To było tak – ona była obiecującą aktorką, a on obiecującym aktorem. Poznali się, pokochali, a że obydwoje są niebanalnej urody, postanowili wykorzystać ją do promowania siebie i swojej pracy.

I ok, nie ma w tym nic złego. Historia show-biznesu widziała o wiele gorsze przypadki (pamiętacie jeszcze waginę Pietrasińskiej, która była przyczynkiem do jej krótkiej kariery medialnej?), ale dawno już nie było tak nużącej prasę kolorową pary.

Tak, trudno nie zauważyć, że Piotr jest bardzo przystojny. Tak, nie przeczę, że Kasia jest naprawdę i naturalnie piękna. To są fakty. Ciężko jednak nie zauważyć, że ich ciała stały się niejako towarem, którym para gra w mediach. I jasne, ciało aktora jest jego narzędziem pracy, ale czy to jeszcze ich praca czy może jakaś quasi-erotyczna zabawa, w której uczestniczymy wszyscy?

W ciągu ostatnich siedmiu dni Warnke zdążyła pokazać swoją waginę na pokazie Macieja Zienia (nie, to nie był performance artystyczny, a pokaz konfekcji damskiej) oraz zaliczyć okładkę “Women’s Health”. Stramowski zaś “zaśpiewał” tragicznie nieśmieszną “piosenkę” dla polskiego SNL o wszystko mówiącym tytule “Masturbacja”. Oczywiście pokazał się tam prawie nago, zakryty poduszką z podobizną Freda Flinstona. Czaicie to wysublimowane nawiązanie do stwierdzenia “marszczyć freda”? How classy! Piotr dodatkowo wystąpił na okładce “Men’s Health”, więc w kioskach możemy zobaczyć półnagą Kasię i półnagiego Piotra w kombo.

Zastanawiam się kiedy skończy się ta fascynacja nimi oraz ich częściami ciała. Ja, po początkowym zachwycie ich świeżością i urodą, zaczynam traktować parę jak obejrzane dziesięć razy porno. Niby fajne, ale jednak już zużyte. Wiecie co się robi z takimi wideo? Umieszcza w koszu. Oby więc znaleźli nowy punkt zaczepienia, bo obawiam się, że mogę nie być sam w tych spostrzeżeniach.