TTV, stacja należąca do grupy TVN Discovery Polska, ma w swojej ofercie program Druga twarz. To typowy program polegający na metamorfozach uczestników. Jedni chcą zakryć blizny, inni poznać sekrety swojej sylwetki, a jeszcze inni zmienić wizerunek, na co sami nie mają pomysłu. Producenci fundują metamorfozę, czasami także zabiegi estetyczne (np. usuwanie blizn), na które bohaterowie być może nie mogą sobie pozwolić. Jest w tym jakaś forma pomocy. Wszystko jednak opiera się na tym, że uczestnicy sami wyrażają potrzebę zmian i decyzja o udziale w programie jest ich pomysłem. Do programu zgłosiła się… – słyszymy zwykle w kolejnych odcinkach. I okazuje się, że nie jest to do końca prawda.

Ola Petrus, jedna z ciekawszych polskich stand-uperek, na swoim fanpejdżu podzieliła się historią, która nieco burzy mit o tego typu programach.

HIT DNIA! Dzwoni do mnie przed chwilą Pan z telewizji. Z propozycją roku. Że on chce mnie do takiego jednego programu. O metamorfozach. Gdzie ludzie dostają „drugą twarz”. To się pytam – A co z moją obecną twarzą nie tak? Pan – No ale by Pani mogła się zobaczyć w trochę innym świetle! No kurczę tylko problem jest taki, że ja siebie zajebiście lubię w takim świetle jakim jestem. I nigdy nie czułam potrzeby oglądać się w innym. Oczywiście, ideałem piękna nie jestem. Ale w tym programie z tego co kojarzę to nie wydłużają ludzi. Nie robią liposukcji. Tylko dają nowe ciuchy i zmieniają fryz. A osoby które tam przychodzą zazwyczaj mają problem z akceptacją siebie. Lub też ich bliscy chcą ich zmienić. No to kurde peszek bo ja nie podchodzę ani pod jedno ani pod drugie. Więc żeby było jasne…. ja KOCHAM moje kosmiczne włosy. I UWIELBIAM ciuchy z Disneyem. I jeżeli ktoś ma problem z tym w jakim świetle jestem to niech je sobie zgasi. Ja prdl…. wydawać by się mogło że już musiałam się nawalczyć o akceptację mojej inności ciała. To teraz się do twarzy dopierdzielają!!! Aż się pochwalę jakie zajebiste włosy sobie ostatnio strzeliłam.

Opublikowany przez Ola Petrus Czwartek, 24 stycznia 2019

Ola jest niskorosła, jak sama o sobie mówi i z czego często żartuje w swoich skeczach. Być może jej pewność siebie i akceptacja własnego wyglądu spowodowały, że trzeźwo spojrzała na tą niezręczną sytuację i nie dała wmanewrować się do produkcji.

Założenie jest chyba takie że sami zgłaszają się tam ludzie którzy mają problemy albo ze znalezieniem własnego stylu albo też najzwyczajniej w świecie mają kompleksy i nie do końca się akceptują. W tym konkretnym programie czasami się pojawia też rodzina czy znajomi którzy wręcz “przyprowadzają” kogoś bliskiego kto ich zdaniem ma problem. Nie raz pojawiały się tam osoby, delikatnie rzecz ujmując – nad wyraz się wyróżniające. A potem jest rozmowa na kanapie i wyżalanie się co jest nie tak. I puff za pomocą nowych ciuchów, włosów i makijażu taka osoba pasuje nam do społecznie uznawanych standardów urodowych. I teraz widząc to dzwoni do mnie pan z tego programu i proponuje udział. Żebym przeszła tą metamorfozę. I zobaczyła siebie w “innym świetle”. Dostała tą “drugą twarz”. Czyli według tego pana ja mam podstawy do nieakceptowania siebie i kompleksów. I zapewne jest sporo rzeczy które można by we mnie zmienić – mówi Petrus w rozmowie z Vogule Poland.

Komiczka szczęśliwie nie jest kobietą owładniętą swoimi kompleksami, choć – jak chyba każda osoba na świecie – posiada je.

Nienawidzę swojej oponki Michelin i ud szerokości sekwoi. Dziękuje panu bardzo, że mi o nich przypomniał. Na szczęście uwielbiam swoje neonowe włosy które pewnie by mi tam przefarbowali na blond. Nie przestanę się malować wszystkim, co niebieskie. I nie uznaję pojęcia „za duży dekolt”. Jeżeli coś mi w ciele wyszło, to cycki właśnie. Ale nie oszukujmy się, że tu chodzi o włosy, czy ciuchy, czy mocny make-up – mówi nam szczerze.

Petrus zdradza nam, że to jednak nie wszystko, co zdradził ów niezbyt kulturalny mężczyzna.

Pan popełnił kardynalny błąd. Gdy rozmawiał ze mną, zaczął od tego, że oglądał moje stand-upy i znalazł mnie na podstawie występu w telewizji. Jednak niedługo po mojej stanowczej odmowie usiłował się skontaktować z inną dziewczyną, niskorosłą jak ja. Czy chodziło mu o komika z telewizji w takim razie? Oj chyba nie. Czy chciał znaleźć kogoś o wzroście poniżej 130 centymetrów, bo przecież to oczywiste, że my musimy chcieć tej cudownej przemiany? – pyta retorycznie stand-uperka.

A jaka z tego by była ładna historia na tej kanapie. Aż bym zachlipała nad swoimi krótkimi nóżkami i tym, że muszę kupować buty na dziale dziecięcym. Bo ile można mieć kurwa trampek z Disneyem!? – ironizuje Ola i odpowiada: W tej chwili jakieś 12 par.

Swoją drogą: ciekawe, jak wygląda selekcja osób, do których dzwonią osoby z produkcji. Ile trzeba mieć centymetrów wzrostu, żeby spełniać wymagania bycia pięknym? Jaka musi być objętość talii, żeby być sexy? Jaka wielkość ust, by pan z TVN nie zadzwonił i nie starał się wmówić, że coś jest z tobą nie tak?