Wiemy dobrze, że Agnieszka ma za sobą sporo mrocznych okresów, które najpierw podsumowała na płycie Winna, by później przeżyć odrodzenie na Modern Rocking i zaprzedać duszę TVN-owi. Mimo bycia “panią od talent show” Chylińska szczęśliwie nie porzuciła muzyki. Forever Child była dość smutnym, dojrzałym wyznaniem, lecz najnowszy krążek, Pink Punk, jest o tyle moim zdaniem świetnym albumem, co skrajnie pesymistycznym.

O Agnieszce w prasie kolorowej pisze się w ostatnich tygodniach z dwóch powodów. Pierwszym jest jej chudość oraz coraz to bardziej skomplikowane stylizacje i fryzury. Tabloidy zaczęły nawet doszukiwać się u niej jakiejś choroby, która powoduje utratę wagi, lecz chyba (i na szczęście) nikt nie postawił medialnej diagnozy. Drugim powodem jest wspomniana płyta Pink Punk, w której – ponoć – Chylińska rozlicza się z problemów małżeńskich.

Dziennikarze show-biznesowi mają z Agą spory problem, bo o ile o skrajnych (a więc klikalnych) tematach mówi i śpiewa ona dużo, o tyle na próżno szukać tam konkretnych odniesień do jej życia, jak przykładowo u Nosowskiej, która wprost wyznała, że zdradził ją facet i po części tak urodziła się Basta.

Być może ta nie dosłowność, która wydaje się być zamierzonym celem Chylińskiej, sprawia właśnie, że wyobrażamy (zaryzykuję liczbę mnogą, bo chyba nie jestem sam) sobie, że Chylińska ma naprawdę poważne problemy. Sama ich zresztą nie ukrywa, czego dowodem jest wywiad, który ostatnio znalazł się na jej kanale na YouTubie.

Podczas tej rozmowy Agnieszka dużo mówiła o swojej mrocznej przeszłości, lecz wynika z niego jasno, że teraz także nie jest kolorowo.

Ciągle muszę komuś coś udowadniać i komuś mówić, że warto mnie kochać, warto mi zaufać.
Boga proszę głównie o to, żeby przeżyć dzień. (…) Życie ma różny kolor, ale czasami tej czerni jest za dużo i masz ten wybór, że albo się zachlać na śmierć, albo pójść w tango, albo napisać o tym piosenkę i negocjować z czasem (…) Gdyby nie moja ciekawość życia, to dawno by mnie nie było. Gdyby nie to, że tak strasznie jestem ciekawa, co dalej za zakrętem, gdyby nie to, że mam tak cudowne dzieci… (…) Demony, które krążą wokół mojej głowy są okrutne, są skazujące, osądzające, są prokuratorami, a ja nie mam w swojej głowie adwokata.
Teraz jestem łajdakiem, który przychodzi do pana Boga, przychodzę jako łobuz i pytam: “Czy taką mnie kochasz? Niedobrą, egoistyczną, pojebaną, robiącą rzeczy złe, podłe? Czy taką mnie pokochasz?”. Przyszłam do Boga i powiedziałam mu: “Wszystko zjebałam. Przytul mnie, nic nie mów, kochaj mnie”.

Podczas wywiadu widać też jej postawę – mocno zamyślonej, skupionej, smutnej, poszukującej, być może nawet zagubionej kobiety. To nie jest ta Chylińska z talent show, która kipi energią i żartami. O ile tej ostatniej nie kupuję i nie kupowałem jeszcze na długo przed konfliktem Vogule Poland z TVN, o tyle ta Agnieszka z powyższego wywiadu zwyczajnie budzi mój niepokój.

Pytań jest oczywiście wiele. Widać, że Chylińska męczy się i że coś ją boli. Opowiada nam o emocjach, nie opowiada o przyczynach. OK, ma do tego pełne prawo i należy to uszanować. Mam jednak nadzieję, że ma w swoim otoczeniu osoby, którym może ufać i które mogą ją wesprzeć. Być może publicznie cierpiąca Agnieszka sprzedałaby się lepiej i była ciekawsza, ale ona się już chyba wycierpiała nadto. Dlatego się właśnie o nią martwię i zwyczajnie, po ludzku, trzymam kciuki, by nie musiała zaczynać dnia od włączenia Mam zły dzień.