Celebryci lubią niemiłe rzeczy za pieniądze [Gąska]

809
views

Często zastanawiamy się wspólnie w Internecie nad różnymi fenomenami. Niektóre fenomeny wydają nam się bez sensu, a jednak nieprzerwanie istnieją, a nawet nabierają intensywności im dalej w las. Jednym z omawianych zjawisk jest istnienie i konsekwentne namnażanie się celebrytów, pomimo że wszyscy są zdegustowani zarówno samą ich obecnością, jak i tym, co wyprawiają oni ze swoim jestestwem za pieniądze zarobione na ściankach.

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że celebryta nie pełni żadnej ważnej funkcji społecznej i gdyby zniknął, nic by się nie stało. To teza o tyle słuszna, że jakiś tam jeden celebryta w strukturze świata rzeczywiście nie zajmuje specjalnie ważnego miejsca. Co jednak by się stało, gdyby nagle zniknęli wszyscy celebryci? Pod czyimi zdjęciami internauci pisaliby brzydkie słowa i podkreślali, że sami nigdy by nie zrobili tego albo tamtego, ażeby uzyskać to albo tamto? Ano właśnie. Nie ma niczego przyjemniejszego, niż komuś lekko przysolić. Małe, toksyczne zachowania spowodowane zupełnie banalną i całkiem powszechną frustracją, byłyby jednak nie tylko okropne, ale i zwyczajnie niepraktyczne w codziennych sytuacjach.

Jeśli obrazisz kasjera w sklepie, to w najlepszym razie nie skasuje ci serka wiejskiego light, a w najgorszym wzbogaci cię kolorystycznie o limo pod okiem z całym jeszcze spektrum pomiędzy. I to tylko kasjer, a ile osób spotykamy w życiu, których obrażenie mogłoby się okazać przyjemne? Dziesiątki, setki, tysiące. Ilu problemów moglibyśmy się nabawić, gdybyśmy wyrażali o tych ciągle napotykanych osobach szczere, krytyczne opinie? Bardzo wielu. I właśnie na tę potrzebę moi mili odpowiada w strukturze wolnego rynku Celebryta.

Celebryta to człowiek, który dla pieniędzy pozwala na to, żebyście go nie lubili i mówili o nim niemiłe rzeczy. Jako odszkodowanie za bezustanny ubytek godnościowy (czy ktoś z was chciałby czytać o sobie codziennie brzydkie słowa?) celebryta otrzymuje w naszej kulturze możliwość prowadzenia względnie próżniaczego żywota (chociaż nie do końca, bo już same sesje zdjęciowe to zajęcie wymagające spożytkowania dużej ilości kalorii, a pierdolenie głupot jest przynajmniej uciążliwe) w kolorowej bańce skomponowanej z różnych odmian plastyku.

Piszę to niejako w kontekście odchodzącej już w zapomnienie „Ellen Gate”, którą wywołał bardzo sprawny celebryta Łukasz Jakóbiak. Widziałam (mimowolnie) wiele „eksperckich” analiz jego „działania w social media”, które miały na celu wykrycie w tej akcji jakiegoś systemowego błędu popularnościowego. Że ktoś niby nie uwierzył w wizualizację, o czym świadczą łapki w dół. Ludzie, to naprawdę nie o to chodzi, że ktoś ma wierzyć w wizualizację. Wizualizacja to bzdura. Od patrzenia w ścianę, może się komuś co najwyżej zatrzymać wzrok. Żeby trafić do Ellen trzeba wejść na wyższy poziom pajacowania, a nie wyobrażać sobie pajacowanie. Niemniej sukces tu będzie, bez wątpienia, sukces płynący z działania w pajacowaniu. A ci co nie pajacują, odetchną sobie głębiej, poczują się lepiej, że napisali „ekspercką” „analizę” „działania” „w” „social” „media” i nie obrażą kasjera w sklepie przy najbliższej okazji. I wilk z Wall Street i owca cała.

Homeostaza społeczna w feudalnym modelu, jaki się tu u nas z powodów historycznych i histerycznych utrwalił zostaje zachowana i tak, aż do kolejnej pseudoistotnej, kosmicznie bzdurnej afery, nad którą już pracują w pocie czoła kolejni celebryci. Użytkownik Internetu pozostanie tymczasem w kontrze do tych różnych pajaców nietkniętym moralnie, miłym, kulturalnym człowiekiem, co to zakupy staruszce wniesie do domu, a i dziecko swoje czasami nawet zauważy, gdy to będzie turlało się wesoło po dywanie.


tekst: Joasia Gąska
zdjęcie: Marek Pietroń

Niektóre gwiazdy uciekają przed nami do łazienki, inne w łazience żalą się nam na ciężar sławy. Do tej ostatniej podchodzimy z dużą dozą ironii, czasami złośliwości, czasami abstrakcyjności. Jesteśmy popkulturą.
PODZIEL SIĘ