fbpx

tylko jedna reklama


Nina Terentiew jest w dechę!

Nina Terentiew jest w dechę!

Dziś urodziny obchodzi Nina Terentiew, dyrektorka programowa Polsatu. To postać wyjątkowo barwna, inteligentna i zabawna. Choć już nie występuje w telewizji tak często, jak kiedyś, to wciąż niezmiennie przyciąga uwagę. To proste: z osobowością się człowiek rodzi, a pani Nina osobowość ma i jest ona magnetyzująca.

A teraz zobaczcie pięć argumentów udowadniających, że Nina Terentiew jest w dechę:

1. Bezludna wyspa!

Talk show, który był emitowany w TVP przez 14 lat. Wtedy Terentiew była szefową programową telewizyjnej Dwójki, a na zwierzenia na jej Bezludną wyspę chcieli przychodzić wszyscy. Była Kubą Wojewódzkim swoich czasów, tyle że z szacunkiem do rozmówców, bez pytań o cycki oraz z nieco większym polotem. Co ciekawe, mimo że program dziś uchodzi za retro (emitowany był od 1992 do 2006 roku), to wciąż ogląda się go naprawdę dobrze. Zobaczcie, że kiedyś w telewizji nie trzeba było się wydzierać i mówić tak szybko, jakby się było naćpanym.

2. Super stylizacje

Pani Nina zawsze dbała o to, by wyglądać ekstra. I udawało jej się to! Umówmy się: Terentiew nie jest wychudzoną modelką (w czym nie ma nic złego!), lecz dwie dekady przed tym, jak Magda Gessler pokazała, że można wyglądać super będąc większą, dojrzałą kobietą, robiła to właśnie pani Nina. Panterka? Mamy to! Kapelusze? Jest! Różowa chusta z czaszkami? Też!

3. Poczucie humoru i jaja

Jeśli ktoś miał szansę choć pół minuty przebywać z Niną Terentiew, to wie, jak zabawną jest ona postacią. A gdy ktoś miał szansę porozmawiać z nią dłużej niż minutę, to wie, że ta sympatyczna blondynka ma metaforyczne jaja, których zazdrości jej wielu mężczyzn. Gdy po kilkudziesięciu latach pracy i ciepłej posadce w TVP podjęła decyzję o odejściu, swoją kadencję w Polsacie, trwającą nieprzerwanie od 2006 roku, zaczęła z grubej rury. Na spotkaniu biznesowym ze wszystkimi ważnymi osobami (oczywiście mężczyznami), powiedziała im, zapowiadając szerokie zmiany: Jak interes źle idzie, to się zmienia panienki, a nie łóżka. Sama jest świadoma, że o swoje trzeba się bić. W tym zawodzie nie ma miejsca dla mimoz czy aksamitu, trzeba być kobietą z kamienia – powiedziała w 2007 roku w wywiadzie dla Newsweeka. Wtedy, po jej niecałym roku w nowej pracy, Polsat miażdżył wynikami zarówno TVP, jak i TVN.

Rok później w wywiadzie z Gazetą Wyborczą zaserwowała dziennikarce dowcip, który pokazuje, jakiego rodzaju poczucie humoru towarzyszy pani Ninie. Zgryźliwe i niebanalne. Ja to lubię. A dowcip był taki, cytuję: Szczur mówi do myszy: „Myszko, myszko, przecież my jesteśmy jak rodzina – prawie tacy sami. Ciebie wszyscy kochają, dzieci trzymają cię w klateczkach, przytulają cię, a ja jestem dla nich ohydnym szczurem. A przecież mamy takie same ogonki, łapki, noski”. A myszka: „To kwestia PR-u”.

4. Zawodowa aktywność

Choć mogłaby już dawno osiąść na laurach czy przejść na emeryturę, jej się wciąż chce. Co ważne – nie jest tylko twarzą Polsatu, nie jest znanym nazwiskiem, które firmuje program. Ona naprawdę (choć oczywiście wraz z całym zespołem) zarządza tym, kto i co ma pojawić się na antenie. Może nam się to podobać lub nie, możemy mieć uwagi co do jakości, ale wyniki oglądalności pokazują, że Nina Terentiew jest skuteczna i najwyraźniej osiąga założone cele, bo pracuje w końcu w prywatnej firmie, w której na koniec dnia liczą się słupki wydajności. Kończąca dziś 74 lata dyrektorka programowa udowadnia, że wciąż to umie i pokazuje metaforyczny środkowy palec wszystkim, którzy chcieliby osoby dojrzałe przymusowo wysłać na emeryturę. I super!

5. To nazwisko!

Umówmy się: mało jest tak ciekawych nazwisk w polskim świecie publicznym. Nic dziwnego, że pani Nina zostawiła je, mimo rozwodu z Robertem Terentiewem, jej pierwszym mężem. Co ciekawe, drugim był Tadeusz Kraśko, ojciec Piotra, dziennikarza TVN. Jakkolwiek żarty wyśmiewające nazwiska nas nie bawią, tak nazwisko pani Niny przekręcamy z premedytacją na Tenterienten. Nie wynika to z niemiłej szydery, a z podkreślenia, jak dźwięczne, rytmiczne wręcz jest. I jest to niewątpliwy atut, bo – wracając do żartu, który opowiedziała sama dyrektorka wyżej – to kwestia PR-u.

Nie jest to ani artykuł sponsorowany, ani nie łudzę się, że tworząc Ninie Terentiew laurkę, zyskam jakąś jej przychylność w Polsacie. To w końcu Caryca (tak mówią o niej wszyscy), jej sympatie bywają zmienne i nieznane. Ona sama budzi zaś szacunek nawet wśród swoich krytyków. Ciężko bowiem jej zarzucić chamstwo czy nienawiść. I być może to właśnie jej największe atuty?