Król Janusz Pierwszy, czyli Kuba Wojewódzki [WITKOWSKI]

73321
views

Jako że bohater tego artykułu starał się ostatnimi czasy wyciągać pomocną dłoń w stronę polskich stand uperów, zacznę w tej konwencji: ej, też tak macie? Wasz znajomy, w zależności od towarzystwa, w jakim się znalazł, przebiera w postawach i poglądach politycznych? Nacjokarki spotkane w jakiejś słabej knajpie dla studentów i miłośników szant chcą się z wami fraternizować? Ok, mamy to: wspólnie z nimi pomstuje na „pedałów w rurkach” i płaczę na wspomnienie bitwy nad Bzurą. Nieco bardziej lewoskrętne towarzystwo? Pełen szacunek dla mniejszości, postępowość, a tak w ogóle, to walka klas! Karol Marks! Roman Dmowski! Marks! Dmowski! Piotr Ikonowicz! Magda Gessler!

The best of Twój Pijany Wujek

To nie będzie tekst o tym, że humor w programie Wojewódzkiego to bezlitosna siłówka i że śmiech prowadzącego jest na ogół tak naturalny, jak włosy Radosława Majdana. Ani nie o tym, że nie dorobiliśmy się póki co porządnego programu z gatunku late night show. Nieważne, nieważne. Może jesteśmy po prostu imieninowym społeczeństwem, skoro bawią nas imieninowe bon moty.

Problem w tym, że w ślad za bon motami idzie również postawa, przywodząca na myśl „the best of” twojego pijanego wujka, który w pewnym momencie imprezy zamienia się w panseksualne, szowinistyczne zwierzę.

Najpierw jednak trochę historii naszej biedapopkultury. Jest czerwiec, rok 2012. Stanami Zjednoczonymi nie rządzi jeszcze ludzik z kasztanów, Polska natomiast ani myśli o tym, żeby wstać z kolan i rozwija się swobodnie jako „kondominium rosyjsko-niemieckie pod żydowskim zarządem powierniczym”.

Odpadamy z EURO 2012, ale – o dziwo – mecz z Czechami nie jest najgorszą rzeczą, którą przygotowali dla nas wówczas nasi majętni rodacy. W audycji „Poranny WF” emitowanej w Esce Rock, Kuba Wojewódzki i Michał Figurski raczą nas serią pysznych żartów o Ukrainkach sprzątających w średnio- i wyższoklasowych mieszkaniach – dwa z wiców dotyczą gwałtu i prostytucji. NO MÓWIĄC W SKRÓCIE: JAJA. Media są oburzone. Wszak to zupełnie nie pasuje do wizerunku wyzwolonej, jakże zachodnioeuropejskiej gwiazdy TVN-u.

Trudno oczywiście było nie zauważyć, że Kubie niemal wszystko kojarzy się (albo: stara się kojarzyć, w końcu ludzie to lubią!) z seksem. A że jest to postawa nastoletniego Rafała, który pokazuje koledze w podręczniku do biologii rysunek pochwy i krzyczy zawstydzony „Patrz, c**a!”? To raczej wyraz zawstydzenia własną seksualnością, nic groźnego. Gdy tylko nieuważny kolega sięgnie po kanapkę, Rafał narysuje mu w zeszycie do religii ku**sa. Dadzą sobie po liściu, pośmieją się, fajnie jest.

Problemem jest jednak fakt, że Wojewódzki, zarzucając na siebie pelerynkę superbohatera-postępowca, z mozołem utwardza przemocowo-patriarchalną (nazwijmy ją skrótowo „januszową”) glebę, z której wyrośliśmy jako społeczeństwo. Moglibyśmy zabawić się w quiz spod znaku „Kto to powiedział: Taylor Swift czy Hitler?”. „Czym się strułeś, tym się lecz – nie dotyczy grzybów!” – no, czyje to słowa? Teścia twojego kumpla czy króla TVN-u? O, albo to: „Jeżeli mężczyzna pamięta kolor oczu kobiety, to znaczy, że ma bardzo małe piersi” – hm? Co do drugiego, odpowiedź brzmi: KW. Co do pierwszego: nie wiem, ale łapiecie, w czym rzecz?

