Początek lat 60. to moment przełomowy w gejowskim / lesbijskim filmie anglojęzycznym. W końcu postaci queerowe zaczęły pojawiać się w kinie jawnie, pewnie i bezsprzecznie. Niestety, mimo że homoseksualizm na ekranie był eksponowany, to jedynie jako temat, o którym porządni ludzie mówią ściszając głos, w imię zasady Nie mam problemu z gejami, ale nie chcę mieć z nimi nic wspólnego.

Najdosadniejszym przykładem tych tendencji jest film Niewiniątka (1961) ze świetną Shirley MacLaine. To jest historia takich dwóch babek, które prowadzą szkółkę dla dziewcząt. Jedna z dziewczynek, Mary, jest dość nikczemnym dzieckiem, to jest – kłamie i knuje. Ukarana po raz enty, postanawia ostatecznie wykończyć swoje nauczycielki. Nie do końca świadoma tego co mówi, czując jedynie że to coś kontrowersyjnego, przekazuje babci szokujące, podsłuchane słowa. I rozpoczyna się burza.

Wszystkie rodziny, jedna po drugiej, odbierają swoje dzieciaki z internatu. Jakby mogli, to Karen i Marcie napluliby w twarz. Takie rzeczy pod jednym dachem z gronem niewinnych aniołków! Wstyd! No tak, jest się czego wstydzić. Seks lesbijski to przecież czyste wynaturzenie, które powolnie wpływa na pogarszanie się stanu planety Ziemi. I na nieskalanych perwersyjnymi myślami główkach dziewcząt również odciska swoje piętno.

A obie panie nawet nie są razem! Prawda, Martha skrycie podkochuje się w bohaterce granej przez Audrey Hepburn, wiemy to od pierwszych minut filmu. Ale od tej drugiej może liczyć jedynie na przyjacielski uśmiech (co jest dosyć smutne, bo podejrzewam, że Karen dobrze wie, co jej koleżance siedzi w głowie). Niewiniątka obrazują więc jasno jaką sławą cieszył się homoseksualizm w latach 60. Nie wystarczy, że trzeba było ukrywać go przed samym sobą (patrz: Martha), starać się wyprzeć go, by dopasować się do perfekcyjnych społeczności. Kiedy zostało się o niego posądzonym (sprawa – kuriozum, to jak posądzić kogoś o to, że jest wysoki albo ma niebieskie oczy), całe życie człowieka rozpadało się na kawałki.

Być lesbijką, być gejem w tamtych czach – to sprawa plugawa. I choć Kodeks Heysa, cenzurujący kino, jak tylko mógł, trzymał się w całości na ostatnich nitkach, film wciąż podchodził do tematu homoseksualizmu dość oględnie. W zwierciadle złotego oka (1967) to na przykład taka produkcja, w której seksualność w ogóle (w tym motyw gejowski) traktowana jest jak jedna wielka perwersja. Mamy tam tragiczną postać kokietki (Elizabeth Tylor), jest jej surowy mąż – kryptogej (Marlon Brando), jest żołnierz – podglądacz, jest sąsiadka-dewotka. Erotyzm jest wynaturzony, pożądanie ukarane i aż dziw bierze, że postać majora Pendertona nie ginie w ostatnich scenach.

Bo w niektórych krajach, nawet dzisiaj, za otwarty homoseksualizm, można na długie lata trafić do więzienia. A w innych zostać za to zabitym. Legalnie. Za zgodą państwa. Nie zagłębiając się zbytnio w politykę, wystarczy wspomnieć o tym, że kiedy Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii i Irlandii władało częścią świata, wprowadziło tak zwane Sodomy law na terenie państwa jak i na terytoriach kolonialnych.  Long story short – Królestwo z terenów podbitych zebrała manatki, a prawo pozostało jako swoisty relikt. Oto, drogie dzieci, zbawienny wpływ kolonializmu na los świata. Koniec dygresji.

W samej Anglii kontakty homoseksualne były nielegalne do roku 1967. Odważnym ruchem było więc stworzenie filmu Ofiara. Dramat kryminalny z początku lat 60. to tak naprawdę wielki manifest, pokazujący jak bezsensownym mieniło się brytyjskie prawo. To historia nietolerancji, i to nietolerancji podwójnej – bohaterowie filmu nigdzie nie mogą znaleźć oparcia. Sprawa ma się tak – kilku angielskich gejów jest nieustannie szantażowanych jednoznacznymi zdjęciami. Wiedzą, że zgłoszenie tego na policję równałoby się kłopotom – a czym was szantażują, a dlaczego, a co wam wysyłają, te sprawy. A w tamtych czasach to przecież jak szantażowanie gwałciciela czy mordercy! Postać grana przez Dirka Bogarda bierze więc sprawy w swoje ręce i na własne ryzyko stara się rozpracować homofobiczną szajkę.

Podobnie geja obrazuje Smak miodu z tego samego roku (i z tego samego kraju). Pokazuje, że homoseksualista, choć wszyscy zdają sobie sprawę z jego istnienia, nie jest akceptowany przez społeczeństwo, skazany na bezkresną tułaczkę i niestabilne życie. W tym filmie znajduje miejsce u boku zbuntowanej, ciężarnej nastolatki. Zbuntowana, ciężarna nastolatka jest biała, ojciec dziecka czarny, mamy więc w produkcji Richardsona pełną galerię ludzi wykluczonych w tamtych czasach.

Coś zaczęło się zmieniać, coś zaczęło w kinie drgać. Gej i lesbijka w końcu zostali nazwani po imieniu. A to że przy okazji spluwano im w twarz – cóż, droga do akceptacji była jeszcze długa i bolesna. W późniejszych latach kino zalała fala gejów-samobójców, transowych morderców, by powoli-powoli łagodnieć, akceptować i oswajać czorta jakim mieniła się postać queerowa.