reklama

2017: Łukasz Jakóbiak zakończył swoją karierę [ALE TO JUŻ BYŁO]

reklama

Łukasz Jakóbiak, po wielu latach usilnych prób, w okolicach 2016 roku zaczął być osobą rozpoznawalną. Jego internetowe talk-show 20m2 Łukasza było chętnie odwiedzane przez prawdziwe gwiazdy, jak Doda czy Edyta Górniak. Media cytowały, ludzie oglądali, popularność rosła.

Jak do tego doszło nie wiem

Wszystko zakończyło się na początku marca 2017 roku. I to z jego winy.

reklama

1.03.2017 Jakóbiak poinformował, że będzie gościem programu Ellen DeGeneres.

Umówmy się: zaproszenie Polaka przez jedną z największych gwiazd amerykańskiej telewizji to byłoby naprawdę gigantyczne wyróżnienie. Wszystkie portale zaczęły więc informować o tym zdarzeniu. Ciężko było bowiem przewidzieć, że domniemany gość okaże się zwykłym oszustem.

Dzień po dniu Łukasz Jakóbiak budował zainteresowanie wokół siebie i trzeba przyznać, że robił to na tyle sprawnie, że media połknęły haczyk.

Już 1.03 Plotek spytał się go o kulisy całej akcji. To była długa droga, starałem się o to od 3 lat. Za kilka dni napiszę dokładnie, jak do tego doszło. Myślę jednak, że duży wpływ na to, że zostałem zaproszony miały moje wystąpienia na TEDx-e, one są w wersji angielskiej – mówił im Łukasz Jakóbiak. Już mi bukują bilet, a nagranie pewnie będzie jutro albo pojutrze – powiedział wtedy.

I rzeczywiście 3.03.2017 celebryta opublikował zdjęcie, na którym widać go z krótko obstrzyżoną blondynką, która przypomina słynną prowadzącą.

Mistyfikacja

Tego samego dnia, 3.03, pojawiły się pierwsze oskarżenia o mistyfikację. Internauci porównali wystrój studia Ellen z tym, które pokazał Jakóbiak w swoich materiałach. Choć cała akcja została przygotowana profesjonalnie, to odnaleźli wiele nieścisłości. Ktoś dokopał się też do postów Jakóbiaka z 2015 roku, gdzie ten poszukiwał sobowtórki DeGeneres.

Sprawa się jebła, a Łukasz nie mógł dłużej milczeć. W końcu wyznał, że całe to zamieszanie miało sprawić, by Ellen zwróciła na niego uwagę i zaprosiła do swojego programu.

Warto: Narysowałam na sobie Łukasza Jakóbiaka i to zmieniło moje życie

Samo zwrócenie na siebie uwagi w konkretnym celu nie jest niczym niewłaściwym, ale Łukasz zapomniał o jednym: mistyfikacja ma swoje granice. W momencie, w którym oszukujesz przyjazne ci dotąd media, kłamiesz o rzeczach, które nie istnieją i zmyślasz projekty, musisz liczyć się z tym, że dziennikarze konkretnie wkurwią się. I nie ma im się dziwić, bo skoro osoba publiczna mówi o projekcie, który nie istnieje i robi to tylko dla popularności, to dla mediów jest to mina.

Wkurw

Jakóbiak z dziennikarzy zrobił idiotów, a z mediów gówno. Ciężko do tych ostatnich mieć pretensje, bo dotąd nikt inny nie wpadł, by robić takie akcje. Wyobrażacie sobie, by Edyta Górniak mówiła, że weźmie udział w programie X i jutro ma nagrania, a program X nic o tym nie wiedział? No właśnie.

Media mediami, ale prawdziwy wkurw miał miejsce w komentarzach. Oczywiście wyzywanie, grożenie czy poniżanie zawsze są naganne, ale ciężko uniknąć krytyki, gdy robisz z ludzi debili i zwyczajnie kłamiesz. Nikt tego nie lubi.

Tuż po rozpoczęciu całej awantury Jakóbiak wziął udział w Azja Express, co jeszcze wydłużyło jego konsekwencje po tym fuck upie i być może ostatecznie go pogrążyło. Gdyby szybko zniknął, ludzie prędzej by zapomnieli, a tak chcąc nie chcąc widzieli go non stop w reklamach programu, w programie, w omówieniach w sieci. I o wkurwie nie zapominali.

Życie po życiu

Minęły dwa lata i z pewnością dla Jakóbiaka nie był to łatwy okres. Stracił kontrakty reklamowe, większość gwiazd odsunęła się od niego. Zaczął być śmierdzącym jajem, niepopularną jednostką, z którą lepiej nie pozować do zdjęć.

Łukasz wciąż prowadzi internetowe talk show, lecz na próżno szukać w nim gwiazd. Teraz celebryta skupia się na psychologach, osobach kreatywnych i innych, często ciekawych, lecz niepopularnych jednostkach. Prowadzi wykłady, angażuje się charytatywnie.

Czy się zmienił? Mówi, że tak. Czy to prawda? Można mieć taką nadzieję. Czy ludzie zapomnieli o skandalu, jaki wywołał? Co jakiś czas wracające memy z jego udziałem świadczą o tym, że chyba wciąż nie.

Nasze najnowsze wideo

Zobacz też