Biały heteroseksualny mężczyzna

Doszło bowiem do fatalnego nieporozumienia. Rozmaite okołonarodowokonserwatywne obrały sobie Wojewódzkiego za cel. A że proeuropejski konformista, że leming, podstarzały bananowiec. Z Radia Maryja się pośmieje, na prezydenta Dudę podzwoni dzwonkiem po ministrancku, dorzuci coś na temat wzrostu Kaczyńskiego. Wspomni, że boi się panującego klimatu społeczno-politycznego, wykpi antysemityzm. W rzeczywistości jednak jest dla prawicy zagrożeniem zerowym. Chcąc nie chcąc, trąbi sobie pod nosem wesołe hymny o starym, dobrym patriarchacie. On, warszawski burżuj, biały, prawdopodobnie heteroseksualny mężczyzna.

Na początek rzućmy okiem na stały punkt programu, czyli uzupełnianie zapasów serwowanej gościom wody (O KTÓREJ MÓWI SIĘ CZĘSTO, ŻE JEST WÓDECZKĄ, HEHE – ok, miało nie być o poziomie humoru). Zdaję sobie sprawę, że atrakcyjne „wodzianki” z programu Wojewódzkiego nie są przymuszane do swojej pracy przy pomocy środków odurzających i zapewne otrzymują wynagrodzenie. Choć miałem unikać zestawień, napomknę tylko, że amerykańscy i brytyjscy gospodarze talk show zrezygnowali z tego typu pomocy – chyba zgodnie uznali, że to jednak zbyt duża wiocha. „Pomocy”, bo wodzianki z programu to przecież ładne rzeczy przynoszące wodę, które można sobie pokomplemontować i obcmokać, gdy pojawią się w pobliżu.

Odpieram, bo takowy zarzut na pewno się pojawi: nie, nie przeszkadza mi atrakcyjna młoda dziewczyna, przeciwnie, to zawsze bardzo miły widok. Mogę jednak z niego zrezygnować na rzecz sytuacji, w której program z wysoką oglądalnością nie promuje wzorców, które sprowadzają kobiety do roli ni to hostess, ni to metres (ten lateks!). W ostatnim czasie w roli tego typu rekwizytu pojawiają się również mężczyźni. Wszystko to jednak, utrzymane w tonie „chłop wykonuje robotę za babę” (ogólnie: hit programu artystycznego każdej studniówki w latach 90.), jedynie uwypukla problem.

Krzysiek Bosak uczy savoir vivre’u

Histeryzuję lub staję się ofiarą „reżimu politycznej poprawności”, o którym chętnie wspominają niektóre środowiska? Obejrzyjcie w takim razie zeszłoroczny odcinek z Olą Hamkało i Karolem Strasburgerem (tu akurat Kuba ma w konkurencji „rzucanie oszczepem satyry” nie lada przeciwnika). Prowadzący pyta aktorkę o to, dlaczego czasem ubiera się jak chłopak i ukrywa swoją – niekwestionowaną, moim skromnym – urodę. Dorzuca coś na temat tego, że my mężczyźni („my mężczyźni” – czyli kto?) chcemy, aby kobiety były piękne. Hamkało nie może mu się nadziwić i stwierdza, że „treścią jej życia jest jej życie”, a nie bycie atrakcyjną.

Wojewódzki nie może się natomiast nadziwić temu, że młoda dziewczyna może mieć inne aspiracje niż stanie się obiektem pożądania pięćdziesięcioparolatka.

A teraz cofnijmy się o około dekadę. Przypominam sobie odcinek, w którym Janusz Panasewicz (ach te legendy polskiego rocka) i Kuba wymieniają się opowieściami dotyczącymi liczby „zaliczonych” kobiet. Chodziło bodajże o porównanie z osiągnięciami Roberta Gawlińskiego.

