reklama

Jacek Stachursky to jeden z nielicznych liczących się artystów w tym kraju, o czym już pisaliśmy. Teraz przyszedł czas na jego trzecią część trylogii. Po Chłoście i Dosko przyszedł czas na Doskozzzę. Ale najpierw kilka słów wstępu od mistrza:

Razu pewnego, przebywając na Dachu Świata w krainie Oświeconych Wojowników, uczestniczyłem w uroczystym spotkaniu, podczas którego poznałem pewnego czcigodnego Mistrza. Ów Mistrz Etyzer, dowiedziawszy się, że jestem z Polski, bardzo się ucieszył i wzruszył.
Okazało się, że swego czasu gościł kilka tygodni w naszym pięknym kraju przemierzając go wzdłuż i wszerz, jednocześnie opisując mi szczegółowo jeden tydzień, który spędził z pewną grupą młodych ludzi zwaną ‘SZACOWNI KORBIARZE’. Słuchając Jego frapującej opowieści, dotarło do mnie, że powinienem to opisać. I tak powstała DOSKOZZZA.

Stachursky we wstępie

Teraz nie ma co pierdolić, trzeba słuchać. Radzimy włączyć na słuchawkach i odciąć od rozpraszających bodźców, by w pełni poczuć siłę tego utworu.

Choć od pierwszego naszego przesłuchania minęło dobrych kilka godzin, to wciąż nic nie potrafimy napisać na temat tego dzieła. Być może dlatego, że rzeczy genialnych zwyczajnie nie ma co komentować, trzeba je zwyczajnie chłonąć?

Oto kilka naszych ulubionych komentarzy, które znalazły się pod Doskozzzą:

PS. Znajdźcie mi innego 53-letniego muzyka, który wzbudza takie podniecenie wśród małolatów i którego singiel od razu ląduje na karcie Na Czasie YouTube’a.

reklama