Nie od dziś wiadomo, że wszyscy homoseksualiści to najgorszy sort ludzi. Chcą takich samych praw i przywilejów jak heterycy. Chcą publicznie okazywać sobie uczucia. Chcą żyć w swobodzie i komforcie ducha. Chcą nawet łączyć się w pary! Jednym słowem – chcą przejąć kontrolę nad światem. Wiem to ja. Wiesz to ty. Wie to kobita siedząca na przystanku autobusowym z siatą kiszonek. Wie to też twój szef.

Kino, jako jedna z najskuteczniejszych form masowego wpływania na ludzką świadomość, jaką w XX wieku posiadano (propaganda, te sprawy), nie mogło pozostawić tego tematu bez komentarza. Mimo że Kodeks Haysa miał się dobrze i jasno mówił o czym w filmach traktować nie można (o tych okropnych pederastach, na przykład), niektórzy twórcy i tak zdobywali się na odwagę, by – aluzyjnie, bo aluzyjnie – w swoich produkcjach przemycić postaci queerowe. A że były one radykalnie negatywne – cóż, lepszy rydz niż nic!

Dość wcześnie, bo już w 1940 roku, domniemana lesbijka pojawiła się w filmie mistrza suspensu, Alfreda Hitchcocka. W Rebece szczęście uśmiecha się do młodziutkiej i głupiutkiej dziewczyny, kiedy pewien wdowiec – niejaki Georges Fortescu Maximillian de Winter (w skrócie – Maxim), prosi o jej rękę. Pieniędzy jegomość ma w bród, wyglądać też wygląda niezgorsza. Do tego chałupa pełna złotej zastawy i porcelanowych filiżanek, sztukaterie, proszę ja ciebie, w każdym pokoju, a pokoi to chyba ze sto pięćdziesiąt. Żyje jak księciunio i jeszcze chce ją za żonkę, głupia by była jakby się nie zgodziła. Ja bym się godził!

Niestety, dziewczynie trudno odnaleźć się w nowym dla niej świecie, w nowym życiu. Ma w końcu zająć miejsce poprzedniej żony Maxima, tak przez wszystkich wielbionej i podziwianej. Zdecydowanie nie pomaga jej w tym Pani Danvers, główna służąca. Tutaj pojawia się pytanie: dlaczego? Jasna sprawa, że wierność i oddanie poprzedniej pracodawczyni nie minie z dnia na dzień, ale to (chyba?) jeszcze nie powód, by wypchnąć nieznajomą dziewuchę z okna.

> Podśmiechujki z queeru: cenzura w Hollywood lat 40.

Jest w tym filmie taka jedna scena – Pani Danvers pokazuje nowej de Winter sypialnię Rebeki. Z błyskiem w oku opowiada o tym, jak jej dawna Pani spędzała dnie, gdzie pisywała listy. Później podchodzi do szafy. Z namaszczeniem oddaje cześć strojom tam wiszącym, gładzi bieliznę, wspominając nieskazitelny gust zmarłej. Jej głos przepełniony jest czułością i ciepłem. Czy aby nie kochała pięknej Rebeki miłością większą, niż ta którą oddany sługa może kochać swojego chlebodawcę? Może miały romans? Byłoby to bardzo piękne i tragiczne zarazem. Gdyby nie fakt, że Mortycja Danvers to oschła baba ukłuta z lodu, która próbuje zrujnować życie niewinnej istoty.

Oczywiście nic nie jest tu powiedziane wprost, nikt nigdy nie potwierdził pogłosek o orientacji seksualnej tejże pani. Nikt nie mówił też o Phillipie i Brandonie, głównych bohaterach innego filmu Hitch’a – Sznura z roku 1948. Dwóch koleżków zachowuje wobec siebie odrobinę zbyt poufale, by uznać to za zwyczajną znajomość. Jest między nimi napięcie godne pary z wieloletnim stażem, niejeden gejdar wyczułby ich na odległość. No i co? Niech se mają ten swój toksyczny związek, za darmo jest, to co se mają nie mieć? A no tak, zapomniałem, że zamordowali swojego kolegę i ukryli go w skrzyni (w jego własnym salonie!), by sprawdzić czy można dokonać zbrodni doskonałej. A to skurczybyki z tych gejów.

