Michał Wiśniewski to postać tak barwna, że opisanie wszystkiego, co działo się pod i dookoła tej czerwonej czupryny z pewnością zasługuje na oddzielny zespół badaczy i analityków. My zaś skupimy się na niedługim, ale bardzo intensywnym epizodzie sprzed 14 lat, gdy Wiśnia objawił świat swoje alter ego w postaci Reni Pączkowskiej.

Można uznać, że Renia była pierwowzorem takich postaci, jak Cleo, a więc mocno czerpiących z folkloru i biesiadnych klimatów. Nie jest pewne, skąd ta chwilowa transformacja, chęć założenia na siebie kiecki i plastikowej peruki. Jednak w ten właśnie sposób, w 2005 roku, w mediach głównego nurtu zaistniała pełnoprawna (choć, przyznajemy, nieco uboga) drag queen.

2005: Na świat przychodzi “Chinka Czikulinka” [ALE TO JUŻ BYŁO]

Płytę Pączkowskiej promował wydany w sierpniu 2005 roku singiel Hop hop hop, który Renia nagrała z ukraińską gwiazdą dragu – Wierką Serdiuczką. Przypomnijmy sobie ten utwór…

Piosenka spotkała się z dużym zainteresowaniem. Michał Wiśniewski był wtedy wciąż w rozkwicie kariery, a Wierka wiodła prym na Ukrainie. Co ciekawe, było to dwa lata przed narodzinami eurowizyjnego hitu Serdiuczki, Dancing Lashla Tumbai.

Utwór chwycił, więc Renia i Wierka usiadły przy wódce (tak to sobie wyobrażamy) i nagrały cały album. Wypełniły go disco-biesiadnymi przebojami w klimacie weselnym.

Czujemy uniesione w niesmaku czoło Wojciecha Manna, ale kto nie lubi skakać po paru głębszych do słowiańskich rytmów? Ano właśnie.

Tęsknimy za Wiśnią w wydaniu Reni Pączkowskiej. W epoce Drag Race uważamy, że Michał totalnie powinien przywrócić do życia swoje dragowe alter ego. Tylko lepsze peruczki by się przydały.