„Walka o lepszy dostęp do opieki zdrowotnej to walka o całe społeczeństwo” [WYWIAD]

16125
views
18.06.2016 Warszawa Protest lekarzy rezydentow fot. Andrzej Hulimka/REPORTER

Przeprowadziłem ten wywiad dzięki pomocy Martyny Równiak w „Samodzielnym Publicznym Dziecięcym Szpitalu Klinicznym”, dnia siódmego października 2017 roku, w trakcie protestu głodowego lekarek i lekarzy. Tekst ten ukazał się w Opinii Bieżącej i w Vogule Poland. 

Wojciech Łobodziński: Kim jesteście i czym zajmujecie się w ramach ochrony zdrowia?

Mikołaj Sinica: Nazywam się Mikołaj Sinica i jestem lekarzem stażystą w Poznaniu.

Katarzyna Moskalik: Nazywam się Katarzyna Moskalik, jestem lekarzem stażystką z Grodziska Mazowieckiego.

W jaki sposób się tu znaleźliście, co was motywowało?

MS: Przyjechaliśmy wykazać solidarność z lekarzami, wszystkimi zawodami medycznymi i dołączyć do protestu głodowego. I tym, że tak powiem zrywem, zaakcentować katastrofalną sytuację w ochronie zdrowia i walczyć o wzrost nakładów finansowych na wydatki.

KM: Poza tym wymieniamy się z kolegami i koleżankami, którzy z powodu złego stanu zdrowia musieli opuścić głodówkę. Ja wczoraj podmieniłam koleżankę z Grodziska Mazowieckiego.

Jakie są cele protestu, jego założenia? Macie nadzieję, że spełni on swoje cele?

MS: Naszym pierwszym postulatem jest szybszy niż planowany wzrost nakładów na ochronę zdrowia do 6,8% z próbą dojścia do 9% w następnych latach. Wzrost zarobków wszystkich zawodów medycznych, ograniczenie biurokracji w medycynie.

KM: Skrócenie kolejek do lekarzy specjalistów, poprawa leczenia specjalistycznego i dostępności leczenia dla pacjentów.

MS: Jest to kompleksowe, całościowe spojrzenia na całą ochronę zdrowia. Nie są to tylko sprawy lekarskie.

KM: Bo w takim stanie, z takim finansowanie z jakim jest, nie jesteśmy teraz w stanie zapewnić pacjentom godnej opieki na poziomie Unii Europejskiej.

MS: Obecnie Polska wydaje pomiędzy 4,2 a 4,6% PKB na ochronę zdrowia. Minimalną wartością rekomendowaną przez WHO jest 6,8%. Ministerstwo Zdrowia planowało dojść do 6% PKB w 2025 roku. Naszym zdaniem jest to zdecydowanie za późno. Warunki w działaniu ochrony zdrowia są wynikiem wieloletnich zaniedbań i wielu problemów. Obecnie jesteśmy w sytuacji, kiedy nie można już czekać. My temu, co się dzieje, mówimy nie. Trzeba coś zrobić teraz.

Macie w ogóle nadzieję, że te walki zadziałają, zmienią zastaną sytuację? Mając w pamięci poprzednie starania pracowników i pracowniczek służby zdrowia. To jest chyba najważniejsza kwestia.

MS: Od dwóch lat prowadzimy już rozmowy jako Porozumienie Rezydentów i Porozumienie Zawodów Medycznych z Ministerstwem Zdrowia.

KM: Organizowaliśmy pokojowe pikiety i manifestacje, które nie odniosły skutku.

