5 porad jak wprowadzić w życie modny minimalizm i stać się kimś istotnym

W XX wieku roiło się od przeróżnych filozoficznych kierunków. Ciągle popularny był, powstały pod koniec poprzedniego stulecia, pragmatyzm. Ludzie, nie zważając na innych, dążący do obranego sobie celu, oschle traktujący wszystko i wszystkich. Był personalizm, gdzie każdy człowiek traktowany był indywidualnie, jednostkowo, jednak wedle obranych norm i zasad. Każdy z nas chce być personalistą, kiedy ciężką pracą stara się o coś, a jednocześnie wypierałby się tejże filozofii, kiedy podczas grupowego napadu poderżnąłby najwięcej gardeł. Pojawił się egzystencjalizm, w którym piekłem byli inni ludzie, a nasz ziemski los mienił się jako ciąg cierpienia, smutku i niepewności. Jesteś egzystencjalistą kiedy musisz zebrać się do kupy, a mówisz Ja się na ten świat nie pchałem.

Wreszcie nastał wiek XXI. Lata ’00 obfitowały w przeróżne nurty i ich kreatorów. Prym wiodła Paris Hilton, która porwała tłumy hasłami luksuryzmu. Główna zasada to nie być nudnym i ładnie się ubierać, gdziekolwiek by się nie szło. Równocześnie z nią tworzyła Lindsay Lohan, która po serii wzlotów i upadków wypromowała slogan: Żyj pełnią życia z umiarem. Gdzieś w ich cieniu, po cichutku, powstawała – dziś silna i niezależna – grupa minimalistów dwudziestopierwszowiecznych. Jej przedstawiciele bardzo chętnie dzielą się poradami i wskazówkami, najczęściej w krótkich filmikach, sponsorowanych przez marki odzieżowe, producentów mebli czy aplikacje mobilne.

Minimalizm jest in i warto rozważyć przerzucenie się na niego, niezależnie jaki styl życia prowadzimy i jakie prawdy wyznajemy. Postanowiłem więc w przystępny sposób przybliżyć najważniejsze jego punkty, by każdy od jutra albo i najlepiej od dziś, mógł wstąpić na światłą ścieżkę prostego życia.

Na wstępie trzeba sobie coś wyjaśnić. Jeśli nie stać cię na coś, nie znaczy to, że jesteś minimalistą. Wtedy jesteś po prostu ubogi. Ideą minimalizmu jest być na tyle bogatym, by móc pozwolić sobie na lajfstajl osoby biednej.

Odgracanie przestrzeni

Jak wiadomo wszem i wobec, zmiany powinno rozpoczynać się z zewnątrz. Kiedy zewnątrz jest przyjazne, większa szansa na to, że nikt nie zwróci uwagi na nasze zepsute wewnątrz. Najlepiej wziąć w pracy L4 albo nie pójść na nudnawy wykład, tak by obowiązki dnia codziennego nie zajmowały naszych myśli. Z wszelkiego rodzaju szaf, szuflad i półek pozrzucać wszystko na podłogę. Rzeczy, które się tam znajdą musimy skrupulatnie podzielić na dwie sekcje – rzeczy przydatne i rzeczy nieprzydatne. Te drugie pakujemy oczywiście do worka i wystawiamy za drzwi.

Następnie powinniśmy określić konkretną liczbę przedmiotów, które chcemy posiadać, dajmy na to dwadzieścia osiem. Każdą z przydatnych rzeczy musimy dokładnie obejrzeć, może zająć to kilka godzin. Jeśli widzimy przed sobą książki, filmy, płyty CD, różnego sortu dokumenty, sprawa staje się o wiele prostsza – nie po to nam Kindel i Ajmak, żeby zaśmiecać naszą przestrzeń fizycznymi treściami.

Kiedy już uda nam się ograniczyć do wspomnianej wyżej liczby posiadanych przedmiotów, należy postawić sobie cel na przyszły miesiąc, na przykład zmniejszenie ją o połowę. I nawet jeśli raz na jakiś czas zatęsknimy za którąś z tych rzeczy, powiedzmy – za czajnikiem, tęsknotka ta na pewno potrwa krócej, niż nasze odgracone, pełne pozytywnej energii i czystej przestrzeni życie.

Im mniej przedmiotów tym więcej…

…nas samych.

