Dobrze wiem, że oglądanie reality show w klimacie Warsaw Shore są podniecające, a obserwowanie imprezowo-erotycznych perypetii silikonowych piękności i sterydowych atletów wspaniale wypełniają nasze martwe ciała. To doskonała rozrywka, ale prawdziwa lekcja życia płynie nie z nich, a z programów z dojrzałymi ludźmi. Sanatorium miłości emitowane w TVP1 jest tego najlepszym przykładem.

Po dwóch odcinkach przygód dojrzałej grupy ludzi, którzy za przygodą lub/i chęcią znalezienia drugiej połówki postanowili wziąć udział w programie rozrywkowym, nauczyło mnie już pięciu rzeczy. Być może nie są to sytuacje tak widowiskowe, jak zaliczanie przypadkowej dziewczyny w bzykalni, ale śmiem twierdzić, że nieco bardziej wartościowe.

1. Akceptacja dojrzałego ciała

Żyjemy w świecie, w którym bycie szczupłą, młodą, uśmiechniętą jednostką ze lśniącymi w ciemnościach zębami jest wymagane niczym tlen. Jeśli komuś nie uda się umrzeć w młodym wieku, to później czeka go szereg rozczarowań: zmarszczki, zwalniający metabolizm, szarzejące skóra i włosy, cellulit czy obwisłe ramiona.

Opublikowany przez Sanatorium miłości TVP Niedziela, 27 stycznia 2019

Oczywiście jedną sprawą jest dbanie o siebie, ćwiczenia i odpowiednia pielęgnacja, ale drugą jest zwyczajne starzenie się ciała. Choć wielu próbuje, tylko Cher udało się zatrzymać ten proces. Być może więc warto zawalczyć o to, by na widok 70-letniego mężczyzny bez koszulki nie mieć odruchu wymiotnego? Ciężko się to czyta, ale umówmy się: taka jest rzeczywistość wielu młodych osób, w takiej kulturze jesteśmy wychowywani. Dobrze zaakceptować dojrzałe ciało, bo za te kilka dekad obudzimy się być może w podobnych. A nie życzę nikomu, by czuł obrzydzenie na widok samego siebie.

2. Życiowa mądrość

To, co wyróżnia Sanatorium miłości na tle innych programów quasi randkowych to fakt, że uczestnicy tego show naprawdę coś w życiu przeżyli. Niektórym umarła druga połówka, ale chcą jeszcze coś poczuć. Inni zmagają się z samotnością. Kolejni mają wnuczki, ale marzą o budzeniu się przy czyimś boku. Większość poznało smak miłości i jest doświadczona przez życie.

To tak zwana życiowa mądrość. Mądrość polegająca na splocie przeżytych sytuacji i doświadczeń, jakie ci ludzie zbierali przez dziesiątki lat życia. To nie oznacza, że zjedli wszystkie rozumy, nie popełniają błędów i nie mówią głupot – każdy i każda z nas będą robić je zapewne przez całe życie. To jednak oznacza, że ci ludzie nieco świadomiej podchodzą do tego, co jeszcze chcieliby w życiu przeżyć i poczuć. W świecie, w którym każe nam się być wszędzie i robić wszystko, taka obserwacja naprawdę daje do myślenia.

3. Akceptacja różnic

XXI wiek i współczesne media chcą nam narzucić myślenie zero-jedynkowe: ktoś jest wspaniały, a ktoś potworem. Jedni mają być fajni, inni beznadziejni, mądrzy kontra głupi, ładni kontra brzydcy… Można tak bez końca. Skrajne emocje przyciągają zainteresowanie, mnożą publikacje, zagrzewają ludzi do dyskusji, które są reklamą każdego programu.

Opublikowany przez Sanatorium miłości TVP Czwartek, 10 stycznia 2019

Tymczasem spójrzmy na Cezarego z Sanatorium miłości. Z jednej strony wyraża seksistowskie poglądy o tym, jak kobiety powinny wyglądać i że w dzisiejszych czasach są zbyt wyzwolone. Z drugiej strony w drugim odcinku programu odbył z Martą Manowską szczerą rozmowę na temat swojej nieżyjącej żony. Czuć było wielki szacunek, tęsknotę, wciąż tlące się uczucie mimo 11 lat od odejścia kobiety. Łatwo napisać o Cezarym kilka niemiłych epitetów, ale patrząc szerzej widać wyraźniej (oczywiście na tyle, na ile możemy zobaczyć kogoś na podstawie programu telewizyjnego), że to nie jest osoba jednowymiarowa. I śmiem zaryzykować, że nikt z nas nią nie jest, że nikt z nas nie jest jednoznacznie cool albo not cool.

4. Pokora

Brak szacunku wobec osób dojrzałych jest niestety często smutną rzeczywistością. Nie chodzi mi tu o teatralne ustępowanie miejsca w autobusie (choć czasami, gdy zauważamy taką potrzebę, oczywiście wypada to zrobić), ale o szacunek w każdej sytuacji w sklepie, w przychodni czy… także w domu. Osoby dojrzałe często są samotne i zwyczajnie chcą się wygadać. Nie oznacza to, że chcą nas zagadać na śmierć, nie oznacza to też, że nie mają nic ciekawego do powiedzenia. Czasami po prostu korzystając z okazji mówią cokolwiek, skoro mają na to szansę. Inne zaś mogą mieć problemy ze słuchem, wzrokiem czy poruszaniem się. Z pewnością nie oczekują litości, lecz ewentualnej pomocy. Nie użalania się, a traktowania jak pełnoprawnych ludzi, którzy mimo swoich obciążeń zdrowotnych, wciąż chcą żyć.

Pamiętajmy o tym, gdy jakaś pani zaczepi nas w sklepie i będzie chciała zamienić kilka zdań. Pamiętajmy o tym i nie niecierpliwmy się, jeśli nasz dziadek czegoś nie zrozumie czy będzie miał problem ze znalezieniem w pamięci jakiejś sytuacji. Nas też może spotkać któraś z dolegliwości. Warto się zastanowić, jak chcielibyśmy być traktowani. Ja chciałbym być traktowany bez współczucia, ale z szacunkiem. I tak też traktuję dojrzałe osoby.

5. Radość życia

Choć wychowani w kulcie tego, że tylko młodość jest fajna, na osoby dojrzałe patrzymy z politowaniem lub współczuciem, Sanatorium życia pokazuje nam inną perspektywę. Okazuje się, że osoby w drugiej połowie życia mogą mieć w sobie ciekawość, chęć do działania, werwę (której ja zazdroszczę Ninie!) i niezłe poczucie humoru. Mogą chcieć się bawić, tańczyć, chodzić na podryw i wygłupiać. Jasno widzimy, że życie – wbrew temu, co myśli chyba większość ludzi młodych i to chyba nie jest kwestia naszych czasów, a zwykły objaw młodości – nie kończy się po trzydziestce czy czterdziestce, a nawet nie po sześćdziesiątce czy siedemdziesiątce. Warto o tym pamiętać, gdy znowu będziemy na nie narzekać i biadolić, że nam się nie chce. Ja będę się starał.