Obok nich siedział niepozorny Keanu Reeves polskiego nacjonalizmu – Krzysztof Bosak. Gdy oglądałem rzecz po raz pierwszy, miałem około szesnastu lat.  Pamiętam, że Bosak próbował delikatnie musztrować obu, sugerując, że tego typu mówienie o kobietach i związkach jest dość nieeleganckie.

„Co za sztywna, kościelna p**da” – pomyślałem sobie, po czym wróciłem do pokoju płakać przy „In Utero” Nirvany. Dziś, choć do wiceprezesa Ruchu Narodowego jest mi tak daleko, jak do kibicowania Legii Warszawa, muszę przyznać mu rację.  Podkreślę: lekcja dotycząca eleganckiego traktowania kobiet wypłynęła od gościa z Młodzieży Wszechpolskiej.

Żarty z gwałtów i podryw na golfa dwójkę

Mało? Lećmy dalej. W jednym z zeszłorocznych programów Jessica Mercedes rozgadała się na temat swoich osiągnięć w rodzaju publikacji w „Vogue’u”. Ogólnie: cokolwiek, niech się jej darzy. Reakcja gospodarza na fakt, że osoba płci żeńskiej śmiała podjąć próbę zdominowania programu, było stwierdzenie, że do kobiet powinien być dodawany pilot, którym można by wyłączyć dźwięk. Słyszycie melodię otwierającą „Śmiechu warte”? Super, zagryźmy więc schabem ze śliwką lub ogóreczkiem kiszonym i ruszajmy w dalszą podróż.

W marcu 2016 gościem polskiego Davida Lettermana (#uwagażartuję) była Agnieszka Więdłocha. Aktorka stwierdziła w pewnym momencie, że chciałaby zagrać w końcu jakąś skomplikowaną, negatywną postać. Jej wyznanie spotkało się z następującą odpowiedzią ze strony prowadzącego: „Każda aktorka chce mieć mocną, wulgarną rolę, gdzie ją będą gwałcić… Realizujcie swoje marzenia w domu!”. Żarty z gwałtów zawsze spoko, prawda? Był taki odcinek „Graczyków” z grasującym w okolicy gwałcicielem – niemal w całości oparty na pysznych wicach dotyczących tego, że każda kobieta by chciała i… A zresztą.

W tym samym odcinku gospodarz pyta członków kabaretu Paranienormalni o to, czy „Agnieszka jest kręcąca”. Igor Kwiatkowski jako jedyny zauważa, że stanowią w tamtym momencie grupę samców, którzy zachowują się jak w „sklepie mięsnym”, po czym przeprasza aktorkę. Lekcja od polskiego narodowca i polskiego kabareciarza, nieźle.

Wspomniany odcinek to zresztą istny podręcznik sebiksowego savoir vivre’u. Gdy Agnieszka Więdłocha stara się wypowiedzieć jakieś pełne zdanie, Wojewódzki przerywa jej, powtarzając parę razy jakiś komplement” na temat jej uroku. Mniejsza z mówieniem! Ważne, że jest ładna.

Stąd już tylko o krok od słynnego podrywu na ”golfa dwójkę”. A przecież pan Jakub motoryzację lubi – o swoim lamborghini wspomina jakieś czterdzieści razy na program.

Niegrzeczny chłopiec z respiratorem

Nad wszystkim unosi się tu zresztą burżuazyjny smrodek, bo i żartów z niższych warstw społecznych jest tu całkiem sporo. W odcinku z Anną Starmach Kuba załamuje ręce, gdy wymawia na głos, kim jest z zawodu jego gość. Kucharka”, jak to brzmi w ogóle! (Pamiętam, że dostało mi się kiedyś za to, że żartowałem na oczach trzydziestoosobowej grupy z ludzi pracujących w szaletach publicznych. No ale ja miałem wtedy osiem lat, a rzecz działa się w podstawówce, podczas lekcji wychowawczej dotyczącej zawodów. Dostałem wówczas uwagę do dzienniczka – i słusznie.)

