Trzeba rzucić trucie się fajkami i zapisać się na siłkę

137
views

Autorka tekstu na wstępie pragnie zaznaczyć, iż jest całkowicie świadoma faktu, że od w miarę szczupłej sylwetki dzieli ją przynajmniej 10 kg, nie mniej jednak, swoich poglądów na sport zmienić nie potrafi (i robić tego nie chce).

Rozmawiałam kiedyś z laską pracującą na recepcji w siłowni i pamiętam, że bardzo śmiała się z 2 stycznia (roku pańskiego dowolnego). W tymże dniu siłownia jest całkowicie pełna. Kac po sylwestrze wyleczony, gotowość do boju pełna. To chyba najczęstsze postanowienie noworoczne – zacznę chodzić na siłkę. No dobra, ale właściwie dlaczego?

Zacznijmy od tego, że ja ogólnie nie rozumiem o co chodzi z tym zachwytem nad aktywnością fizyczną. Ludzie, kogoś to naprawdę tak niesamowicie kręci? Dla mnie sport to zło konieczne. Jasne, dziękuję opatrzności za to, że mi ręce i nogi sprawne dała, naprawdę, tu akurat wcale się nie natrząsam, ale żeby robić z machania tymi kończynami religię? Nie wiem, może coś robię nie tak i nie doznałam jeszcze oświecenia w tym specyficznym obrządku. Prawda objawiona nie spłynęła na mnie niczym pot po przetrenowanym ciele.

Rozumiem biegaczy, rozumiem tych co jeżdżą na rowerze, narciarzy, szermierzy, koniarzy i im podobnych (choć osobiście najbliżej mi do kociarza). To jednak są aktywności, które coś za sobą niosą – ładne widoki, kontakt z przyrodą, z fajnym zwierzem.

W mojej głowie, choć niechętnie, przyjmę też do wiadomości, że niektórzy ludzie lubią sporty zespołowe. Ja nie znoszę, pewnie dlatego, że to we mnie pierwszą, odkąd pamiętam, leciały wszelkie piłki podczas gry w zbijaka. Nie jestem psem żeby za piłką ganiać. Nie mam tu zamiaru nikogo obrażać, wiem też, że psy z pewnością bez porównania lepiej niż ja radzą sobie w obcowaniu z tym okrągłym przedmiotem. Są ludzie którzy lubią razem się męczyć i rywalizować wspólnie z innymi, okej, nie za bardzo to rozumiem, ale szanuję.

Jest jednak forma pocenia się, której nie pojmuję – siłownia właśnie. Przedziwna, pachnąca udawaną świeżością sala tortur. Dziwaczna przestrzeń w której ludzie pompują wybrane partie mięśni. Dla mnie to jest jakieś, proszę państwa, oszukaństwo. Jeśli ktoś jest wysportowany bo pływa, biega, gra w tenisa, jego ciało naturalnie nabiera jędrniejszych, apetyczniejszych kształtów, ale wierzę, a przynajmniej łudzę się nadzieją, że ludzie tymi sportami się zajmujący po prostu lubią je uprawiać. Mają jakąś zajawkę. Może ja jej nie podzielam, ale jednak od zawsze odczuwam pewną sympatię do osób posiadających jakiekolwiek ‘hobby’. A siłownia? Siłownia kojarzy mi się z próżnością i nudziarstwem. Ze sztucznym nadbudowywaniem mięśni. Bo dlaczego właściwie smukłe istoty są uważane za atrakcyjne? Jest wiele wytłumaczeń tego stanu rzeczy, ale jednym z nich jest to, że ludzie którzy są szczupli, są w ciągłym ruchu. A bycie w ciągłym ruchu jest ciekawe. A bycie ciekawym jest atrakcyjne. Jak to się ma do wykonywania stale tych samych ćwiczeń w dusznej sali?

Wyglądając szczupło chcemy być odbierani jako młodsi i nonszalanccy, ale to chyba nie przez siłownię ku temu droga. Zresztą to, co najgorsze w tym całym amoku, to jedna wielka spina mu towarzysząca. Chcemy mieć efekty tu, teraz i zaraz. Ze stanu całkowitego nicnierobienia przeskakujemy nagle na etap zrośnięcia się z maszynami do ćwiczeń i pakujemy byle więcej i byle szybciej. Wpadamy w jakąś wręcz neurotyczną fazę pakowania. A ile to trwa? Cóż – miesiąc, do dwóch. W lutym ludzi na siłowni jest o 1/3 mniej, by w końcu, w marcu, wszystko się uspokoiło i wróciło o normy. I co i może jednak zamiast podbudowywać swoje ego fajnym, wyprodukowanym pod konkretny szablon, ciałem lepiej byłoby po prostu zająć się czymś ciekawym? Nie tylko wyglądać na kogoś kto jest zalatany i ma życie, tylko to przysłowiowe życie naprawdę sobie znaleźć. No chyba, że kupiłeś karnet na cały rok. Podziwiam zapał, ale współczuję straty pieniędzy.

Autorka: Magda Falińska

Niektóre gwiazdy uciekają przed nami do łazienki, inne w łazience żalą się nam na ciężar sławy. Do tej ostatniej podchodzimy z dużą dozą ironii, czasami złośliwości, czasami abstrakcyjności. Jesteśmy popkulturą.
PODZIEL SIĘ