reklama

Po naszym ostatnim odcinku Prasówki, w którym omawiamy skandal, jaki wydarzył się w Czarnkowie, odezwała się do nas dziewczyna, która pracowała przy organizacji weekendowego wydarzenia.

Przypomnijmy: Edyta miała zagrać tam koncert, jednak odwołała go, a na swoim Facebooku poinformowała, że miejsce nie spełniało koncertowych wymagań. Co ciekawe, następnego dnia na tej samej scenie wystąpiła Sarsa, która nie zgłaszała podobnych pretensji.

Poniżej przedstawiamy w całości relację dziewczyny:

Właśnie obejrzałam waszą Prasówkę i z miłą chęcią napisze Wam o minionym weekendzie w Czarnkowie z perspektywy innej niż opisała to gazeta oraz pani Edyta na Facebooku. Na co dzień mieszkam w Poznaniu, ale z okazji Dni Ziemi Czarnkowskiej pracowałam w sobotę i w niedzielę przy tym wydarzeniu, więc byłam świadkiem całej tej dramy.

Pani Edyta przyjechała samochodem ze swojego hotelu w Poznaniu do Czarnkowa i ujrzała tam… drzewa. Całe wydarzenie odbywało się w parku i miała dawać koncert na scenie w bardzo skromnym amfiteatrze. Gwiazda ledwo wjechała na teren parku i od razu stwierdziła, ze nie ma mowy, że będzie dawać tu koncert, ponieważ nie są spełnione następujące warunki:
1. Od samego jej wjazdu do parku powinien ją (a właściwie samochód, w którym się poruszała) osłaniać sztab ochroniarzy.
2. Cała droga z jej garderoby na scenę miała być wyłożona drewnianymi belkami, ponieważ nie da rady ona przejść w szpilkach po parkowych ścieżkach i nierównym betonie.
3. Ponoć ostrzegała, że pojawi się bez fryzjerki i wizażystki, więc ta droga oprócz specjalnej podłogi miała być osłonięta z obydwu stron parawanem, aby nikt nie widział jej z bliska.

Wyszła drama naprawdę straszna, ponieważ pani organizator i pan burmistrz byli załamani, że pani Edyta zgarnęła sobie 62 tysiące złotych, a potem oznajmiła, że nie wystąpi. Dosłownie kilka minut po tej awanturze pojawił się post na Facebooku, o którym wspomnieliście w Prasówce, więc tym bardziej wywołało to poruszenie, bo zaczęli się bać o dobre imię miejscowości.

Nie mam pojęcia jak to się dalej potoczy, słyszałam coś, że pani Edyta straszyła ich sądem, ale nie wiem ile w tym prawdy. Jeśli tak, to naprawdę kapryśna z niej gwiazda. Przecież ona nie śpiewa od wczoraj i jej menadżer na pewno widział to miejsce i obadał sytuacje zanim zorganizował jej tam koncert. Doskonale wiedziała, że park w Czarnkowie to nie Sala Kongresowa w stolicy… Jeśli miała obawiać się o swoje życie, to jedynie dlatego, że może być niezdarna i bała się, że jej się nogi na szyszkach rozjadą.

Edi, jeśli to prawda, to za 62 tysiące to mogłaś już zabrać ze sobą parawan. Ludzie przez cały kraj wożą je nad Bałtyk, to co to dla Ciebie?

reklama