We wspomnianym odcinku prowadzący nie omieszkał zresztą spytać Starmach o to, czy jest dziewicą – bo przecież nie zaszkodzi, to przecież pasuje do imidżu niegrzecznego chłopca. Imidżu wspieranego respiratorem, gdyż pewnych spraw się nie ukryje. O ile nie ma nic złego w starzeniu – Kuba zresztą sam chętnie żartuje na ten temat – to balsamowanie własnego kryzysu wieku średniego (lub postśredniego) wspominaniem co dwa zdania, że lubi się młodsze laski ,może prowokować torsje.

Podobnie jak to, że Wojewódzki, deklarujący wsparcie dla emancypacji środowisk LGBT, podczas nagrywania programów ze zdeklarowanymi homoseksualistami, zachowuje się jak klasowy szczaw, który chce zaimponować starszym kolegom. To w pewnym wieku dość naturalny mechanizm, po latach jednak doceniamy zazwyczaj, że nie warto być tym zabiegającym o atencję kutasem, a samodzielne myślenie i odwaga to przymioty szalenie cenne.

Na temat kwestii ”Wojewódzki a homoseksualiści” rozpisywać się nie będę. Wszyscy ”coś tam gdzieś słyszeli”, ale to moim zdaniem nieistotne. Kwintesencją tego, o czym wspomniałem, jest odcinek z Robertem Biedroniem, który po prostu trzeba obejrzeć. Ciarki wstydu gwarantowane.

Szczuplejszy Tadeusz Drozda

Oczywiście zdaje sobie sprawę, co mógłby odpowiedzieć na powyższe zarzuty mój bohater. Że to przewrotna gra z odbiorcą, że to nie on, tylko jego persona. Czytałem parę wywiadów z Kubą i nic mnie w tym względzie nie zaskoczy.

Prawda jest jednak nieco mniej wzniosła: to nie żadna tam persona, tylko poza pełna minoderii, schlebiania najniższym gustom i utwardzania wspomnianego betonu. Jeżeli Wojewódzki deklaruje, że jest zwolennikiem zmian i nie interesuje go Polska rozumiana jako rzymsko-toruński plac zabaw (a „rzymski” może być nie tylko kościół, ale i salut), powinien w końcu załapać, że ciąży na nim odpowiedzialność.

Być może mój bohater nie jest seksistą i pseudojanuszem. Po prostu lubi się podobać. W takim wypadku na bok należałoby odłożyć rozmaite gadki na temat przemycania gdzieś między wierszami (albo: w przerwach pomiędzy zgrywaniem idioty, do czego KW często się przyznaje) wartości kulturotwórczych i bardziej skomplikowanych myśli.

Pamiętajmy, że dzieciaki (i nie tylko), którym daje się przyzwolenie na żarty dotyczące uprzedmiotowienia kobiet i wrzucające tzw. wykluczonych w śliskie macki stereotypów, chłoną to poprzez osmozę. Nie widzą w tym żadnej przewrotności, jukstapozycji czy ”permanentnej parabazy alegorii tropów”. Widzą zapewnienie, że nie ma w tym niczego złego.

I słowo daję, nie chodzi o poziom tej satyry. Tu już od dawna było wiadomo, że Wojewódzki jest szczuplejszym i nieco młodszym Drozdą. Chodzi o model opisywania i rozumienia świata transmitowany do naprawdę sporej grupy ludzi. Zamiast powtarzać frazesy i kocopoły na temat smutnych czasów, które czekają nas podczas rządów PiS, należy przestać karmić mentalnego Janusza żartami z kwejka i demotywatorów. Dla bogatego gwiazdora telewizyjnego ten czy inny rząd, to jedna jucha. Ba – nawet ja, prosty dziennikarz, nie odczuję tego tak bardzo. Należy jednak czasem pomyśleć o tych, którzy doświadczają z powodu obecnej kondycji umysłowej społeczeństwa prawdziwej krzywdy i zagrać czasem po ich stronie. Tym bardziej, że ma się ku temu możliwości – a i dowodów na inteligencję bohatera tego tekstu znalazłoby się całkiem sporo.

