Są sprawy święte i nadrzędne. Do takich zaliczamy prawo do pysznego, niezdrowego jedzenia oraz szacunek. Niestety – jak wynika z naszych informacji – obu zabrakło podczas niedawnej chałtury, na której swoje wyluzowanie miała pokazać Ewelina Lisowska.

Katowice, upalny dzień. Jedna z komercyjnych rozgłośni radiowych robi piknik, na którym mają być występy nieco wypłowiałych już gwiazd pokroju Piotra Kupichy i “integrację” z ludem, czemu miała służyć akcja, w której Ewelina Lisowska przygotowuje hot dogi dla przybyłych.

fot. Facebook / rmffm

Jak dowiadujemy się od świadków Ewelina robiła wszystko, by wymigać się od obowiązków, ale było to trudne: z jednej strony wszyscy wiedzieli, że piosenkarka ma wkładać parówę w bułę i rozdawać ją ludności, a z drugiej była pod okiem kamer, co uniemożliwiało ucieczkę. Być może dlatego uśmiechała się tylko w momentach, w których fotoreporterzy łapali za apart…

Obserwujecie nasz nowy profil na Instagramie?
Musicie na maksa!

Była naprawdę niesympatyczna i widać było, że bardzo się  męczy. Ludzie z zaciekawieniem podchodzili do niej, a ona wyglądała, jakby miała zaraz obrzygać wszystkie parówki – donosi nam osoba, która obserwowała Ewelinę w kolejce po swoją porcję.

fot. Facebook / rmffm

Gdy przyszła moja kolej, Ewelina odeszła z miejsca swojej pracy. Chwilę nie wracała, nie wiedziałam co się dzieje, nikt o niczym nie informował. Niektórzy uparcie czekali, ja dałam sobie spokój. I nie dostałam hot doga od Eweliny – mówi nasza zrozpaczona informatorka.

Na szczęście dzień umilały także inne atrakcje. Można było zmierzyć się na rękę z Popkiem Monsterem, a Piotr Kupicha zaśpiewał “Jak anioła głos”. Gdy przypadkowy pan z tłumu został wtedy zapytany jakie jest jego wyznanie miłości, odparł:

Wielkie.