Jak przeżyć idealny poranek? [PORADNIK]

Jestem fanem numer jeden filmów motywacyjnych na jutubie. Najlepiej ogląda mi się je po czwartej nad ranem, z napuchniętymi oczami – trochę od zmęczenia, trochę z bezsenności, a trochę dlatego, że moja randka zapomniała napisać, że nie przyjdzie. Nigdy. Mówię sobie Jutro zaczniesz nowe życie, jedząc czekoladę jak batona i popijając kolę (no bo jutro jest jutro, a nie dzisiaj). I wsłuchuję się uważnie w te wszystkie życiowe mądrości.

Oczywiście wszelkie lekcje, wykładane mi przez uśmiechnięte dziewczęta (rzadziej i uśmiechniętych chłopców), staram się wykorzystywać we własnym życiu. Bo one chcą mi pomóc. Chcą pomóc mi stać się lepszym człowiekiem. Uśmiechającym się do siebie. Z wzajemnością. A główna porada, którą serwują wszelkiej maści chwalczynie perfekcji (czy to zagraniczne, czy polskie) to – STWÓRZ SWOJĄ PORANNĄ RUTYNĘ. Tak tak, właśnie to. Wiadomo, że kiedy sprawimy, że każdy dzień rozpocznie się tak samo, od razu poczujemy się spokojniejsi. A spokojniejsi, będziemy mieli lepszy nastrój. Mając lepszy nastrój, będziemy podejmować lepsze decyzje. Od lepszych decyzji zaczniemy zarabiać więcej pieniędzy. A jak wiadomo – z pieniędzmi w kieszeni można podbić świat. Albo chociaż pojechać na wakacje na Gran Kanarię.

Najważniejsze, to wykluczyć z nadchodzącego poranka wszelkiej maści wybory. Żeby nie oszaleć i nie podenerwować się zbytnio z rana. Najlepiej poświęcić około dwie godziny przed zaśnięciem dzień wcześniej, na to by następnego dnia nic nas nie zaskoczyło. Naszykujmy sobie cały autfit. Przygotujmy wszystkie składniki na pożywne śniadanko, tak że rano wystarczy je tylko zmieszać. Rozplanujmy wydatki na kolejne kilka miesięcy, stwórzmy plan działania na następne pięć lat i zaprojektujmy dom, do którego wprowadzimy się na emeryturze. Warto zastanowić się też nad tym, na jaki kolor pomalowalibyśmy łazienkę, gdyby zaszła taka potrzeba; czy wszystkie rzeczy, które trzymamy w szafie są nam naprawdę potrzebne; mieć czy być, te sprawy. Odpowiedzmy sobie na wszelkie nurtujące nas pytania, tak by o świcie nic nas nie zdziwiło. Budźmy się z pustą głową, którą będziemy mogli swobodnie pozapełniać nieznaczącymi informacjami.

Trzeba wstać wcześnie, bo każda szczęśliwa osoba to poranna osoba, tego chyba wyjaśniać nie muszę. Słyszał ktoś kiedyś o szczęśliwej osobie, która wstaje później, niż po dziewiątej? Nie sądzę. Najlepiej wstawać już o czwartej, tak żeby przed południem wykonać całą masę zbędnych czynności.

Ja zazwyczaj nastawiam budzików piętnaście. Optymalnie co dwie-trzy minuty, tak żebym między jednym a drugim zdążył się nieco pofrustrować, ale nie nazbyt, bo już-już dzwoni kolejny. UWAGA! Polecam położyć telefon w znacznej odległości od łóżka, tak byśmy musieli się do niego zerwać. Za skutecznie budzące dźwięki uznaje się: dziecięcy płacz, bombardowanie czy paznokcie skrobiące tablicę. Moim osobistym faworytem jest alarm nuklearny – nic tak nie stawia na nogi jak niepokój i poczucie zagrożenia.

W momencie, gdy podnoszę się i stawiam stopy na ziemi, rozpoczyna się moja poranna rutyna. Żaden człowiek sukcesu się bez niej nie obejdzie. Najlepiej mieć ich cztery, na cztery pory roku, tak żeby jesienią uwzględnić w niej kawę z pumpkin spice, a wiosną parzyć mniszek lekarski z osiedlowego trawnika.

Pierwsze co należy zrobić po przebudzeniu, to napić się wody. Woda wypełnia nas energią, od razu chce nam się więcej i bardziej. Jest to oczywistą oczywistością. UWAGA! Jeśli uda się na raz wypić jej dwa i pół litra, to nie trzeba martwić się o nawadnianie przez resztę dnia. Polecam to rozwiązanie zapominalskim.

