Joasia Gąska wyjaśnia: jak żyć po #metoo

Przypadkowa zamożna kobieta załamująca ręce przed drogim komputerem / fot. Pixabay

Akcja #metoo to wyparte, które powróciło. Zanim się wydarzyła, świat był zorganizowany znacznie prościej niż obecnie. Istniało systemowe przyzwolenie na przemoc seksualną kropka. Aktualnie systemowe przyzwolenie na przemoc seksualną istnieje nadal, ale z zastrzeżeniem, że ofiara dysponuje praktyczną możliwością unieważnienia jednym postem w social mediach życia zawodowego mężczyzny, który się nierozsądnie zdecydował nadużyć wobec niej siły lub pozycji. Bez wątpienia nie jest to rozwiązanie idealne, ale od kilku miesięcy służy na całym świecie za protezę faktycznej równości płci.

Nikt się chyba nie spodziewał, że kobiety zaczną opowiadać o swoich doświadczeniach seksualnych. Mam wrażenie (i jest to dla mnie źródłem nieustającego, pełzającego zaskoczenia), że mężczyźni, z którymi przecież kobiety stykają się na co dzień w sytuacjach zarówno prywatnych jak i zawodowych, przed nadejściem października 2017 roku zupełnie nie zdawali sobie sprawy, że są one istotami świadomymi, tego co je spotyka, a na dodatek potrafią te doświadczenia poprawnie nanieść na skalę od niemiło (0) do miło (10). Wiele kobiet (miliony) zdefiniowało się na łamach swoich feed’ów jako ofiary przemocy seksualnej, przy czym przemoc seksualna zaczyna się od sprośnych smsów, a kończy na gwałcie w parku.

Dosyć łatwo zauważyć, że granica pomiędzy „molestowaniem”, a „nie molestowaniem” jest nieostra. Narracja jest taka, że słowo „nie” jest wystarczająco nasączone znaczeniem, żeby dorosły mężczyzna poradził sobie z odkodowaniem tak sformułowanego komunikatu. W to wierzą feministki. Jest to jednak, obawiam się, wiara równie bezsensowna, co wiara w dziadka spoczywającego w pozycji półleżącej na nieboskłonie. Mężczyźni nie wiedzą nic o kobietach i vice versa. Na szczęście jest Joasia Gąska, która wie wszystko o wszystkim i która Wam wyjaśni.

Dzisiaj dowiemy się, jak zachowywać się wobec kobiet, żeby nie zaprzepaścić całego dorobku zawodowego jednym głupim wybrykiem i jak odmówić mężczyźnie, żeby zrozumiał.

Przede wszystkim należy wiedzieć, że mężczyźni na kobiety przede wszystkim patrzą. Kiedy kobieta mówi, to mężczyzna ją odbiera jako ruchomy obraz, a słowa które mu wpadają do uszu jako własne myśli. Większość mężczyzn nie wie, że tak jest, dlatego permanentnie nie doszacowuje kompetencji koleżanek z pracy i zalet własnych partnerek. Jeśli jesteś mężczyzną, musisz zdać sobie sprawę z tego, że prawdopodobnie nie słuchasz, kiedy kobiety do Ciebie mówią i dlatego wiele z nich ma potem różne pretensje. To o tyle utrudnione, że kobiety mówią zazwyczaj bardzo dużo, z czego 2/3 o chłopakach, więc pokusa, żeby ich nie słuchać jest spora.

Druga sprawa to sztuka flirtu. Flirt polega na robieniu uników. „Graj niedostępną”, uczy „Cosmopolitan” swoje czytelniczki, również te 13-letnie. Jeśli gra w seks to gra w unikanie, to słowo „nie” faktycznie może się wydawać nieostre znaczeniowo. Dlatego też proponowałabym mężczyznom zadawać pytania, a kobietom jasno formułować komunikaty związane z seksem, np. „mam ochotę na seks” lub „nie jestem zainteresowana uprawianiem z tobą seksu” (czasami, zwłaszcza w wypadku interpelacji ze strony groźnie wyglądających dresów, warto też dodać „jestem bardzo konserwatywna/prawicowa” lub „czekam do ślubu”). Takie pełne zdania, świadczące o gruntownym przemyśleniu zagadnienia, prędzej trafią do mózgu mężczyzny niż mruczenie pod noskiem. Mężczyzna do zadania poderwania kobiety podchodzi bowiem tak, jak do wszystkich innych zadań, czyli zadaniowo i jeśli nie napotka podczas jego realizacji nieoczekiwanej bariery, to będzie myślał, że wszystko jest ok. Klarowne wyłuszczenie niezainteresowania, tudzież asertywność, tudzież znajomość słowa „spierdalaj”(i innych fragmentów slangu młodzieżowego) to świetne środki zapobiegawcze molestowaniu.

Po trzecie. Niepewny znaczenia słów mężczyzna może spróbować czytać również mowę ciała kobiety. Co prawda nawet przychylna mowa ciała nie jest równoznaczna ze zgodą na czynności seksualne, ale pomaga oszacować prawdopodobieństwo nie-odrzucenia, przez co mężczyzna może zawczasu mniej więcej ocenić, czy narazi się na śmieszność, zalecając się do koleżanki, a więc w konsekwencji również uniknąć w porę brutalnej inwazji na ego.

Po czwarte. Przestańmy podchodzić do seksu z taką powagą. W polskim społeczeństwie absurdalna ilość osób wstydzi się własnego ciała, ergo komunikowania się na temat seksu. Obowiązująca zasada jest taka, że jeśli czujemy się nieatrakcyjnie to idziemy do terapeuty, a nie gonimy niechętne koleżanki, licząc, że zaspokoimy tę potrzebę niejako mimochodem.

Po piąte. Jeśli jesteś mężczyzną nie podrywaj osób w zakładzie pracy. Ani takich, nad którymi masz władzę. Jeśli już musisz, to daj się poderwać, ale nie zaczynaj sam. Nie udzielaj pracownikom bonusów według kryteriów beauty, bo to uruchamia w kobietach potrzebę rozwijania tego skilla, a to cię będzie tylko ogłupiać i dekoncentrować, zmniejszając przy okazji efektywność firmy (wciąż żyjemy w świecie, w którym najważniejszy jest zysk).

Po szóste. Jeśli jesteś kobietą i podrywa Cię przełożony, daj mu do zrozumienia, że jeśli dalej będzie to robił, napiszesz o nim coś niefajnego na Facebooku. To narazi jego ego na szwank, a mężczyźni nie rezygnują tak pochopnie z własnego ego.

Dziękuję kochani za uwagę, mam nadzieję, że mój krótki poradnik pomoże Wam się odnaleźć w świecie po #metoo. Nie jest to łatwe, wiem, ale na szczęście pracę umysłową wykonałam za Was, więc musicie się teraz tego tylko nauczyć na pamięć. Pozdrawiam.

PODZIEL SIĘ