Ostatni odcinek “Kuchennych Rewolucji” (s17e07) odbił się szerokim echem w realnym (czyt. wirtualnym) świecie. Wszystko za sprawą Szymona, współwłaściciela Kwadratowego Talerza, które przez Magdę zostało przemianowane na Bistro By The Way.

Szymon na początku zdradził, że Gessler jest dla niego wielkim autorytetem oraz że namiętnie ogląda kultowy program. Szybko jednak okazało się, że fajnie ogląda się opierdol innych w telewizji, a gorzej przyjąć go samemu. Zwłaszcza, gdy ma się wybujałe ego i deficyt pokory.

Efekt jego histerii przejdzie do historii programu: wkurzony próbuje ściągnąć fartuch, zaplątuje się w nim i niemal zdejmuje koszulkę, po czym sfochowany wychodzi z własnego lokalu. Było to tak:

via GIPHY

Udało nam się skontaktować z Szymonem. Postanowiliśmy dać mu szansę na obronę czy wyjaśnienie swojego zachowania. Nie dostaliśmy od niego odpowiedzi na żadne pytanie, a pewnego rodzaju oświadczenie, które prezentujemy w oryginalnej formie:

Proszę robić na co ma Pan ochotę nigdy nie wchodziłem i nie wejdę nikomu w dupę…jestem na wspaniałym urlopie a Pani Magda niech robi to na co ma ochotę a ja to na co ja mam ochotę 😉
pozdrawiam serdecznie Pana i wszystkich psycho fanów
Ja jestem sobą i będę !!!!
Pozatym ja nie brałem udziału w tej szopce a aprobata jest za jedzenie , które robi wspólnik nikt inny ani Pani Magda 🙂

Tak się składa, że niedawno redakcyjnie byliśmy we Wrocławiu, gdzie polecono nam Bistro By The Way jako to, które wzięło udział w programie. Nie wiedzieliśmy wtedy jak potoczyła się rewolucja, czy się udała i co wydarzyło się w trakcie. W trakcie naszego pobytu słusznie wytypowaliśmy Szymona na właściciela i obserwowaliśmy jego zachowanie. Ten swobodnie opowiadał nieznanym gościom, że “wszystko jest wyreżyserowane”, “Magda nie ma charyzmy”, “robi tylko to, co usłyszy w uchu od reżyserki”, “bez reżyserki jest nikim”. Nie krył się z obgadywaniem osoby, dzięki której ktokolwiek usłyszał o jego knajpce położonej w niezbyt atrakcyjnym miejscu Wrocławia.

A na deser publiczny post z Facebooka Szymona. Cóż, smutne to i niskie.