MS: Przede wszystkim nasze działania miały na celu zachowanie jak największego szacunku do pacjenta, również szacunku dla strony rządzącej. Były one i nadal są apartyjne. Wyrażaliśmy nasze potrzeby bez wparcia jakichkolwiek sił politycznych. Jednak nie dało to żadnych rezultatów. Nasze rozmowy nie odniosły żadnego sukcesu. Byliśmy zbywani, nie przedstawiano nam konkretnych rozwiązań lub próbowano dzielić nasze środowisko oferując podwyżki jedynie wybranym specjalizacjom czy wybranym zawodom. W sposób zupełnie niezgodny z naszymi postulatami, zignorowano nasz projekt obywatelski, pod którym zebraliśmy prawie 250 tysięcy podpisów. Dotyczył on wzrostu nakładów na ochronę zdrowia i płacy minimalnej. Ten protest głodowy jest takim ostatecznym zrywem, kolejną eskalacją konfliktu, przy czym my nadal staramy się jak najmniej zaszkodzić pacjentom. Nie chcemy odchodzić od łóżek, nie chcemy zaczynać strajku generalnego, nie chcemy doprowadzić do destabilizacji sytuacji w całej Polsce, dlatego wybieramy taką formę protestu. Ta radykalna forma protestu [głodowego] była ostatecznością, gdy nic inne nie skutkowało.

Czy to, co się tutaj dzieje, ma swój odbiór w całej służbie zdrowia? Mają miejsce jakieś solidarystyczne działania?

MS: Zawiązaliśmy komitet protestacyjny Porozumienia Związków Medycznych, który zrzesza wszystkie związki zawodowe wszystkich zawodów, to jest około 10 – 11 związków. To psycholodzy, fizjoterapeuci, radiodiagnostycy, ratownicy i inne zawody medyczne. Psycholodzy, ratownicy i fizjoterapeuci przychodzą tu do nas i pomagają nam psychicznie. Ratownicy też dołączają do nas. W przypadku dalszej eskalacji planujemy działać wspólnie.

Jak osobiście odbieracie to, jak działa ochrona zdrowia? To jaka panuje w niej atmosfera pracy, stosunki?

KM: Braki kadrowe bardzo wpływają niestety na to, jak zajmujemy się pacjentami. Braki przede wszystkim pielęgniarek opóźniają wszelkie procesy pielęgnacyjne pacjentów. Jest to zdecydowanie mało efektywny system.

Raczej mam na myśli odczucia związane z atmosferą pracy.

KM: Bardzo napięta, znowu z braków kadrowych, atmosfera wśród personelu.

MS: W dyżurkach lekarskich mamy albo lekarzy bardzo starych, którzy są na emeryturze i nie wyrabiają z pracą, ale cały czas pracują, albo lekarzy bardzo młodych, którzy cały czas dorabiają, żeby mieć za co żyć. Utrzymują się z kilku miejsc, bo nie są w stanie z jednego etatu. W dyżurkach pielęgniarskich wieje pustką, bo pielęgniarek jest katastrofalnie mało. Wśród innych zawodów medycznych też jest niewiele osób, coraz mniej. Sytuacja się pogarsza dosłownie z dnia na dzień, wobec naprawdę katastrofalnych warunków płacowych, warunków pracy. Pielęgniarki są już rekrutowane na studiach do wyjazdów zagranicę. Ogromna ilość osób, która ukończyła pielęgniarstwo, nie podejmuje pracy w zawodzie, bo im się to nie opłaca. Mnóstwo lekarzy dorabia sobie w innych zawodach, na kasie w Biedronce czy selekcjonerce w magazynie. Nawet barman zarabia więcej niż lekarz stażysta. Sytuacja jest dość ciężka. Z jednej strony ta praca daje dużą satysfakcję z pomocy pacjentom, z pomocy ludziom, ale ciężko z samej takiej pomocy wyżyć. O ile młodzi ludzie są jeszcze pełni zapału i entuzjazmu, to wypalenia następuje coraz szybciej ze względu na to, że te warunki pracy są naprawdę niedofinansowane, warunki płacowe skrajnie nieatrakcyjne. Nie jest dobrze.

KM: Wiele osób musi pracować bardzo dużo godzin, na przykład czterdzieści, co również oczywiście wpływa na opiekę nad pacjentem i na stosunki w pracy.

Praca po trzysta godzin jest normą, czasem nawet więcej. Pracownicy są zmuszani do pracy na oddziałach ratunkowych poza programem specjalizacji.

KM: W nocnej pomocy lekarskiej.

