fbpx

tylko jedna reklama


Kulisy ślubu Ilony Felicjańskiej. Czas powiedzieć: „stop” *EXCLUSIVE*

Kulisy ślubu Ilony Felicjańskiej. Czas powiedzieć: „stop” *EXCLUSIVE*

Ilona Felicjańska od kilku miesięcy przeżywa prawdziwy renesans zainteresowania. Choć jest o niej głośno, to z niezbyt fajnych powodów: pod koniec 2019 roku pobiła się w USA ze swoim ówczesnym narzeczonym i wylądowała w areszcie. Później narzeczony pokazał światu, jak była modelka zadowala go oralnie. Teraz Ilona i Paul Montana przypieczętowali swoją dziwną znajomość ślubem w Londynie. Na uroczystości oczywiście nie mogło zabraknąć jednego z tabloidów, któremu Felicjańska sprzedała swoje zdjęcia ślubne.

Z naszych informacji wynika, że nawet ta teoretycznie radosna uroczystość także okupiona była kolejną dawką patologii. Jeden z naszych agentów specjalnych sił CSI Vogule Poland leciał z zakochanymi samolotem do Londynu. I nie była to bezproblemowa podróż.

Wsiadła tylko ona sama najpierw w takim stanie, że lepiej nie mowić… Była totalnie pijana, nie wiem jakim cudem ją wpuścili. Ktoś z obsługi pytał gdzie „mąż”, to ona nawet nie wiedziała co im powiedzieć. Wydzwaniała do niego i kazała mu przyjść. Zaczęła się dusić, źle czuć, prawie wymiotować. Dziewczyna, która miała z nią miejsce, poprosiła o zmianę, bo było trochę wolnych. Ja siedziałem za Ilona, jak zobaczyłem jak pluje obok siebie, bo zbiera jej się na wymioty, tez poprosiłem o zmianę miejsca i o to, żeby ktoś się nią zajął (usiadłem obok tej dziewczyny, która miała miejsce z Iloną).
Potem przyszedł w końcu pan „mąż”. Miał inne miejsce, ale obsługa prosiła go by zajął się nią. Ona przez cały lot go wołała, jak przychodził to robiła mu jazdy. A on pił dalej w samolocie, co chwile zmieniał miejsce i podrywał młode dziewczyny. Ona non stop go wyzywała, pokazywała fucka i płakała.
Dziewczyna, która z nią na początku siedziała, nawet nie wiedziała kto to. Ja jej pokrótce opowiedziałem (chociażby o areszcie), a on za nami siedział, podrywając dziewczynę, opowiadał właśnie o tym. Cytuję: „byliśmy w więzieniu, bo Ilona mnie pogryzła”.

Ilona Felicjańska już dawno temu przyznała się do choroby alkoholowej – to fakt. Wraz z Paulem Montaną wylądowała w areszcie – to też fakt. Świat zobaczył Ilonę z penisem w buzi, a zdjęcie opublikował Montana – to również. Domyślać się możemy, co wynika z licznych relacji świadków, że ich związek daleki jest od uczciwego partnerstwa pełnego szacunku i miłości. Nie jest też tajemnicą, że Ilona przy dzisiejszym partnerze wróciła do picia.

Czy piszę to z satysfakcją? Nie. Czy piszę to ku przestrodze? Tak. Historia Ilony, która zdaje się być chorobliwie uzależniona od zainteresowania publiki i pragnąca ciągłej adoracji, to smutna, ponura wręcz opowieść o tym, jak można upaść, gdy górę biorą słabości. Znam Felicjańską prywatnie i wierzę, że nie jest z natury złym człowiekiem. To bardzo wrażliwa i ufna osoba, która niestety nie ma szczęścia do ludzi i często bezwiednie daje się im wykorzystywać.

Mam poczucie, że w medialnej opowieści o upadkach Felicjańskiej stoimy gdzieś nad przepaścią. Rozumiem, że kolejne wybryki tej pary klikają się. Klikały się też alkoholowe rajdy Amy Winehouse czy, z krajowego podwórka, doniesienia z życia staczającej się Agnieszki Kotulanki. Obie panie już niestety nie żyją. Pytaniem jest, czy w ten sam sposób chcemy poprowadzić narrację względem Felicjańskiej. Czy przeznaczeniem celebrytki jest wyrzucie przez media, a następnie podrzucenie na cmentarz, po wcześniejszym dokładnym obfotografowaniu zwłok?

Wybaczcie dosadność, ale wydaje mi się, że to właśnie moment, w którym wypada być dosadnym. I wypada podejmować odpowiedzialne decyzje. Taką decyzją jest zawieszenie obecności Ilony Felicjańskiej w mediach Vogule Poland. Trudno, stracimy trochę klików, ale to już nie jest śmieszna wpadka czy głupi wybryk. To długotrwała, wyniszczająca choroba, którą obserwuje cała Polska. Nie chcę przykładać do tego ręki.

A Tobie, Ilona, życzę ludzi, którzy szanują Cię i ciągną w górę, a nie w dół. I trzymam kciuki za Twoją trzeźwość. Sam jestem trzeźwy od trzech lat i wiem, jakie to momentami cholernie trudne.