwa wizualna. Uwielbiam, gdy nowej erze towarzyszy jakiś motyw. Otrzymaliśmy zarys historii i rewelacyjną okładkę, ale na tym się skończyło. Oba dotychczas wydane teledyski nie przedstawiają nic więcej poza synchronicznym tańcem, który bardzo lubię, ale nie otrzymując nic więcej, odnosi się wrażenie oszczędności i pośpiechu. Szkoda wielka, bo spodziewałem się głębszego przedstawienia świata Chromatica. Gaga nie ma łatwo, bo na rynku jest już ponad 10 lat i z tego powodu w oczach wielu jej termin przydatności dawno się skończył. Nieważne co by teraz wydała i tak będzie porównywana do wcześniejszych dokonań i to zapewne w stylu „kiedyś to było”. Ja natomiast doceniam to, że pomimo upływu lat nadal ma ochotę artystycznie rozwijać się na naszych oczach. Gaga, czy wspomniana wcześniej Madonna, mogłyby odcinać kupony od starych hitów, ale to im nie wystarcza. Bez względu na nieuchronnie mijający czas, nadal mają coś do udowodnienia, chociażby przed samymi sobą i to należy wspierać.