MS: Po prostu nie ma ludzi, którzy to zrobią. A też każde z nas ma poczucie obowiązku, że nie może zostawiać oddziału samego.

Sami myśleliście o wyjeździe zagranicę?

MS: Oczywiście.

KM: Tak, każdy myślał (śmiech).

I jak, wielu waszych znajomych ze studiów wyjechało, czy nawet teraz gotuje się do wyjazdu?

KM: Na moim oddziale wszyscy rezydenci potwierdzili chęć wyjazdu, to jest sześć osób. Jak zauważyłam, coraz więcej osób, które nie chciały wyjechać, teraz zmieniły zdanie. Bo widzą, że warunki pracy od wielu lat się nie zmieniają i nie ma chęci od strony rządu, by coś zmienić teraz, by poprawić tę sytuację.

Jak myślicie, jak duża jest świadomość w społeczeństwie na temat tego, co tutaj się dzieje? Jak pacjenci czy opinia publiczna odbierają wasze żądania?

MS: My otrzymujemy dużo głosów poparcia. Codziennie przychodzą do nas lekarze, studenci i pacjenci. Przynoszą nam wodę, pomagają nam utrzymać wszelkie warunki czystości. Liczymy, że społeczeństwo zrozumie, że nie walczymy tu dla siebie, a dla nich. Walka o lepszy dostęp do opieki zdrowotnej, to walka o całe społeczeństwo. Czas na Zdrowie+.

Mam wrażenie, że w Polsce, szczególnie w Warszawie, panuje pogląd, że strajki nie powinny mieć miejsca, że powinno się te sprawy „inaczej” rozwiązywać.

MS: Przede wszystkim to nie jest strajk, to jest protest głodowy. Strajk jest ostatecznością. Protest głodowy jest metodą kontrowersyjną. To nie jest tak, że my zaczęliśmy od takiej formy, że jesteśmy roszczeniowi. My przez dwa lata robiliśmy różne inicjatywy, delikatne formy protestu, poruszania problemu, o którym rozmawialiśmy z ministerstwem. Mamy analizy finansowe, które mówią, że to wszystko jest możliwe. Tylko wymaga to woli ze strony Ministerstwa Zdrowia. Mam wrażenie, że naszymi działaniami zaczęliśmy zmieniać postrzeganie lekarzy przez społeczeństwo. Pokazaliśmy, że lekarze, którzy zarabiają miliony, jest to procent, ułamek tego środowiska. Większość z nas jeździ starym oplem, ma kawalerkę lub dwupokojowe mieszkanie i kredyt we frankach. Lekarz stażysta zarabia 2007 złotych brutto, a lekarz rezydent 2200-2500 netto.

KM: Albo w ogóle nie ma kredytu. Bo nie ma zdolności kredytowej przez wiele lat.

Jak sądzicie, co jest głównym czynnikiem tego, że Ministerstwo Zdrowia nie chce spełnić waszych żądań?

KM: Ministerstwo nie wykazuje chęci współpracy z nami.

MS: Chęci może ma, ale musi dostać pozwolenie od Ministerstwa Finansów.

KM: A tych zdaje się brakuje.

MS: Albo nie chcą przesunąć wydatków: na wojsko, dziecko+, na wiele innych rzeczy.

KM: Jest bardzo dużo priorytetów.

MS: Wasze lewicowe gazety wiedzą lepiej, gdzie się marnuje pieniądze.

KM: I niestety zdrowie nie jest w tym momencie na liście priorytetów.

MS: Co roku jest miliony niewykorzystanych pieniędzy z funduszu pracy. Mi się wydaje, że wzrost nakładów na ochronę zdrowia zredukuje liczbę pieniędzy, która jest wydawana na zwolnienia lekarskie, renty. Ludzie, którzy czekają na rehabilitacje pół roku, rok, są cały czas na zwolnieniu. Nie wytwarzają żadnego produktu. Wypłacane są im pieniądze przez państwo, a te pieniądze mogłyby pójść na leczenie, na przyśpieszenie kolejek. Na to, żeby oni nie byli na zwolnieniu. Duże korporacje inwestują w dodatkowe pakiety medyczne, po ty, by pracownik został jak najszybciej został przywrócony do pracy, by był zdrowy. I to myślenie przynosi zyski.