Z łóżka należy wskoczyć prosto w strój sportowy, a skok ten powinien odbyć się zgrabnie i z gracją. Zależnie od nastroju uprawiamy albo jogę, albo pilates. Ewentualnie lekki streczing. Najważniejsze, żeby się nie przeforsować. Zmęczenie jest naszym największym wrogiem. Świadomość bycia odzianym w szeleszczący dresik i ortalionową kurtkę już robi robotę. By przedłużyć poczucie bycia osobą aktywną fizycznie, można pozostać w komplecie sportowym jeszcze przez jakiś czas, iść w nim do sklepu na przykład, kupić tostowe pieczywo. Bo czas na śniadanie.

Perfekcyjny poranek przewiduje jedynie trzy rodzaje śniadań. Możesz zjeść owsiankę – dodaj do niej orzechów i świeżych owoców, a potem zacznij wsypywać tam różnorakie sypkie produkty o tajemniczych nazwach. Aszłaganda, buzdyganek, szatawari – lepiej zapoznać się z tymi składnikami, jeśli chce się poczuć harmonię i spokój. Drugą opcją jest smufi, przygotowuje się je bardzo podobnie do owsianki, ale później miksuje na papę. Ewentualnie można zjeść grzankę z rozgniecionym na niej awokado. Jeśli nie ma się ochoty na żadne z tych trzech dań, śniadanie należy pominąć. Nie je się na śniadanie nic innego. To wie każdy człowiek sukcesu.

Z pełnym brzuszkiem (lub co wybredniejsi – z pustym żołądkiem) należy zasiąść przy biurku. Czas wyciągnąć notes i zapisać jedną rzecz, za którą jesteśmy wdzięczni życiu i światu. W ten sposób tworzymy w głowie zdrowe, pozytywne nawyki zwracania uwagi na jasną stronę naszej egzystencji. Co prawda nie jest to dla każdego, ja próbowałem prowadzić GRATITUDE LIST przez jakiś czas. Załączam jej fragment i polecam spróbować samemu:

  1. Wygrałem pięć złotych w zdrapce za pięć złotych.
  2. Zrobiłem zdjęcie martwego gołębia.
  3. Nie rozpłakałem się, pijąc wino w samotności.
  4. Cały dzień oglądałem Tiaras & Toddlers.
  5. Wpierdoliłem czekoladę, którą kupiłem za uciułane złociaki.

Niezbędne jest też przygotowanie TO DO LIST, tak by wiedzieć co i jak mamy robić danego dnia. Ważne żeby cele były łatwo osiągalne. Wiadomo, że nic tak nie frustruje, jak niemożność wykonania postawionego sobie zadania. Dlatego zamiast obiecywać sobie samym złote góry, lepiej postawić na plany nieco bardziej przyziemne. Nie jesteś w stanie zrobić tego w całości? Rozbij to na miliard mniejszych, nic nieznaczących czynności i odhaczaj je na swojej liście z uśmiechem na twarzy. W ten sposób nie osiągniesz nic, a twoje samopoczucie pozostanie na wysokim poziomie. Nie celując wysoko zmniejszasz ryzyko porażki!

Teraz możemy sięgnąć po kolejny zeszyt, w którym ocenimy nasz nastrój, w skali od jednego do dziesięciu. Zapiszemy tam wszystkie nasze marzenia, które później będziemy wizualizować, a następnie przejdziemy do list. Listy to sprawa indywidualna, ale ja polecam mieć ich przynajmniej trzydzieści. Każdego dnia należy je sprawdzać, ulepszać i aktualizować. Przykładów list jest od groma: wszystko czym chce się stać w ciągu następnych dziesięciu lat; miejsca, w które poleciałbym, gdybym miał czas, pieniądze i możliwości; rzeczy, które chcę w sobie zmienić; rzeczy, które robiłbym, gdybym był spontaniczny. Możemy też zapisać jakiś motywujący cytat z ulubionej książki lub wiersza albo po prostu z Internetu. Mój ulubiony to Wszystko skończy się dobrze, bo wszystko skończy się.

Czas powoli zbierać się do szkoły, do pracy czy do parku, jeśli akurat jesteśmy bezrobotni. Co prawda zabrakło czasu na medytację, kubek miodły indyjskiej i spacer brzegiem lasu, ale niestety poranki nie trwają wiecznie. Wychodząc z domu najlepiej po prostu uśmiechnąć się do siebie, ucieszyć się wszystkim co już zrobiliśmy. Spojrzeć na słońce. Spojrzeć na chmury, jeśli pogoda nie sprzyja. Do nich też się uśmiechnąć. I żyć. Żyć to życie, dzień po dniu.

Najważniejsze jest pozytywne myślenie. Pamiętajcie że może nam się coś nie podobać. Może nam się nie podobać serdecznie. Ale nie nienawidzimy.

Trochę piszę do szuflady. Zdjęcia trochę robię. Trochę kręcę. Wszystko do szuflady. Trochę historia sztuki, trochę filozofia, trochę historia filmu. Wszystko trochę, nic na sto procent. Przez większość czasu jestem zmieszany.
PODZIEL SIĘ