Umówmy się: z rodziną dobrze jest głównie na odległość. Po kilku minutach w jednym pomieszczeniu zaczynają wypływać kiszone latami pretensje, niewygodne wspomnienia i złośliwości, a na horyzoncie pojawiają się wszystkie tematy, których lepiej nie poruszać, lecz jest pewne, że i tak się poruszy. Co robić? Jak żyć? Oto krótki przewodnik.

1. Nie rozmawiaj z nikim i o niczym

Serio, to nie jest żart. Na te kilka dni złóż śluby milczenia. Zachowywanie się jak osoba lekko upośledzona i udawanie, że pewnych rzeczy nie rozumiesz, a pewnych nie słyszysz sprawi, że część osób odpuści, bo nie będzie rezultatów ich biadolenia czy zaczepek, a część z politowaniem może pokusić się o bycie osobą miłą. Ograniczenie słownictwa do “tak”, “nie”, “nie wiem”, “dobrze”, “dziękuję” sprawi, że będzie żyło się lepiej.

2. Nie trzeźwiej

Święta to nie żarty. Nie jest łatwo wytrzymać pitolenie cioci Krysi, filozofowanie wuja Marka, biadolenie którejś babusi czy smarkactwo kuzynostwo. Pozostając non stop w fazie lekkiego rauszu sprawisz, że nawet dzieci córki siostry twojej mamy okażą się postaciami przyjaznymi, a nie zwykłymi sukami. Tylko nie przesadzaj: zasypianie z głową w sałatce warzywnej nie wpływa dobrze na cerę.

3. Znajdź brata / siostrę w biedzie

Tragedię najlepiej przeżywa się w towarzystwie. Nie musicie trzymać się za ręce, nie musicie nawet o tym rozmawiać. Porozumiewawcze spojrzenie rzucone raz na jakiś czas czy cichy, wspólny papieros zrozumienia za winklem, żeby matka nie nakryła, może pomóc przetrwać i sprawić, że nie będziecie chcieli pociąć się skorupkami od świątecznych jajek.

4. Nie prowokuj

Rodzina ma to do siebie, że uwielbia zaczepiać, niby to w wyrazie zmartwienia, troski czy też zwykłych żartów. Tutaj tematów nie brakuje: bycie singlem (a, sorry, “samotną”), posiadanie boczków (a ciocia to niby Chodakowska?) czy nieprzyszłościowa praca (bo dziadek robiący 40 lat w gospodarstwie miał karierę niczym Zuckerberg). Przygotuj listę swoich punktów drażliwych, bo możesz być pewna, że oni mają ją przygotowaną. Przeanalizuj, jak mogą zaatakować i wzorem Dody – nie daj się. Spotkania rodzinne to wojna, trzeba umieć się bronić.

5. Znajdź zajęcie

I niech to nie będzie telefon, bo doprowadzisz starszyznę to szaleństwa. Możesz liczyć mlaśnięcia tego trzeciego bachora, którego zrobiło sobie kuzynostwo, liczyć włosy w uszach dziadzia czy odmierzać czas do pierwszego zaplamienia obrusu. Cokolwiek, co nie naruszy punktu 4., czyli nie da im możliwości do prowokacji.

Powodzenia. Dawajcie znać, czy przetrwaliście.