A co sądzicie o takiej strukturze służby zdrowia, która istnieje w Polsce teraz, że mamy obok siebie sektor prywatny i publiczny, gdzie sektor prywatny trzeba opłacać, trzeba mieć ubezpieczenie w danej korporacji, dzięki czemu ludzie otrzymują znacznie lepszą opiekę medyczną.

KM: Sektor prywatny też zaczyna być niewydolny.

Martyna Równiak: Tak, czekam na USG piersi piąty miesiąc, w Luxmedzie.

KM: Niestety, braki kadrowe widać także w korporacjach i prywatnych centrach medycznych, gdzie kolejki w tym momencie nawet przekraczają te NFZ-towskie. Tak więc ten system działał do pewnego momentu.

MS: Przede wszystkim prywatne leczenie nie sfinansuje chorób, których leczenie jest najbardziej kosztowne. Nie będzie się tam leczyć nowotworów.

KM: Ani chorób reumatologicznych, nie będzie się wdrażać w drogie programy lekowe z Unii Europejskiej. Dlatego potrzebny jest publiczny sektor.

MS: Są choroby, na które wydaje się miliony złotych. Pojedyncze jednostki chorobowe potrafią kosztować miliony złotych, setki tysięcy. Niestety, zdrowie jest dużym wydatkiem. I składki zdrowotne, które płacimy, to jest coś, co płacimy jako całe społeczeństwo. Płacimy to na nas, na siebie. Jeśli ja płacę 300 złotych miesięcznie, czemu nie mam z tego leczenia. To jest umowa solidarnościowa, tak samo jak płacenie składek na ZUS. Płacimy po to, by osoby bardzo ciężko chore miały zapewnioną opiekę. Płacimy za mało i za mało jest też dofinansowania z budżetu państwa.

Czym różnią się warunki zatrudnienia w sektorze prywatnym a publicznym? I co spowodowało, że tamten sektor również jest niewydolny? Czy nie było jakiegoś odpływu pracowników i pracowniczek z sektora publicznego do prywatnego?

KM: Coraz więcej firm decyduje się na to, by ubezpieczyć pracownika prywatnie, właśnie tak, jak Mikołaj mówił. Żeby na pewno osoba chora szybko wróciła do pracy. Jako że braki kadrowe istnieją, mało jest lekarzy w Polsce, więc również i prywatne centra medyczne mają trudności ze znalezieniem specjalistów, a pacjentów przybywa. Jest coraz więcej chorych ludzi, więc ten system też stał się niewydolny.

MS: Warto podkreślić, że w Polsce jest najmniej lekarzy w Unii Europejskiej. Statystyka to dwoje lekarzy na 1000 osób. Mimo przechodzenia lekarzy z publicznego sektora do prywatnego, lekarzy jest nadal za mało, by mogło to funkcjonować. To jest skończona liczba, bardzo niewielka.

Czyli sądzicie, że jeśli ten protest głodowy się powiedzie, to zmiany doprowadzą do tego, że będzie kompletnie inna sytuacja w całej ochronie zdrowia, nie tylko publicznej, ale i prywatnej?

KM: To są procesy, które trwają lata. To zapoczątkuje na pewno pozytywną zmianę na przyszłość.

MS: Dobrą zmianę…

KM: W ciągu miesięcy pacjenci zmiany nie odczują. To są całe lata zaniedbań, przerzucania problemów przez kolejne kadencje rządów.


Redagowała: Natalia Rojek
Zdjęcie: fot. Andrzej Hulimka/REPORTER/East News

Współzałożyciel i redaktor gazety Opinia Bieżąca, współtwórca grupy Queer Solidarnie. Lewicowy aktywista, szczególnie związany z działalnością związkową i lokatorską. Studiuje filozofię na Uniwersytecie Warszawskim. Najbardziej interesuje się myślą postoperaistyczną i filozofią polityki.
PODZIEL SIĘ