Już po chwili zauważymy benefity płynące z nieposiadania. Kiedy wszelkie płaskie przestrzenie wokół nas będą puste, z braku laku będziemy musieli skupić się na sobie. W domu nie ma żadnej książki? To świetny moment na to, by napisać własną!

Minimalizm daje możliwość nieużywania rzeczy, a nie używając ich, mamy dużo więcej czasu, by zagłębić się w siebie. Możemy na przykład zaplanować co wyrzucimy jako kolejne. Albo w którym hotelu nie zatrzymamy się na wakacje w Honolulu, bo nie spełnia naszych wymagań estetycznych.

Czysta przestrzeń to czysta głowa. A czysta głowa tylko czeka by wypełnić ją podniosłymi myślami.

Sentymenty są dla słabych

W naszym nowym życiu możemy zauważyć brak rzeczy, które mają dla nas znaczenie sentymentalne, wszelkiego rodzaju drobiazgów, upominków, wszystkiego tego co budzi w nas wspomnienia i ogrzewa nasze serca. Jest tego prosty powód – nie jest nam to potrzebne.

Radykalnie pozbywając się wspomnień, niszczymy i te dobre i niedobre. Koniec końców jesteśmy szczęśliwsi – nie wspomnimy uśmiechu naszego dziadka, czytając list który napisał podczas II wojny światowej, ale hej, zapomnimy też o tym, jak ośmieszył nas przed naszą sympatią, pokazując jej album kompromitujących rodzinnych zdjęć.

Rozmyte wspomnienia należy odepchnąć od siebie, by zrobić miejsce dla tych nowych – klarownych i przejrzystych jak nasze otoczenie.

Organizacja jako klucz do szczęścia

Rule number one is that you gotta have fun śpiewała ikona muzyki pop, Marina & the Diamonds (nie mylić z Mariną Abramović – to artystka, którą cenimy, ponieważ jesteśmy oczytani i światli). Tej zasady, jako minimaliści, wyznawać nie będziemy.

Minimalizm nie kończy się wraz z oczyszczeniem otaczającej nas przestrzeni. Kiedy już uda nam się to zrobić, czas zająć się naszymi ideami. Mając tak wiele czasu, którego nie poświęcimy na oglądanie filmu czy słuchanie muzyki, możemy przelać wszystkie nasze myśli na papier (lub ekran komputera, w wersji ekofrendli).

Esencją filozofii jest to, by prowadzić życie spokojne i usystematyzowane. Niezbędne będą poranna i wieczorna rutyna. Możemy też nadać tematy dniom tygodnia, dla przykładu – wtorek, dzień bez kawy. Chodzi o to, by czuć harmonię i zawsze wiedzieć co nas czeka.

Kompletne wyeliminowanie spontaniczności znacznie podniesie komfort naszego życia i pozwoli cieszyć się nim znacznie dłużej.

Kwestia pokusy a życiowa satysfakcja

Pokusy czyhają na nas za każdym rogiem – wyłaniają się zza przeróżnych winkli, niespodziewanie wyskakują z krzaków, kiedy spacerujemy po parku. Ludzie chcą zainspirować nas swoimi własnymi pomysłami, zmusić byśmy wyszli poza obrane przez nas samych ramy. Wystawianie się na tego rodzaju próby jest niezwykle nierozważne i może zachwiać nasz nieskażony pogląd na świat. Nie ma się jednak czego lękać – problem ten można skutecznie i prosto rozwiązać.

Po prostu nie wychodźmy z domu. Najlepiej znajdźmy sobie jakąś zdalną pracę, która ograniczy nasz fizyczny kontakt ze światem zewnętrznym do minimum. Może to być i praca chałupnicza – skręcanie długopisów czy składanie i sklejanie kopert.

Jest duże ryzyko, że kiedy wyjdziemy z domu, spodoba nam się coś co ma ktoś inny. Żeby tego uniknąć po prostu nie spotykaj nikogo.

Co najważniejsze – minimalizm to szczęście. Jest w nim miejsce na wolność. Na zadumę. Na uśmiech. Bawmy się nim. Nie zapomnijmy jednak przestrzegać zasad.

Trochę piszę do szuflady. Zdjęcia trochę robię. Trochę kręcę. Wszystko do szuflady. Trochę historia sztuki, trochę filozofia, trochę historia filmu. Wszystko trochę, nic na sto procent. Przez większość czasu jestem zmieszany.
PODZIEL SIĘ