Warsaw Shore > Team X

tylko jedna reklama


Warsaw Shore > Team X

Zanim postanowicie spalić mnie na stosie za tezę zawartą w tytule, pozwólcie zaznaczyć, że ten tekst nie jest wpisem przez nikogo (niestety) sponsorowanym, a zaledwie luźnymi przemyśleniami dotyczącymi finału kolejnego sezonu Warsaw Shore i ostatnich wydarzeń z życia Teamu X, zwanego przeze mnie pieszczotliwie PatoTeamem X.

Pamiętajcie też, że to co tu przeczytacie, to prywatne opinie osoby, która podpisuje się pod tym materiałem. Nie musicie traktować tego ani jako prawdy objawionej, ani nawet zgadzać się z tym. Nie musicie również, gdy macie odmienną opinię, od razu wyzywać od kurew i życzyć mi śmierci. Zwłaszcza, gdy macie 10 lat i kochacie Marcina Dubiela, ale mama nie ogarnęła, że założyliście profil na Insta.

1. W Warsaw Shore nikt nie udaje świętych

Nie przypominam sobie momentu, w którym MTV, producenci Warsaw Shore czy sama ekipa z Warszawy weszli w rolę mesjaszy czy innych szamanek, którzy chcą umoralniać i nauczać tłumy. Pamiętacie coś takiego? No raczej nie, bo to się nie wydarzyło. Wręcz odwrotnie: uczestnicy programu nie ukrywają, że idą tam dla fejmu, zabawy i kasy. Taka postawa może się podobać lub nie, ale ani nikogo nie oszukują, ani nie robią z siebie świętych. Piją, palą, czasami uprawiają przygodny seks, czasami mają urwany film, czasami rzygają w krzakach. Czy ich zachowanie jest chwalebne? Nikt tak nie uważa. Czy robią coś innego, czego nie robili młodzi ludzie przez ostatnie co najmniej dekady? No nie. Warto wyjść z wygodnych butów nieskazitelnych moralistów, stanąć obok i zastanowić się, czy samemu się nie robiło takich lub innych numerów. A potem powiedzieć sobie przed lustrem tę litanię hejterskich rzygów, jaka wylewa się w komentarzach za każdym razem, gdy dorosła kobieta dobrowolnie uczestnicząca w programie telewizyjnym postanowi spędzić noc z mężczyzną, a wszystko odbywa się za obopólną zgodą.

W Team X zaś przyjęto postawę robienia z członków tego projektu herosów. Robienia, bo pamiętajcie, że każdy odcinek tego czegoś, każde wideo i działanie w sieci jest rozpisane w tabelkach inwestorów, a ci idole mają tylko i wyłącznie przynosić zyski. Nic więcej.

Dzięki takiemu podejściu dostajemy Marcina Dubiela, który co kilka miesięcy udaje płacz, by po raz kolejny zmienić swoje życie. Marcin jedzie do Kenii, w Kenii bierze udział w rasistowskim incydencie, ostatecznie przeprasza nie wiadomo za co, stawia się w roli ofiary i zwala winę na osoby, które śmiały zwrócić mu uwagę, przedmiotowo traktuje dzieci, śmieje się ze skośnookich Murzynów i dzikusów biegających z oszczepami. To nie jest pomoc charytatywna, a zwykłe rasistowskie skurwysyństwo. Niestety właścicielom Teamu X wciąż udaje się manipulować częścią dzieci, które oglądają tę patologię, choć na szczęście coraz mniejszą.

2. Konsekwencje

Ten punkt wynika nieco z poprzedniego. Jest duża różnica w podejściu do popełnianych błędów między uczestnikami Warsaw Shore i Teamu X. Przypomnijmy sobie dziewiąty sezon programu MTV, gdy pijany Jacek wypchnął Wiktorię z busa i o mało nie doszło do tragedii oraz Jolę, która zaatakowała Brzydala, kilkukrotnie raniąc go obcasem (jakkolwiek śmiesznie to brzmi, to śmiesznie to nie wyglądało). Stacja momentalnie podjęła decyzję o bezpowrotnym wyrzuceniu obojga uczestników i wydała całkiem zgrabne oświadczenie:

Stacja MTV zawsze była, jest i będzie przeciwnikiem wszelkiego rodzaju agresji. W jej DNA zapisana jest walka z brakiem tolerancji i przemocą. Niestety nie byliśmy w stanie przewidzieć, że sytuacje, które zostały pokazane w dzisiejszym odcinku mogą mieć miejsce. Jednak stanowcza i natychmiastowa reakcja produkcji udowadnia, że potępiamy podobne zachowania. Jola i Jacek zostali natychmiastowo usunięci z programu, a współpraca z nimi została bezpowrotnie zakończona. Poszanowanie godności każdego człowieka oraz bezpieczeństwo uczestników programu jest dla MTV sprawą nadrzędną, a wszelkie przejawy agresji i barku szacunku są niedopuszczalne.

