Co można stracić na imprezie?

139
views

To pierwszy tekst Redakcji tak naprawdę „ku przestrodze”. Dziś pomyślałam sobie, że skoro powinno być już czuć wiosnę (niby robi nas teraz w chuja, ale czuję, że niedługo jej się znudzi), to niedługo zacznie się ten naprawdę imprezowy sezon, a byłoby nieodpowiedzialnie, gdybyście zaczęli pić jeszcze więcej niż teraz, nie zdając sobie sprawy z tego, jakie niebezpieczeństwa Was czekają. A zatem: co możecie zgubić lub stracić na imprezie?

  1. Godność – nikt mnie nie przekona, że nie miał z tym nigdy problemu. Godność, co zaskakujące, raczej się gubi niż traci. Kiedy zdarza się Wam zgubić godność, zazwyczaj jest tak, że inni na tej samej imprezie zgubili ją już dawno przed Wami, więc i tak nie zwracają uwagi. Umęczanie siebie i znajomych przez kolejny tydzień traumatycznym wspomnieniem zrobionej w ciemności i półświadomości laski i sromotą jaka przykryła Wasze dobre imię nie ma sensu. Nie masz opryszczki – nie masz powodu do narzekania.
  2. Pieniądze – mogłabym mówić o zgubieniu, ale sami wiecie, że na imprezie pieniądze po prostu się traci, trwoni, marnuje, wydaje. W dodatku bezpowrotnie. Radzę zabrać ze sobą tylko niezbędne minimum, bo potem okazuje się, że nie mamy kasy na bułkę, którą chcemy zjeść jak już minie kac. No i absolutnie zabraniam zabierania karty kredytowej na imprezę. Tekst „kolejka dla wszystkich” jest tak szlachetny jak głupi, a kiedy rano sprawdzi się ilość potwierdzeń przelewów z konta na rachunek klubu to utracona godność będzie jednym z Waszych mniejszych problemów.
  3. Telefon – przy tym punkcie się wahałam, bo czasem mam wrażenie, że lepiej zgubić na imprezie telefon niż rano sprawdzić skrzynkę „Wysłane” i stwierdzić, że przez najbliższy rok nie chce się pokazywać publicznie. Nigdzie. Ale z drugiej strony, jak zgubi się telefon, istnieje ryzyko, że ktoś go znajdzie i wejdzie w folder „Zdjęcia”. Sami się zastanówcie, co jest gorsze.
  4. Majtki/ubranie – jeśli chodzi o tracenie lub gubienie bielizny czy też innych części garderoby, to zazwyczaj jest tak, że człowiek nigdy nie wie, jak to się stało i na zawsze pozostaje to Tajemnicą Wszechświata, Której Nie Da Się Rozwikłać. Oprócz tego może wiązać się bezpośrednio z punktem 1. mojej listy. Inna sprawa, że uświadamiamy sobie zgubę zazwyczaj dopiero dnia następnego, kiedy nie dość, że nic już nie da się z tym zrobić, to jeszcze wychodzi na to, że trzeba było jednak poświęcić ten dodatkowy kwadrans na depilację.
  5. Przyjaciela z oczu – punkt wiąże się z pozycjami 1. i 4. i w zasadzie nie ma się czym martwić, dopóki przyjaciel co jakiś czas wyłania się z tłumu, nawet w oddali. Jeśli nie ma go nigdzie w okolicy, a także nie odbiera telefonu (punkt 3?), to już po herbacie i można próbować dodzwonić się dopiero następnego dnia wieczorem. Pozostaje ufać, że są mądrzy, zabezpieczają się i nie zażywają dopalaczy.
  6. Związek – to jest problematyczna sprawa. Przed imprezą z partnerem zawsze przyjrzyjcie mu się dokładnie, żeby wychwycić wszystkie charakterystyczne cechy stylóweczki, co by się nie pomylić przypadkiem, kiedy nabierzecie ochoty na seks w toalecie.
  7. Swój alkohol – nie jest ważne, czy to domówka, czy klub, czy w ogóle cokolwiek: nigdy nie zostawiajcie swojego alkoholu na pastwę losu. Media donoszą o przypadkach użycia tzw. pigułek gwałtu, ale tym możemy się średnio przejmować; wbrew temu co twierdzi Jan Pospieszalski, za narkotyki zazwyczaj się jednak płaci, i to słono, więc nikogo nie stać na marnowanie piguł na obce laski. Waszym problemem będzie raczej tzw. Syndrom Znikającej Szklanki. Jeśli jesteście studentami, szkoda kasy na takie marnotrawstwo. Jak to mówi staropolskie przysłowie: „Mnie też nikt nie dał za darmo!”.
  8. Numerek do szatni – to nie jest jakiś wielki problem, bo kosztuje niewiele, ale szarpanina z nieprzyjemnymi ochroniarzami, proszenie, błaganie, przechodzenie przez ladę i szukanie swojego płaszcza w stanie nietrzeźwości to niepotrzebne i bolesne problemy. Lepiej oddać numerek koleżance, która akurat nie pije, bo albo jest chora, albo leczy kaca po poprzedniej imprezie. Można również wybrać tzw. Wariant Brytyjski – kto był kiedykolwiek w styczniu na imprezie w Londynie, ten wie. Warto wspomnieć, że Wariant Brytyjski minimalizuje również ryzyko zawarte w punkcie 4, ograniczając do minimum liczbę możliwych do stracenia części garderoby.
  9. Pamięć – rano warto pamiętać, skąd wziął się numer komórki (poprzedzony kodem +39, co dokłada do suspensu) napisany fluorescencyjną farbą na nodze czy fioletowy zegarek dumnie tkwiący na naszej ręce, mimo że do nas nie należący. Absolutne minimum, które należy przećwiczyć przed to nasz adres – przyda się, kiedy przy niewielkim łucie szczęścia uda nam się wracać z kimś taksówką do domu. Dla cierpiących na alkoholową amnezję – najlepiej adres mieć zapisany gdzieś na karteczce wetkniętej w stanik (lub w telefonie, chociaż punkt 3 stawia tę opcję pod znakiem zapytania), żeby ewentualnie dać Panu Taksówkarzowi do odczytania. I pamiętajcie: jak nadarzy się okazja na darmową taksę – zawsze korzystajcie!
  10. Wasz Super Gadżet – nieważne, czy to jest miecz Jedi, który wzięliście na imprezę (nikt nie wie, po co, chyba że po prostu dla lansu), czy GameBoy, różowe boa albo np. różdżka Czarodziejki z Księżyca – nigdy nie wrócicie z nim z powrotem do domu. Lepiej zostawić takie rzeczy w Pudełku Ze Skarbami pod łóżkiem i nie wyjmować póki nie wytrzeźwiejecie. No, chyba że mówimy o Super Gadżecie z Datą Ważności – przedmiocie który właśnie dostaliście (vide imprezki z okazji urodzin) i z góry wiadomo, że nie dotrwa do rana. Życie pokazuje, że zazwyczaj jest to butelka żołądkowej gorzkiej, papierosy przywiezione z wakacji w Hurghadzie czy wielce twarzowe pluszowe królicze uszka. Przynoszenie takich rzeczy w stanie nienaruszonym do domu po imprezie po prostu nie przystoi.

Tekst: Katarzyna Kępka i Lady Stardust

Niektóre gwiazdy uciekają przed nami do łazienki, inne w łazience żalą się nam na ciężar sławy. Do tej ostatniej podchodzimy z dużą dozą ironii, czasami złośliwości, czasami abstrakcyjności. Jesteśmy popkulturą.
PODZIEL SIĘ