“Nosowska się skończyła”, “Ciarki wstydu”, “Skrajna żenada” – o, takie komentarze przeczytałem na temat tego utworu na swoim Facebooku. Kto nie słyszał, to właśnie jest ten moment, by wyrobić sobie własne zdanie:

Te 216 sekund wywołało wśród niektórych większe poruszenie niż atak Rosji na Ukrainę. I o ile każdy ma prawo lubić Nosowską lub nie, lubić ten utwór lub nie, a nawet lubić Coca-Colę lub nie, o tyle mierzi mnie przekonanie o tym, jaka Katarzyna Nosowska musi być, jak się zachowywać i co śpiewać.

Nosowska na scenie jest mniej więcej od 1989 roku, czyli 29 lat. To o rok więcej, niż ma autor tego wkurzonego tekstu. Zaczynała w gitarowej, punkowej alternatywie: Włochaty, Dezerter, Pidżama Porno. W końcu powstał Hey, który również krążył wokół akustycznych brzmień, choć jeśli ktoś choć trochę zna dyskografię tej grupy to wie, że również eksperymentowali. Kariera solowa Katarzyny to zaś eksperymenty totalne: przez elektronikę i pop po elementy rapowe na ostatniej, moim zdaniem rewelacyjnej, płycie Basta.

Płyta ta wiązała się z zawieszeniem istnienia zespołu Hey i Nosowska wielokrotnie podkreślała, z jak wieloma zmianami – również osobistymi – wiąże się. Zdrada partnera, zostanie literatką i kariera satyryczki na Instagramie, nowy producent (doskonały FOX), niedawny ślub…

Zobacz: A gdyby powołać uniwersytet im. Kasi Nosowskiej?

Nosowska zbliża się do pięćdziesiątki, a niektórzy wciąż chcieliby widzieć zahukaną, nieśmiałą Kaśkę, która pięknymi słowami, w bojówkach lub innym stylizacyjnym koszmarku, opowiada o swoim zagubieniu. Niektórym ciężko przełknąć, że artystka postanowiła odchudzać się z Ewą Chodakowską (na razie bez rezultatów, z czego sama się śmieje), że nagrywa wideo o Kim Kardashian i mówi o swoim życiu prywatnym.

Zabawne, że od prawdziwych artystów często wymaga się ciągłego rozwoju, a jednocześnie chce się ich zamknąć w jakiejś szklanej kuli, która składa się z prywatnych oczekiwań i wizerunku, za który tych artystów pokochaliśmy.

Naprawdę uważacie, że 47-letnia kobieta, jakby nie było, po przejściach z prawie 30-letnim dorobkiem musi trwać w jakiejś pozie tylko dlatego, że w taką pozę przybrała kilkadziesiąt lat temu, gdy Polska ją pokochała? Brzmi to absurdalnie i strasznie boleśnie dla Kaśki.

Dajcie jej próbować życia, dajcie jej bawić się i być tym, kim chce być. Chyba zgodzimy się, że nie jest skretyniałą celebrytką, która zacznie pokazywać cycki i wciskać wątpliwej jakości preparaty odchudzające na Instagramie. W końcu to Katarzyna fucking Nosowska. Nie musicie jej lubić, ale pieprzenie, że “Nosowska się skończyła” tylko dlatego, że zamiast smęcić o tym, że “jesień już, szpetnej aury czas” (świetna skądinąd piosenka Byłabym) woli założyć brodę Mikołaja i powygłupiać się, jest zwyczajnie słabym narzekactwem.

Lubcie ją lub nie lubcie, ale na Zeusa, dajcie jej być Katarzyną Nosowską!