5 sposobów na ukrycie wegetarianizmu

214
views

 

Wegeterroryści. Ekogłąby. Popaprańcy. To tylko niektóre z epitetów, jakie mogą usłyszeć osoby niejedzące mięsa. Jeden z ministrów ostatnio zaatakował rowerzystów i wegetarian, więc my doradzamy jak ukryć swój styl życia. Kto wie, może niedługo przyda się.

  1. „Lekarz kazał mi odstawić mięso”

    Zawsze warto przerzucić winę na znienawidzonego konowała. Użycie tego wykrętu przyniesie nie tylko akceptację Twojego wegetarianizmu, ale również wzbudzi współczucie. Ludzie patrząc na Ciebie będą powstrzymywać łzy, a czasami bić brawo Twojemu bohaterstwu. Dla większej wiarygodności za każdym razem, gdy dostrzeżesz kiełbasę, westchnij głęboko: „Ooo, kiełbaska śląska, zjadł(a)bym, ale wiecie…” – tutaj poklepcie się w część ciała, której dotyczy Wasze wyimaginowane schorzenie. Sposób na lekarza rozszerza arsenał tematów, na które możesz dyskutować, o biadolenie zdrowotne i narzekanie na lekarzy-zbrodniarzy.

  2. „Nie jem mięsa, bo poszczę”

    Kto odważy się igrać z siłą najwyższą? Wieloletni post będzie wzbudzał zdziwienie, ale również wyrzuty sumienia i zazdrość. Niektóre kręgi mogą uznać Cię za świętego naszych czasów. Na wszelki wypadek widok mięsa kwituj całkowitą obojętnością – łatka niezłomnego pomoże Ci w mistyfikacji. Zawsze miej przy sobie święte obrazki i opowieść o pieszej pielgrzymce do Castel Gandolfo. Unikaj hucznych i zakrapianych imprez, aby nie zniszczyć wizerunku ascety. Częste wizyty w kościelnej pierwszej ławce Ci nie zaszkodzą.

  3. „Dieta warzywna pomoże mi wystartować w maratonie”

    Efektowny, ale i ryzykowny sposób. Fakt rozwijania swojej kariery sportowej może przysporzyć Ci licznych kibiców, których cierpliwość będzie się wyczerpywała wraz z kolejnymi miesiącami bez startu w biegu. Drobna kontuzja kostki to zawsze dobra wymówka. W ostateczności ratuj się stwierdzeniem, że odkładasz udział w pomniejszych imprezach na rzecz wyjazdu na olimpiadę. Przy odpowiednim tajmingu zapewni Ci to cztery lata spokoju i pieniądze zebrane w ramach crowdfundingu.

  4. „Nie stać mnie na mięso”

    Ostateczność. Im gorsza sytuacja ekonomiczna, tym skuteczność tej metody wzrasta. Narzekanie na obecny lub poprzedni rząd, który zniszczył polski przemysł wędliniarski, przysporzy wiarygodności. Największym minusem jest fakt, że rodzina i znajomi wzruszeni Twoją trudną sytuacją mogą przywozić Ci kiełbasy, kotlety i pasztety. Odmówić nie wypada, a chować w policzkach i pod językiem, żeby potem wypluć – wzorem anorektyczek, to trochę jakoś głupio.

  5. „Nie jem mięsa, bo nie lubię”

    Najgłupsze, co możesz zrobić. Nikt Ci w to nie uwierzy. Po pijaku możesz zostać siłą zmuszony do zjedzenia plastra szyneczki przy akompaniamencie śmiechu współbiesiadników.

Autor: Artur Urban

Niektóre gwiazdy uciekają przed nami do łazienki, inne w łazience żalą się nam na ciężar sławy. Do tej ostatniej podchodzimy z dużą dozą ironii, czasami złośliwości, czasami abstrakcyjności. Jesteśmy popkulturą.
PODZIEL SIĘ