reklama

Monika Miller – w show-biznesie pojawiła się nagle i momentalnie zwróciła na siebie zainteresowanie. Pewna siebie, wytatuowana, z mocnym makijażem i chętnie pokazująca swoje ciało. Można powiedzieć: twarda dziewczyna.

Gdy w lipcu na swoim profilu na Instagramie ogłosiła, że jest biseksualna, wywołała spore zaskoczenie, bo w smutnym krajowym show-biznesie mało kto decyduje się na szczerość w temacie swojej orientacji. Nie było jednak tajemnicą, że Monika pozostawała w heteroseksualnym związku.

Związek zakończył się na przełomie roku. Miller napisała, że odkryła, że jej narzeczony tak naprawdę jest gejem i pozostaje w sekretnym związku homoseksualnym.

Monika Miller

Przyznajcie: grubo. Wiele osób zaczęło krytykować czy wręcz wyżywać się na Monice. Z jednej strony był to obrzydliwy hejt w typowo seksistowskim stylu, że sama jest sobie winna i jak mogła nie wiedzieć. Z drugiej, że to obrzydliwe, że pisze takie rzeczy publicznie i zarzucać jej… homofobię.

Najwyraźniej nikt nie wziął pod uwagę uczuć i emocji, jakie kłębiły się w zdradzonej, oszukanej młodej kobiecie, która nie ukrywała, że sama nie czuje się osobą heteroseksualną, dając do zrozumienia, że daleko jej do homofobii. Hejt się polał, a tylko z Vogule Poland Monika postanowiła porozmawiać o tej trudnej dla niej sytuacji.

Po tej całej gównoburzy mój były się do mnie łaskawie odezwał. Chciał sprostować, że nie jest gejem, a jak już to bi, i że nigdy mnie kochał, lecz traktował jako darmowe mieszkanie, skarbonkę i książkę telefoniczną. Było mu ze mną wygodnie i traktował ten związek jako eksperyment, żeby potem w innym związku było mu łatwiej – napisała nam Miller.

Niestety mężczyzna, jak wynika z jej relacji, nie zachował w sobie odrobiny klasy. Ostatecznie oznajmił mi, że mam się do niego nie zbliżać i że on już w zeszłym tygodniu spotkał swoją prawdziwą miłość życia. Pomimo tego wszystkiego i tak życzę mu jak najlepiej i bardzo za nim tęsknię. Rękę bym dała sobie za niego odciąć. Jest mi strasznie przykro, że ludzie go teraz nękają – dodała.

Czego nas uczy tak historia? Ano tego, że twarda babka też ma prawo mieć emocje i je przeżywać. Tego, że okłamywanie drugiej połówki zawsze jest złe i dla kogoś bolesne. I w końcu tego, że problem strachu przed przyznaniem się do własnej orientacji wciąż jest żywy, a osoby trzymające swoją orientację w ukryciu nie tylko same się męczą, ale mogą ranić też innych.

Jeśli zmagasz się z pytaniami, wstydem czy przemocą związaną z Twoją orientacją nieheteroseksualną, to zgłoś się do specjalisty. Możesz wybrać np. psychologa oferowanego przez Kampanię Przeciw Homofobii. Informacje znajdziesz tutaj.

reklama