Sensacja! Pierwszy odcinek skandalicznej powieści „Marzenka” [GĄSKA]

11724
views

Kochani, przed wami pierwszy odcinek powieści Joasi Gąski pod wiele mówiącym tytułem „Marzenka” w wersji do czytania i do oglądania (dla leniwych). Zachęcam.

Dzień dobry państwu, dziś nad Warszawą piękne słońce. Czas wstać i udać się do pracy, gdzie uśmiechnięci będziecie pracować do późnej nocy. Do białego rana. Do jutra, do dzień dobry i tak w kółko.

Marzenka otworzyła oko, wstał nowy dzień. O jakże piękny, jaki cudowny. Listki na drzewie szeleszczą, mamy pełnię wiosny kalendarzowej. Szczotka, pasta, kubek, ciepła woda i już można wskoczyć w buty na wysokich obcasach i nie po Nowym Jorku, ale nawet więcej, bo po Nowym Świecie, pobiec do pracy z gorącą parującą kawą.

Ulubionym momentem w ciągu dnia Marzenki jest ten, kiedy wychodzi z domu i stawia stopę obutą w szpilkę na chodniku. Potem jest ta dłuższa chwila, którą sobie wyobrażała od dzieciństwa. Idzie pewnym krokiem po Nowym Świecie, piękna, uśmiechnięta, panowie puszczają do niej oczko, panie patrzą z podziwem. Co za figura! Co za styl! Jakie piękne ubrania! Piękne buty! Piękna! Jaka ona jest piękna! W każdym calu! Każdy centymetr tej pani jest starannie zaprojektowany, idealna fuzja cząstek. Chwila, w której wchodzi do biura już nie jest tak przyjemna. Cały dzień pracuje po to, żeby stawiać rano stopę na chodniku i rozkoszować się podziwem garbatych i kulawych. Kręci sobie w głowie reklamę samej siebie, reklamę, która każe jej kupować to piękne obuwie, w którym się przechadza. I codziennie w innym. Zawsze jest jakaś wartość dodana, bo tu kokardka, a tam suwaczek, wzory się zmieniają z każdym dniem.

Marzenka rzuca niedbale swoją kolorową torebkę za grube pieniądze na blat. Jest ważną dziennikarką w kobiecym czasopiśmie. Mają tu pastelowe ściany, bo jak są pastelowe ściany, to się podobno przyjemniej pracuje, nie ma w ludziach tej utajonej agresji. Dzisiaj będzie bardzo przyjemny dzień, bo dziewczyny zaczynają od przejrzenia CV nadesłanych w odpowiedzi na ogłoszenie, które zamieściły dla żartu w zeszłym tygodniu. Drabina ma to do siebie, że żeby wejść na szczyt, każdy musi najpierw postawić stopę w nieciekawym obuwiu na pierwszym szczeblu. A przyjemność z zapierdalania ma się tylko wtedy, kiedy można sobie obejrzeć, że ktoś ma gorzej. Co mi po drogich butach, jeśli w okolicy nie ma sklepu z tanimi i nikt nie widzi, do którego wchodzę? Pytanie czysto egzystencjalne, ale ślicznej główki Marzenki nie zaprząta, bo już przysiadła się w swoim kostiumie w kolorze majtkowego różu do koleżanek w kostiumach – odpowiednio – błękitnym i liliowym, czyli Karolinki i Paulinki.

– Cześć piękne.
– Cześć Marzenka.
– To co my tutaj mamy? Zdjęcie i ścieżka kariery na stanowisko dziennikarka gazety kobiecej. Ta dziewczyna ma pryszczatą buzię, strasznie brzydkie zdjęcie, niemodne rustykalne kolczyki. Do niszczarki.

Karolinka i Paulinka chichoczą i posłusznie przepuszczają życiorys aspirantki w niszczarce.

– Oddzwonimy. Oddzwonimy do tej pani. – śmieje się Karolinka.
– Kiedy któraś z nas umrze i zwolni się stołek. – wtóruje jej Paulinka.