Widzisz, Mariolka? Mówiłem, że mają najebane w baniach te geje. Mówisz normalni, a to są mordercy sami i inne takie.

Inne takie to gangsterzy. Co prawda lata 40. i 50. to czas filmu-noir, a jak wiadomo – w filmie-noir wszyscy mają swoje za uszami. Niemniej jednak – homoseksualnej relacji można doszukiwać się w Wielkim kartelu z 1955 roku. Jest tam parka rzezimieszków, mafiozów pomniejszych, którzy zawsze tylko z sobą i tylko z sobą. [SPOJLER] I jak jeden umiera, to drugi patrzy na niego tak jak na miłość życia i nie może się z tym pogodzić. I myślisz sobie wtedy: Oni chyba coś ten tego.

> Podśmiechujki z queeru: początki kina i puszczanie oka (na razie)

A jeśli chodzi o samych morderców, to idealnym przykładem jest kolejny film Hitch’a, tym razem z roku 1951. Bardzo ukochał sobie przemycanie postaci gejowskich do swoich dreszczowców. Nie robił z nich jednak ofiar, a oprawców. W Nieznajomych z pociągu los głównego bohatera jest, co prawda, tragiczny. Nieszczęście jego nie zmienia jednak faktu, że jest przeszytym złem i szaleństwem mordercą. O co chodzi: Bruno Antony poznaje w pociągu typa, znanego tenisistę. Wiedząc co-nieco o jego życiu prywatnym z kolorowej prasy, proponuje układ idealny – on (Bruno) zabije żonkę sportowca, żeby ten mógł się w końcu związać ze swoją kochanką, a w ramach podzięki młodzieniaszek zabije jego ojca. Nikt nigdy nie połączy ich z tymi zbrodniami, będą pewnie podejrzani o zabójstwo najbliższych, ale przecież tego też im nie udowodnią. W dwóch słowach – zbrodnia doskonała. No i Bruno to robi, a tenisista nie. I tak się to wszystko zaczyna. Warto zobaczyć, utożsamić się – nieco mniej.

W ogóle z gejami i lesbijkami z filmów tamtego okresu lepiej jest się nie identyfikować. Lubić też się ich nie da (no może za wyjątkiem Bruno… czasami). Ostatnim przykładem jest wyżywająca się na więźniarkach strażniczka, Evelyn Harper, z filmu Uwięziona. Sprawa jej domniemanego homoseksualizmu jest mocno mętna i raczej nieznacząca dla fabuły, ale fakt jest faktem – baba jest nieprzyjemna i gnębi dziewczyny bez konkretnej przyczyny. A sam film opowiada o tym, jak więzienie nie pomaga w resocjalizacji ludzi, bazując na przykładzie niewinnej Marie Allen. Trafia tam jako nieświadome dziewczę, z dnia na dzień staje się jednak coraz twardszą i sprytniejszą babką. Niestety przy okazji przechodzi też na złą stronę mocy. A wszystko przez tę łachudrę w spódnicy, co czerpie przyjemność z krzywdzenia innych – przemoc rodzi przemoc, te tematy. No i okej, dobry temat. Niestety sugerowanie orientacji seksualnej pani Harper sprawiało, że nieświadomy widz kodował od razu w głowie: lesbijka – potwór.

Homoseksualiści nie mieli łatwo w tamtych czasach. Bo nie dość, że musieli się ze swoją orientacją ukrywać, to jeszcze wszędzie pokazywano ich jako tych złych i tych najgorszych. A społeczeństwo patrzyło na te powielające się schematy, powoli oswajało się z nimi i zaczynało w nie wierzyć. Światła w tunelu wciąż nie było widać.