Za wolność Waszą i naszą!

8321
views

Jutro o 14 na placu Politechniki w Warszawie zbiorą się ludzie z całej Polski. Różni: kobiety, mężczyźni, młodzi i starzy, lokatorzy i lokatorki, pracownicy i pracowniczki, heteroseksualni i nie; mający wspólnie wiele do zaoferowania, będący wielością ludzi. Mając różne poglądy, najczęściej krytyczne wobec otaczającej ich rzeczywistości, będą protestować przeciw spektaklowi obłudnej i brutalnej faszystowskiej jedności, który odbywa się rok w rok 11 listopada na ulicach stolicy. Spektakl ten nie jest zwykłą manifestacją. W pewnym sensie utożsamia on przemiany, jakie zaszły w Polsce; przemiany, które dawno temu można było przewidzieć.

Ta kolorowa wielość nie idzie tylko przeciwko faszyzmowi. Przede wszystkim ma ona twórczy potencjał, który objawia się w wielu działań podejmowanych przez nią w ciągu roku. 11 listopada to dzień, w którym powinnyśmy myśleć o tym, dlaczego tak wiele osób idzie w Marszu Niepodległości. Jak zmienić nasze działania na rzecz równego, dostępnego dla wszystkich społeczeństwa, w którym głos każdego i każdej z nas się liczy i nikt nie jest wyobcowany, wyalienowany, wykluczony? Jest przecież jakiś powód, przez który wizja faszystowska, złudnie dająca na wszystkie bolączki recepty, jest tak popularna.

Z pewnością nie możemy patrzeć z wyższością na osoby, dla których Marsz Niepodległości  i organizacje, które go co roku prowadzą, są najlepszym sposobem wyrażania politycznej ekspresji. Nie jest ich winą, że nie dotarły do nich działania ani nasze, ani innych antyfaszystów. Ich ekspresja jest równa naszej, lecz inna; prowadząca do czegoś innego. Właśnie to, że przez liberalny mainstream osoby te były traktowane z góry, doprowadziło do tego, że w końcu zechciały „oderwać świnie od koryta”. W ten sposób. Sposób lewicowy, egalitarny i równościowy, który został skutecznie wyparty przez „komuchofobię”; przez ludzi, dla których Marks jest często mordercą, choć nie czytali „Kapitału” ani „Manifestu Komunistycznego”, nie mówiąc już o tym, że inne autorki i autorzy nie są im w ogóle znane i znani. Działania nacechowane wyższością, „tatusiowanie” liberałów doprowadziły do wzmocnienia wcześniej marginalnych organizacji faszystowskich przez ludzi wykluczonych ekonomicznie i społecznie, często określanych jako „ciemnogród”, „dresy”, „patola” i „robole”.

My, które i którzy chcemy żyć w kraju, w którym każdy i każda będzie czuł się dobrze, nie możemy dopuścić do tego, by ktoś był traktowany lekceważąco. Nie objaśniamy nikomu prawd — nie mamy do tego prawa, nikt ani nic nam go nie dało. Proponujemy inną, bardziej otwartą, podpartą dowodami i nauką wizję. Najwidoczniej nie była ona wielu dostępna. A może była podawana w sposób wyższościowy i zniechęcający niczym nudny i opresyjny nauczyciel w szkole?

Dlatego chodźmy na marsz „Za wolność waszą i naszą”, demonstrujmy w imię równości, solidarności i nowego społeczeństwa. Społeczeństwa, które kiedyś nadejdzie. Lecz zastanówmy się również nad tym, co możemy zmienić w naszej praktyce i teorii, by następnym razem nie musieć przeciw faszyzmowi demonstrować.

Redagowała: Natalia Rojek

Współzałożyciel i redaktor gazety Opinia Bieżąca, współtwórca grupy Queer Solidarnie. Lewicowy aktywista, szczególnie związany z działalnością związkową i lokatorską. Studiuje filozofię na Uniwersytecie Warszawskim. Najbardziej interesuje się myślą postoperaistyczną i filozofią polityki.

PODZIEL SIĘ