reklama

Trasa koncertowa z płytą, która ukazała się dwadzieścia lat temu, brzmi albo jak odgrzewany kotlet w stylu zarzynanych szlagierów Budki Suflera, które ci grają w koło od kilku dekad, albo przerostem ego mogącym świadczyć o tym, że ktoś tu się odkleił i uwierzył w swoją zajebistość.

Cóż, wygląda na to, że obie powyższe tezy są błędne. Album Kayah i Bregović to zupełny ewenement w naszym kraju. Żaden inny album tak doskonale nie przetrwał próby czasu. Robiąc imprezy Vogule Poland i puszczając utwory z tego krążka, śpiewają całe sale. Sale w dużej mierze zapełnione przez ludzi młodszych od tego wydawnictwa!

Zobaczcie zresztą sami, jak to wygląda. Około 38 sekundy:

Po koncercie na Torwarze wiem, że dwie dekady zrobiły dobrze zarówno Kai, jak i Goranowi. On, co sama artystka przyznaje, ma swoje za uszami i z jej wypowiedzi można wnioskować, że nie zawsze traktował ją z należytym szacunkiem. Teraz, jak zapewnia Kayah, sporo zmieniło się.

Ona też się zmieniła. Przez te dwadzieścia lat zarówno w jej życiu prywatnym, jak i zawodowym nastąpiło tak wiele, że dziś Kayah jest prawie w pełni oszlifowanym diamentem. Prawie, bo wciąż wierzę, że najlepsze przed nią i przed nami.

Kayah przed koncertem na Torwarze / fot. Instagram @kayah_official

To był koncert bez fajerwerków w najprostszym rozumieniu tego słowa: nie było tancerzy, Kayah nie latała półnaga na sznurach ponad widzami, konfetti nie wystrzeliło.

Fajerwerki były nieco inne i przede wszystkim dwa: pierwszym był niepodrabialny głos Kai, a drugim emocje, jakie powstały na publiczności. Każdy znał słowa i śpiewał je zarówno ziomeczek w fullcapie, pani po sześćdziesiątce z niepokojąco odrysowanymi brwiami od szklanki, para przytulonych do siebie chłopaków… Dziwny widok, prawda? W kraju, gdzie wszystko i wszyscy są ze sobą pokłóceni, Kayah i Bregović zjednoczyli naród choć na tę jedną godzinę.

Katarzyna między piosenkami była zaskakująco bezpośrednia, robiła mało wybredne (a przez to fajne, bo nie wyniosłe!) żarty, lecz także mówiła rzeczy ważne: o tym, że wszyscy żyjemy na jednej planecie i powinniśmy w końcu zacząć się ze sobą porozumiewać, jeśli chcemy coś osiągnąć. Było też dużo o miłości, o przenikającej energii oraz o tym, że dzielenie społeczeństwa jest złe.

Biorąc pod uwagę klimat dyskusji w Polsce, śmiało można wziąć ją za wariatkę. Na wiecznej wojnie polsko-polskiej, jaką prowadzimy, osoba chcąca się jednoczyć, przekazywać energię i mówić o miłości zdaje się być co najmniej ekscentryczna czy szalona.

Ja kupuję to szaleństwo i ten niemalże szamanizm ze strony Kayah. To rodzaj modlitwy, którą chcę odmawiać.

reklama