reklama

Tak, Taylor Swift znowu to zrobiła. Kolejna piosenka o miłości, w której partneruje jej piękny i zdolny Brendon Urie z Panic! At The Disco. I niby nuda, niby znowu to samo, a jednak jest kilka smaczków, które zwracają uwagę.

1. Taylor zaczyna wideo wężem, który był jej symbolem przy albumie Reputation. Wąż jednak momentalnie zmienia się w… motyle. Straszny kicz, ale symbolizuje kolejny etap (?) w karierze Swift.

2. Taylor Swift nosi garnitur. Kobiety co prawda już od dawna nie są dyskryminowane za chodzenie w spodniach, ale Tay rzadko kiedy można było w nich zobaczyć. A tu proszę. I wygląda w nich świetnie.

3. W nowym rozdziale Taylor rezygnuje z wyznawania win, ale nie odcina się od cech, które do niej przyległy. I zaczyna traktować je jako część siebie, a nie wór pokutny, w którym musi się kajać. I know that I went psycho on the phone – śpiewa. And trouble’s gonna follow where I go – dodaje.

4. Piosenka Me nie traktuje ani o chęci zamordowania, zniszczenia i poniżenia mężczyzny, ani nie jest o złamanym uczuciu. You’re the only one of you / Baby, that’s the fun of you / And I promise that nobody’s gonna love you like me-e-e – śpiewa szczęśliwa (szok) Taylor Swift.

5. Tay w wielu momentach nawiązuje do swojej wcześniejszej twórczości. Choćby w wersie I know I never think before I jump. W 2008 w utworze Fifteen śpiewała Don’t forget the look before you fall. W 2009 roku zaś w piosence Jump The Fall używała czasownika skakać jako metafory miłości. Stwierdzenie więc, że nigdy nie myślała przed skokiem – biorąc pod uwagę historię jej związków – ma tu głębszy sens.

Znasz Lizzo? My się zakochaliśmy!

6. Teledysk, jak to zwykle bywa w jej przypadku, jest absolutnie perfekcyjny. Bajkowo piękny, doskonała scenografia i kostiumy, pełna profeska. Cukierkowy, aż do porzygu, ale każdy z nas pewnie chciałby choć chwilę znaleźć się w tym cukierkowym świecie.

Ta piosenka już jest na naszej sezonowej playliście.
Obserwujcie nas na Spotify, by być na bieżąco!

7. Choć piosenka traktuje o miłości, to poza pierwszą sceną teledysku ciężko odnieść wrażenie, że chodzi tu o miłość romantyczną. Taylor w teledyskach nigdy nie uciekała przed sensualnością i romantycznymi gestami właśnie. Tym razem mamy dużo skoków, biegania i tak naprawdę równie dobrze można bohaterów wziąć za przyjaciół, którzy się popstrzykali i teraz godzą się w stylu Unbreakable Kimmy Schmidt.

Czy jest to więc dobra piosenka? Zrealizowana jest pięknie, wyprodukowana i nakręcona również. Czy będzie hitem? Zapewne. Czy coś zmienia w naszym życiu? Nie. Czy coś zmienia w karierze Swift? Chyba wciąż na to za mało. Dostaliśmy kolejną wpadającą w ucho piosenkę Taylor. Może już czas, żeby zaczęła nam dawać z siebie nieco więcej? Nawet najzagorzalszym fanom może w końcu znudzić się to samo, odgrzewane danie. Nawet, jeśli jest naprawdę smaczne.

reklama