Tylko smutniej, tylko samotniej

10246
views

Polska, jak wiemy, jest krajem, w którym rzadko żyje się dobrze. Częściej możemy powiedzieć, że jest raczej znośnie. Większość z nas zarabia śmiesznie niskie pieniądze, reszta zdecydowanie za mało, a tych, którzy zarabiają bardzo dużo, nie widujemy na oczy nigdy. Niemal każdy pieniądz, każda pensja, wiąże się z okresowym załamaniem psychicznym i przemęczeniem, samotnością, kompletnym odosobnieniem. Atmosfera dzięki temu panuje dosyć ponura. Studia? Nie wiadomo czy je kończyć, gdy się na nich jest, nie wiadomo czy zaczynać, gdy się ich jeszcze nie ma. Warunki nauki są straszne. Uczelnia nie raz wprawia człowieka w to samo, co praca. Polityka natomiast nie oferuje nam nic, bo albo nie mamy narzędzi do myślenia o niej (nikt ich nam nie dał, bo po co?), albo po prostu nie mamy czasu, jesteś przemęczeni i przemęczone studiami lub pracą. Najczęściej są zwykłą farsą, którą zajmują się mieszczanie i mieszczanki z dużych i bogatych miast, a przeważnie z jednego, czyli z Warszawy. Ci, którzy głosują, robią to najczęściej z przyzwyczajenia. Kiedyś zwykło się myśleć, że wejście do Unii zmieni w tym kraju wszystko. Dla znacznej części nie zmieniło nic, prócz tego, że można stąd łatwiej wyjechać, dzięki czemu łatwo teraz Unię krytykować.

Wizji tego, jak z takiej depresji wyjść, nie ujrzeliśmy w działaniu zmierzającym do realnej zmiany nigdy, szczególnie czytelniczki i czytelnicy Vogule. Część z Polaków jednak ujrzała wizję im odpowiadającą: faszyzującą, całościową, przepełnioną autorytaryzmem i ślepą wiarą. Polska Katolicka, Konserwatywna, Narodowa, Biała, Brutalna i Jednolita, czasem prymitywnie i łopatologicznie wolnorynkowa. Pod władzą silnej ręki, która ukarze winnych tej depresji. Jeśli coś tu pominąłem, wybaczcie, lecz i tak wszyscy dokładnie wiemy, o co chodzi. Co by nie mówić, jest to dość kompletna i spójna wizja, w mainstreamie obecna zarówno przed osiągnięciem hegemonii, jak i po nim. Każda partia ma z nią coś wspólnego. Jeśli ktoś wątpi, niech spojrzy na polski parlament, który głosował za uczczeniem piętnastego września, czyli rocznicy powstania Narodowych Sił Zbrojnych  (przeszło jednomyślnie). NSZ wyznawały faszystowską ideologię, która doprowadziła do tego, że znaczna część z nich w trakcie II wojny światowej zajmowała się mordowaniem nie-polaków, komunistek, socjalistów i innych,  którzy nie pasowali do prymitywnej wizji NSZ. Spójrzmy również na to, czy jakaś mainstreamowa partia jest za związkami jednopłciowymi, ale tak na serio. Niestety nie! Czy jakaś partia na poważnie traktuje uchodźców jak ludzi z krwi i kości, którzy uciekają przed wojną, a nie jako fantazmat i narzędzie polityczne? Też nie. A co z aborcją? A co prawem pracy? A lokatorkami? A co z…?