Co zrobili właściciele Dubiela po jego haniebnym akcie rasizmu? Zawiesili jego udział w PatoTeamie X. ZAWIESILI. Nie jest tajemnicą, że zgodnie z aktualnymi ustaleniami Marcinek ma wrócić do kręcenia wideo razem z tym smutnym towarzystwem w momencie, w którym sprawa wystarczająco ucichnie. Najwyraźniej właściciele uznali, że da się jeszcze wycisnąć z tego chłopaka trochę pieniędzy. A ogólnie przyjęte zasady? Jakieś poczucie odpowiedzialności? Moralność? Uczciwość? Weź wypierdalaj, dawaj kasę!

3. Pokora

W Warsaw Shore nad uczestnikami jest regulamin programu, boss oraz produkcja, która czuwa nad tym, co dzieje się w życiu uczestników i uczestniczek. Gdy zachowują się wyjątkowo durnie, to są z programu usuwani. Dba się również o to, by nie dochodziło między nimi do rękoczynów, przewinienia muszą odpracowywać i – co wydaje się najlepszą lekcją dla odbiorczyń i odbiorców – pokazana jest przemiana i ewoluujące relacje. Gdy jedna z uczestniczek miała beef z drugą, to dwa odcinki później umiała przed kamerą przyznać, że za wcześnie wyciągnęła wnioski i zbyt szybko ją oceniła. Gdy uczestnik flirtuje z uczestniczką, a jednocześnie całuje się na imprezie z jakąś dziewczyną (samo całowanie się nie jest niczym złym, ale w tym kontekście jest nieco nie fair), to dostaje słuszny opierdol od innych. Oglądając Warsaw Shore, gdy już dasz sobie radę z tym, że ludzie mają prawo pić, uprawiać seks i przeklinać, zauważysz wyraźne granice, które nie są przekraczalne. To widać zarówno w relacjach damsko-męskich, ale też pośród chociażby nieheteroseksualnych członków. Na mojego prywatnego faworyta wyrasta Diva, który jest bajecznie przegięty i – w Polsce to wciąż szok, zdaję sobie z tego sprawę – reszta ma czelność traktować go z szacunkiem i jako pełnoprawnego członka ekipy.

W PatoTeamie… No cóż. Na pozór wygląda to nowocześnie, członkinią jest nawet jedna dziewczyna o niebiałym kolorze skóry. Gdy jednak zajrzymy głębiej, to widzimy rasistowskie zachowania, ale nie tylko. Wcześniej przecież Dubiel jeździł po Warszawie ponad 100 km na godzinę, co sam pokazał na Stories. Całość relacjonował, podlizując się któremuś raperowi. Ten fakt nie wywołał aż tak szerokiego oburzenia, więc nie Marcinek o ewidentnym łamaniu prawa jakoś nie wspomina…

Ile jeszcze będziemy wlekli temat Dubiela? Tyle, ile będzie trzeba, by wszyscy przejrzeli na oczy. Uważnie będziemy przyglądać się kolejnym współpracom komercyjnym Teamu X i nie przestaniemy napiętnować nienawiści, pogardy, cwaniactwa i zwykłego oszustwa. O ekipie z Warszawy można powiedzieć wiele, ale akurat te przywary do nich nijak nie pasują.

PS. A na koniec zdradzę Ci sekret: można nie lubić obu programów, można też czerpać zwykłą rozrywkę z oglądania Warsaw Shore. Nikt nigdy nie uważał, że to jakaś wysublimowana dziedzina sztuki i tak, ludzie mają prawo do taniej rozrywki. A ty zanim zapowietrzysz się, pisząc HURR DURR JAK MOSZNA to przypomnij sobie, ile książek czytasz rocznie, jak często bywasz w filharmonii oraz jaką część budżetu przeznaczasz na wsparcie inicjatyw kulturalnych.