Zacznijmy od początku, a więc długiego wpisu siostry Marity, który pojawił się w sieci. Widzimy na nim screeny rozmów z Deynn, relacje z ich słownych potyczek i chamstwo oraz agresję ze strony narzeczonego blogerki, niejakiego Daniela Majewskiego. Z wpisu można, moim zdaniem, wywnioskować kilka zarzutów względem sławnej pary:

  1. Deynn niechętnie opiekowała się swoją najmłodszą siostrą, 10-letnią Natalką.
  2. Deynn nie pomagała finansowo swoim siostrom, choć sama sprowadziła je do nowego miasta i ciężko im było utrzymać się.
  3. Deynn domagała się wręcz pieniędzy od Klaudii – połowę jej niedużej pensji.
  4. Deynn przedkładała samopoczucie (a właściwie kaca) swojego narzeczonego nad dobro własnych sióstr.
  5. Deynn w sposób obrzydliwy, chamski i niski wraz z Danielem wyśmiewali się z 10-latki.

Tyle z zarzutów ogólnych. W szczegóły nie chcę wchodzić, bo są one intymnością rodziny Surmów, którą mimo wszystko należy uszanować.

Po przeczytaniu całej historii i wielu komentarzy wokół niej w mojej głowie narodziło się jeszcze kilka pytań i spostrzeżeń, które są – w moim odczuciu – ważne przy wydawaniu sądów w #SurmaGate. Oto one:

  1. Dlaczego matka sióstr czy wspominana babcia nie przeciwstawiły się ewidentnemu złu, na które została narażona 10-letnia Natalia?
  2. Dlaczego Klaudia, widząc jak wygląda sytuacja, nie postanowiła zawalczyć o siebie i swoją siostrę, poszukać pomocy lub wrócić do rodzinnego domu, a tkwiła w niezdrowej relacji polegając na siostrze, która wielokrotnie udowodniła, że ma ją gdzieś?
  3. Czy cała Polska musiała widzieć intymne wiadomości sióstr? Czy naprawdę nie dało się tego rozwiązać inaczej, niż publiczną walką i wyciąganiem rodzinnych brudów? I czy naprawdę w jakikolwiek sposób pomoże rozwiązać to rodzinne problemy?

Żeby była jasność – wciąż uważam, że Deynn jest osobą niezwykle zakłamaną, chamską, agresywną, wulgarną i jest internetowym szkodnikiem. Czym innym jest jednak moje zdanie, a czym innym jest pisanie na profilu babci Daniela Majewskiego obrzydliwych komentarzy. I nieważne czy profil prowadzi sama, czy nie. Sam fakt, że antyfani Marity grają jej kartami agresji i pomówień jest bardzo słaby.

Mam też wrażenie, że nad niektórymi emocje wzięły górę i są skłonni niemal podpalić blogerkę. Uspokójcie się! Możemy krytykować, a nawet śmiać się, ale nie bawmy się w samosąd i lincz. To zachowanie niegodne i co najmniej głupie.

Co dalej? Czy dojdzie do konfrontacji? Czy wypłyną kolejne brudne szczegóły z życia rodziny Surmów? Śmiem podejrzewać, że nie dzieje się tam najlepiej od dłuższego czasu. I boję się, że największą ofiarą tej medialnej przepychanki stanie się mała Natalia, która już została pionkiem w rozgrywce sióstr. I jest to naprawdę przykre.