Jakub Wojewódzki w służbie patriarchatu

Mamy rok 2017. Stanami Zjednoczonymi rządzi dziś co prawda ludzik z kasztanów, za to – w przeciwieństwie do czerwca 2012 – polska reprezentacja na luzie wygrałaby dziś z Czechami. Coś jeszcze? Prawo kobiet do decydowania o własnym ciele stało się istotnym medialnym tematem, a coraz więcej autorów zwraca uwagę na to, że niechęć wobec stereotypów płciowych, rasowych i seksualnych powinna być cywilizacyjnym standardem i nie ma nic wspólnego z politpoprawną histerią.

Czy wspomniane zmiany dotyczą również TVN-owskiego lejt najt szoł? Pewnie. Liczba żartów dotyczących podrywania młodych dziewczyn i molestowania seksualnego przypadająca na jeden program spadła z 48 do 37.

A poważnie: wystarczy rzut okiem na cztery ostatnie odcinki, żeby wyłapać złote myśli w rodzaju „Mężczyzna w łazience trzyma 4 przyrządy, kobieta trzyma 366, z czego 200 nie potrafi nazwać” czy „Szpak jednym z najbardziej pożądanych Polaków? Przecież ranking dotyczył facetów”. Jest też niewinne pytanie „Czy mieliście takie w Kambodży?” kierowane do Michała Żurawskiego, gdy na scenę wkracza wodzianka (wiadomo, problem prostytucji i handlu żywym towarem w ogóle tej części Azji nie dotyczy) oraz typowa wielkomiejska beka z prowincji („Zagórów? To tam mają telewizję? U księdza oglądają”).

Trudno jednak oczekiwać zmian, jeżeli nasz gwiazdor nie jest w stanie wyjść poza pewien schemat myślenia, który – notabene – nie wymaga niewiarygodnie gibkiego umysłu, a jedynie odrobiny empatii. W ubiegłym roku Wojewódzki skarżył się, że gdy opowiada żarty w rodzaju „Idealna kochanka to nimfomanka i niemowa”, nazywają go szowinistą, a gdy kobieta mówi podobne rzeczy o mężczyznach, nazywają ją „wyzwoloną”. No brawo, właśnie w tym rzecz. W braku równowagi. Żyjemy w społeczeństwie, w którym jeszcze do niedawna zupełnie normalnym było sugerowanie żonie, żeby poszła do kuchni, aby sprawdzić, czy jej tam nie ma. W społeczeństwie, które dopiero stara się wyrwać z czułych objęć patriarchatu.

Ba! Żyjemy w świecie, w którym walka kobiet i mniejszości o równe prawa trwała całe dekady, stulecia. Zresztą – trwa nadal. Można oczywiście, niczym poeta Świetlicki, pozować na abnegata w starym stylu i nazwać to wszystko politycznopoprawnym bełkotem. Będzie to jednak odmrażanie uszu na złość mamie.

Kubo Wojewódzki, nie jesteś, jak chciałbyś, błaznem, mędrcem udającym pajaca tylko po to, aby zmylić establishment i przemycić parę ciężkich prawd. Nie jesteś też Gombrowiczem ani Mrożkiem, nie ”rozmontowujesz śmiechem” społecznych bolączek i narodowych zabobonów, nie uczysz dystansu, jak czasem twierdzisz.

Nie jesteś nawet Tadeuszem Drozdą, którego nie ma sensu się przy tej okazji czepiać. Jesteś pierwszym śmieszkiem polskiej prawicy, wywarem z polskich kabaretów, pietrzakoidem. Że tak zacytuję klasyków: „Idź pan w c**j z takim żartem”.

Ur. 1989. Redaktor naczelny portalu Popmoderna.pl, stały współpracownik Gazeta.pl i Wirtualnej Polski. Doktorant w Katedrze Krytyki Współczesnej Wydziału Polonistyki UJ. Interesuje się związkami między literaturą a popkulturą, brytyjską muzyką z lat 80. i 90. oraz włoskim futbolem. Współprowadzi fanpage "Niedziele Polskie".
PODZIEL SIĘ