Redakcja tętni życiem. Stażystki w kolorowych sukienkach parzą kawę i rozstrzygają konkursy. „Co byś zrobiła gdybyś na ulicy spotkała mężczyznę swojego życia i gdyby złamał ci się obcas?”. Wszystkie odpowiedzi nie zawierające błędów ortograficznych nagradzane są szamponem. Kiedy któraś ze stażystek szczególnie się stara, jest zbyt ambitna, zbyt pracowita dostaje do korekty horoskop. Bo horoskopy pisze prawdziwa wróżka ze swojego M3 na Tarchominie. Stawia taroty i patrzy w kule, ale słabo sobie radzi z językiem polskim, więc ktoś to musi poprawiać. I ta korekta jest nagrodą dla tych, którzy potrzebują wyzwań. Marzenka była kiedyś na ich miejscu. Stukała w klawiaturę jednym palcem, próbowała pokazać, że jest coś warta, ale potem się przespała z kim trzeba i się wszystko wyjaśniło, wszystko już dalej szło jak po maśle, mogła się mianowicie zająć tym, co zawsze ją pasjonowało najbardziej, czyli sobą samą. Swoimi krzywymi zębami, swoją szczęką, której daleko było do ideału, bo szpeciła ją wielka diastema – szpara wielkości przełęczy. To prawdziwa katastrofa dla takiej młodej dziewczyny, która bez tego defektu mogłaby być nawet całkiem ładna.

A teraz sobie siedzi z Paulinką i Karolinką, piją kawę przygotowaną przez stażystki i bardzo ciężko pracują na swoje wielotysięczne pensje.

– Patrzcie co ta napisała w rubryce zainteresowania! Szachy! Cha cha, kto teraz gra w szachy, przecież to całkowita strata czasu.
– Do niszczarki moim zdaniem.

Kolejny nieudany egzemplarz człowieka zostaje przerobiony na ścinki. Paulinka podaje Marzence kolejną kartkę, a na kartce uśmiechnięta dziewczyna ze szparą między zębami, w której mogłaby swobodnie trzymać ołówek, w chwilach gdy ma zajęte ręce. Marzenka przypomina sobie o traumie z dzieciństwa, dostaje hiperwentylacji i biegnie do kuchni wziąć coś na uspokojenie, bo mają tam taką sekretną szafkę, w której są różne medykamenty. Można je przyjmować swobodnie w chwilach zwiększonego stresu, lub podczas tych trudnych dni, kiedy napięcie przedmiesiączkowe sprawia, że chcesz krzyczeć, chcesz rozdzierać powietrze, drzeć je na małe kawałeczki, na konfetti na przykład. I kiedy Marzenka tak się opiera o lodówkę, w której są same dietetyczne produkty, kiedy rozpaczliwie przełyka tabletkę, a nawet dwie, żeby się na pewno uspokoić, pojawia się redaktor naczelna Bożena we własnej osobie.

Redaktor naczelna ma blisko dwa metry wzrostu i garba, ale na retuszowanym zdjęciu, które pojawia się zaraz obok jej światłego przesłania do czytelniczek na początku każdego numeru czasopisma kobiecego, wygląda jak miss województwa co najmniej.

– Ale piękna sukienka Bożena! – wydają z siebie zachwyt pracownice.
– Tak myślicie? Przywiozłam z Mediolanu więcej pięknych sukienek. Chcecie zobaczyć?

– Tak, koniecznie! – krzyczą, a razem z nimi Marzenka, którą obecność szefowej postawiła do pionu. „Jestem wartościową kobietą sukcesu.” – pomyślała po połknięciu tabletek uspokajających i przyłączyła się do zabawy, w której co rano bierze udział cała redakcja. Taki mają tam rytuał, w tym opiniotwórczym piśmie kobiecym, nie ma się co skarżyć, to świetne miejsce pracy, w końcu Marzenka ma tam własną rubrykę felietonów. Gryzie ołówek przez większość dnia, zjadła już dwie gumki w tym tygodniu, ale to nic strasznego chyba, bo przeciętna kobieta połyka w życiu 2 kilogramy szminki przy okazji oblizywania warg i po prostu czymś trzeba uzupełniać tę dietę.

Bożena jest apodyktyczną, groźną szefową jak każda redaktor naczelna magazynu o modzie, urodzie i inteligencji, ale można z nią wytrzymać, bo ciągle jest w rozjazdach, a kiedy wróci z tymi swoimi torbami pełnymi ubrań, wystarczy szczerze prawić komplementy, określać ją jako bardzo szczupłą w skali od jeden do dziesięciu. Bożena ma w redakcji specjalne miejsce, pokoik za szybą, w którym wciąga na siebie stroje od wielkich projektantów. Czasami tylko ktoś jej musi pomóc zapiąć suwak, bo bywa, że zakocha się w za małej sukience, że zbyt dosłownie potraktuje określenie „mała czarna”.

I wciąga na siebie cały dzień te stroje ta Bożena, a Marzenka marzy o tym, żeby kiedyś znaleźć się na jej miejscu. To wspaniałe tak się w kółko przebierać i ciągle słyszeć, że się pięknie wygląda.

ciąg dalszy nastąpi w środę

PS. Zaleca się subskrypcję kanałów społecznościowych autorki.

PODZIEL SIĘ