Jakkolwiek można różnie oceniać postaci Deynn i Daniela Majewskiego, tak trzeba docenić, że mało kto w naszym smutnym celebryckim światku wzbudza tyle emocji, śmiechu i zainteresowania jak oni. Widzimy to po setkach wiadomości, jakie dostaliśmy od Was w ciągu ostatnich dni. Wszystkie dotyczyły jednego: narkotycznego lajfstajlu pary z wytatuowanymi krzyżykami na twarzach. Ale od początku.

Wszystko zaczęło się od fragmentu z Instagram Stories Marity, na którym zauważyliśmy słoik z marihuaną. Wasze sprawne oczy szybko ujrzały jeszcze czające się w oddali stołu bongo.

Stories szybko znikło, najwyraźniej Majewscy nieco spłoszyli się. Później najwyraźniej przypomnieli sobie, że są w Kalifornii, gdzie zioło jest legalne (ale tylko dla obywateli, nie dla przyjezdnych!), więc nie doczytując prawa “legitnie” udokumentowali to u Daniela zdjęciem. Że tacy niby wyluzowani.

OK, rozumiemy, szanujemy, mają do tego prawo. Dorośli ludzie, zioło nie jest przestępstwem, nie ma się do czego przypieprzyć. Poza tym – niech rzuci kamieniem ten, kto nigdy nie wstrzykiwał sobie marihuaniny.

Obserwujecie nasz nowy profil na Instagramie?! Do roboty!

Swoją drogą: zauważyliście, że Daniel na tym zdjęciu niebezpiecznie przypomina Eustachego Motykę z bajki “Chojrak – tchórzliwy pies”?!

https://www.instagram.com/p/BmKnvwSgM27/?taken-by=vogule.poland

Później jednak, na kolejnym Stories, widzimy paczkę znajomych (tak, okazuje się, że mają znajomych) z całkiem spoko wyglądającą szamką.

I wszystko byłoby, jakby to powiedział Daniel, “słitaśnie”, gdyby nie mały szczegół na pierwszym planie…

Jakby nie patrzeć są tam usypane kreski z białego proszku.

I tu miejsce na kilka pytań: prowo? Może specjalnie nęcą zainteresowanie? A może to taki żarcik kosmonaucik dookoła “skandalu” z ziołem i bongo? A może po prostu bongo było używane tyle razy, że nie ogarnęli, że koks im zalega na blacie?