reklama

Zakonnik do Rozenek: “Nie napisała pani swojej książki!” [DRAMA NA MAKSA]

reklama

Małgorzata Rozenek-Majdan w środę 10.04 na swoim profilu na Instagramie ogłosiła nowy projekt. To kolejna książka, lecz tym razem nie poświęcona sprzątaniu, odkurzaniu i układaniu ubrań. Celebrytka nie ukrywa, że ma dwóch synów poczętych dzięki metodzie in vitro i to właśnie odkłamywaniu faktów o tym zabiegu jest najnowsza pozycja podpisana jej nazwiskiem.

Dziś już mogę głośno podzielić się z Wami efektami mojej wielomiesięcznej pracy ❤ Długie poszukiwania bohaterów, kilkanaście spotkań, kilkadziesiąt godzin rozmów, wiele łez, radości, śmiechu oraz smutku… Jestem dumna z tego, że książka „In vitro. Rozmowy intymne” właśnie ujrzała światło dzienne. Jestem szczęśliwą mamą dwóch wspaniałych synów. Nie byłoby ich ze mną, gdyby nie pomoc lekarzy. Gdyby nie In vitro. Dyskusja wokół tego tematu wciąż rodzi niezdrowe emocje, powiela krzywdzące stereotypy, służy jako narzędzie walki politycznej. Dzięki ginekologom, seksuologom, embriologom oraz księdzu dominikanowi przedstawię Wam całą prawdę o tej procedurze. Kilkakrotnie przeszłam procedury In vitro, i tak jak tysiące kobiet, mających problem z zajściem w ciąże, znam radość sukcesu i smutek porażki. Nie mogę dłużej milczeć. Czuję, że razem z innymi rodzicami mam obowiązek zabrać głos. 

napisała Małgorzata Rozenek-Majdan na swoim profilu

Okazuje się, że Gośka mogła nieco zakrzywić rzeczywistość. A przynajmniej tak uważa dominikanin Paweł Gużyński, który został jednym z bohaterów książki. Utrzymuje on, że In vitro. Rozmowy intymne nie została napisana przez Rozenek-Majdan.

Szanowna Pani Małgorzata Rozenek-Majdan,
W świecie show-biznesu, podobnie jak w życiu w ogóle, zdarzyć się może niemal wszystko. Jednakowoż w każdym wypadku cel nie uświęca środków.
Napisała Pani na Instagramie: “Dziś już mogę głośno podzielić się z Wami efektami mojej wielomiesięcznej pracy ❤ Długie poszukiwania bohaterów, kilkanaście spotkań, kilkadziesiąt godzin rozmów, wiele łez, radości, śmiechu oraz smutku… Jestem dumna z tego, że książka „In vitro. Rozmowy intymne” właśnie ujrzała światło dzienne. Jestem szczęśliwą mamą dwóch wspaniałych synów. Nie byłoby ich ze mną, gdyby nie pomoc lekarzy. Gdyby nie In vitro. Dyskusja wokół tego tematu wciąż rodzi niezdrowe emocje, powiela krzywdzące stereotypy, służy jako narzędzie walki politycznej. Dzięki ginekologom, seksuologom, embriologom oraz księdzu dominikanowi przedstawię Wam całą prawdę o tej procedurze.”

Jako współautor jednego z wywiadów, mam dwie uwagi do powyższej wypowiedzi. Po pierwsze, wywiady nie zostały przeprowadzone, zebrane i opracowane kosztem Pani wielomiesięcznej żmudnej pracy. Po drugie, rzeczownik “dominikanin” odmienia się w celowniku (komu? czemu?): dominikaninowi.

Do udzielenia wywiadu, który ukazał się w książce firmowanej Pani imieniem i nazwiskiem, nie zniechęcił mnie ani Pani status celebrytki, ani wielce prawdopodobna negatywna reakcja własnego środowiska. Niemniej nie mogę pozostać obojętny na fakt, iż tak bezceremonialnie przedstawia się Pani jako autorka wywiadów, które przeprowadził i opracował ktoś zupełnie inny.

Pomysł zgromadzenie w jednej książce szerokiego spektrum spojrzeń i opinii dotyczących in vitro, przy zachowaniu pełnej swobody wypowiedzi osób udzielających wywiadów, moim zdaniem zasługuje na uwagę czytelników. Tak samo jak osoba rzeczywiście przeprowadzająca wywiady, uznałem że brak kościelnego głosu byłby poważnym brakiem w takiej publikacji. Czy komuś się to podoba czy nie, Kościół jest jednym z głównych protagonistów debaty dotyczącej in vitro.

Osobiście nie boję się publicznej konfrontacji z odmiennymi poglądami niż moje, także w sytuacji bycia w mniejszości. Uważam także, iż Kościół nie może unikać dyskusji, kaprysząc na celebryckość znacznej części współczesnego areopagu. Dlatego wciąż sądzę, że dobrze zrobiłem włączając się w Pani inicjatywę. Jednak nie aprobuję faktu, że publicznie uznaje się Pani za autorkę książki, do treści które nie przyłożyła Pani ręki w stopniu uprawniającym do miana autorki.

napisał Paweł Gużyński na swoim profilu
reklama

Jaka jest prawda? Tego pewnie nie dowiemy się, bo szczegóły powstawania książki to sprawa pozostająca tajemnicą pomiędzy osobami, które są zaangażowane w jej produkcję. Ważne jednak, by zaznaczyć kilka ważnych kwestii w tej sprawie:

  1. Książka o ludzkim spojrzeniu na demonizowane in vitro jest potrzebne. Fakt, że wzięła się za niego celebrytka może tylko przyczynić się do rozprzestrzeniania wiedzy. Zwłaszcza, że akurat tutaj Rozenek znalazła się nie bez przypadku.
  2. Nie jest tajemnicą, że istnieje zawód ghost writerów, którzy piszą książki za osoby bardziej znane. Dzieje się to zarówno w świecie polityki, gwiazd, kulinariów, filmu czy muzyki.
  3. Coś poszło nie tak, skoro jeden z bohaterów książki kilka dni przed premierą wyśmiewa ten projekt.
  4. Być może rzeczywiście warto byłoby następnym razem nieco lepiej zaplanować promocję i nie ściemniać (jeśli słowa zakonnika są oczywiście prawdą) w kwestii natłoku pracy Gośki?

Przyznacie sami, że jeśli przed premierą książki na tak ważny temat pojawiają się takie oskarżenia, to nie przynosi jej to dobrej sławy i odbiera na powadze. Ten brak powagi służy chyba jedynie temu typowi ludzi, którzy w in vitro widzą spółkowanie z diabłem. Czy to im właśnie chciał zrobić dobrze dominikanin?

Małgorzata Rozenek-Majdan
Patryk Chilewicz
Patryk Chilewiczhttp://www.patrykchilewicz.com
Twórca i redaktor naczelny Vogule Poland. Dziennikarz, aktywista, osoba.

Nasze najnowsze wideo

Zobacz też