Dzień z Piotrem Kaszubskim część II

114
views

Przeczytaj też część I!

Wcale nie chcę iść razem z nim. Serio. Ale z drugiej strony pomyślałam sobie o niezapłaconych rachunkach za internet i o tym, że trochę mam katar, więc może nadarzy się jeszcze okazja na jakiś łatwy hajs, no a poza tym: dopóki nie robi mi krzywdy, to co mi zależy? Będę mieć idealną historię do opowiadania przy piwie za 7 zł w warszawskich pawilonach. Fame, fame, fame.

tumblr_inline_moufhgljSx1qz4rgp

Próbuję sobie przypomnieć wszystkie informacje, które o nim przeczytałam w internecie i o tej całej fabryce, ale tak sobie myślę, że chyba po tygodniu „afery Kaszubskiego” przestałam się tym interesować, uznając, że to jedna z najbardziej żenujących historii dekady. Ukradkiem wysłałam wiadomości do moich przyjaciół z prośbą o to, żeby szybko sprawdzili, co w tej fabryce się kryje. „Wiej, póki możesz” – taką dostałam pierwszą odpowiedź i zaczęłam się zastanawiać, czy moja odwaga serio warta jest tej stówy, którą może dostanę, czy może jednak nie i powinnam czym prędzej się wycofać i jak normalny człowiek wracać do pracy w korpo i czekania do przerwy na lunch, żeby wyjść i wypalić nerwowo kilka fajek.

Mój nowy kolega każe mi chwilę zaczekać. Wyjmuje z kieszeni coś na kształt papierośnicy, widzę, że to przedmiot ze szczerego złota – o mało nie padłam oślepiona na ziemię. Wyciąga z niej malutką strzykaweczkę, przesuwa palec wskazujący w pobliżu ust, wybiera odpowiednie miejsce i szybko wstrzykuje zawartość. Jak gdyby nigdy nic. Zrobił to dokładnie tak, jak ja, kiedy wyciągam błyszczyk do ust i poprawiam makijaż. Myślę sobie, że czasy jednak się zmieniają. Kiedyś prawdziwi mężczyźni mieli w kieszonce grzebyk, teraz zawsze przy sobie mają strzykawkę do szybkiego wygładzania zmarszczek.

– Widzisz, nigdy nie wiesz, kiedy może ci się przydać mały zastrzyczek. – mówi, jakby odgadując moje wątpliwości i jednocześnie robiąc sobie zdjęcie. Pyta mnie, jaki filtr na instagramie wybrać. – Widzę, że twoje mimiczne są coraz bardziej widoczne. Nie myślałaś może o botoksie?

– Nie słucham opinii ludzi, którzy mylą autobus z metrem. – odpowiadam.

Po wiadomości mojego znajomego o tym, że mam uciekać, zaczynam się obawiać, co zastanę w środku. Na razie spacerujemy sobie korytarzami, robiąc krótkie przerwy na zdjęcia albo botoks, a tak naprawdę nadal nie wiem, o co w tym wszystkim chodzi. Spodziewam się najgorszego: płodów w formalinie świeżo wyjętych z miksera, ludzkich ciał zatopionych w dziwnych cieczach, karłów, Janusza Korwina-Mikke, Natalii Siwiec…

– O czym myślisz? – pyta.

– O drożdżówkach z dżemem, które są do kupienia w mojej osiedlowej piekarni.

– Igrasz z ogniem, kochana, pomyśl, gdzie mogłabyś być, gdyby nie te drożdżówki…

Dochodzimy do wielkich drzwi. Zatrzymałam się całkowicie zaskoczona tym, co zobaczyłam. Ogromne dwuskrzydłowe drzwi, całe wyłożone wściekle różowym pluszem, a na nich gigantyczne złote litery PK. Pomyślałam sobie, że złoto i samouwielbienie mogą iść w parze, stąd wielkie inicjały, ale ten różowy plusz? Coś mi nie pasowało. Piotr popchnął drzwi.

-Witam w mojej fabryce. – powiedział.

Weszłam do ciemnego pokoju, gdzie błyskały tylko brokat i stroboskop, a wszędzie powywieszane były symbole amerykanskiego dolara. Na środku stał fotel, również różowy, widziałam samo oparcie, z takimi samymi literami, jak na drzwiach.

– Miło tu widzieć tak wspaniałego gościa. – powiedział do mnie PiKej, obracając fotel i spoglądając mi prosto w oczy.

CIĄG DALSZY NASTĄPI

Tekst: Katarzyna Kępka

Niektóre gwiazdy uciekają przed nami do łazienki, inne w łazience żalą się nam na ciężar sławy. Do tej ostatniej podchodzimy z dużą dozą ironii, czasami złośliwości, czasami abstrakcyjności. Jesteśmy popkulturą.
PODZIEL SIĘ