Jednak czy coś tej wizji zostało przeciwstawione? Jestem pewien, że nie. Liberałowie nie mają żadnej. Ma być tak, jak było lub tak, jak jest gdzie indziej. PO rządziła 8 lat, a ja nadal nie wiem, co chciała osiągnąć. Prócz zdobycia władzy. Miało być dobrze i miło. Ot cała wizja ucieleśniona przez nieogarniętego Schetynę czy nudną Kopacz). Nowoczesna natomiast nawet nie udaje, że ma jakąś wizję. Trudno cokolwiek powiedzieć o ludziach z tej partii, prócz tego, że chcą więcej wolnego rynku i że są po prostu kiepscy. Świadczy o tym wszystko, co próbowali zrobić (roszady w partii, protesty, „nowe propozycje”) lub powiedzieć. Lewicy natomiast po prostu nie ma, namacalnie jej nie uświadczymy. Jej wizje, choć często słuszne i egalitarne w swej artykulacji i strukturze, są produktami ludzi, którzy mają za co żyć, są z miasta i mają wykształcenie. Styl prowadzenia polityki to trochę liberalnego technokratyzmu a la eksperci i ekspertki oraz memy i brak poczucia humoru. Zamiast tworzyć teorie i praktykę lewicową w zakładach pracy, kamienicach, mieszkaniach, tworzy się ją w dusznych salach uniwersytetów, hipsterskich knajpach przy piwie lub w zamkniętym gronie „oświeconych”. W kraju, w którym nikt prawie nie czyta tekstów dłuższych niż strona A4 (bo nie ma czasu, nie umie, bo w naszej społecznej rzeczywistości to nieprzydatne itd.) ani takich, gdzie pojawiają się słowa polityka i dyskurs, taka lewica nie przejdzie. Lewica jest zbyt daleka od nagiego życia, nagiej rzeczywistości.

Wizje faszyzujące nie dość, że wpisują się w pustki, które wytworzył neoliberalizm (pustki te tym łatwiej jest wypełniać w Polsce ze względu na „komuchofobię”), to są w dodatku proste, skuteczne i nastawione na bliskie większości z nas problemy. Odpowiadają one chęci zmian, choć nic na dobrą sprawę nie zmieniają. Potęgują tylko kapitalistyczną opresję i ponurość do nieznanej wartości. Po pierwsze potrafią ona tworzyć wspólnotowość: na wykluczeniu, lecz zawsze lepszą niż żadna. Jedyne wspólnoty, jakie mamy dziś to te albo religijne, „patriotyczne” i konserwatywne, albo takie oparte na modelach konsumpcji (mieszczańskie hipsterstwo, inteligencja itd.), złudne. Po drugie odpowiadają na mizerność dzisiejszej sytuacji politycznej prostymi sloganami, czarno-białością. Rzeczywistość ta jest zbyt skomplikowana, by te odpowiedzi były prawdziwe, ale jeśli nikt inny ich nie daje, zostaje nam to. Po trzecie niosą recepty, a te są niezbędne.

Dłużej tak być nie może i wszyscy o tym wiemy: wie to socjalizujący bogacz Bill Gates czy badaczki i aktywiści Warufakis, Piketty, Negri, Mouffe, bell hooks, wie wielu innych ludzi. Wiedzą to politycy starego neoliberalnego stylu, próbujący nie utonąć, sprzedający nam nowe twarze starej idei. Nie wrócimy do dawnych czasów. Chwila na coś nowego.

Jeśli chcemy stworzyć wizję nowego, egalitarnego społeczeństwa polskiego, w którym polityka jest narzędziem, które każda z nas zna i które jest dla ludzi; w którym praca i studia, produktywna aktywność, nie opiera się na jawnym doprowadzającym nas do depresji wyzysku; w którym mamy prawdziwe wspólnoty, a nie oparte na konserwatywnym autorytecie, wierze i wykluczeniu; musimy najpierw pomyśleć, jak ją stworzyć, tak by się udało. Inaczej będzie tylko gorzej, tylko smutniej, tylko samotniej.

 

Następny mój artykuł będzie poruszał temat antyfaszystowskiej demonstracji, która odbędzie się 11 listopada, a rozpocznie się na placu Politechniki o godzinie 14:00 w Warszawie. Będę mówił w nim o tym dlaczego warto na nią iść, z perspektywy wielu organizacji, które biorą w niej udział m.in. Warszawskiego Strajku Kobiet, Queer Solidarnie i Opinii Bieżącej. Pojawi się tam kwestia tego czy warto praktykować tylko taki rodzaj oporu, czy jednak trzeba pomyśleć wspólnie o nowych perspektywach i świeżych horyzontach.


redagowała: Natalia Rojek

Współzałożyciel i redaktor gazety Opinia Bieżąca, współtwórca grupy Queer Solidarnie. Lewicowy aktywista, szczególnie związany z działalnością związkową i lokatorską. Studiuje filozofię na Uniwersytecie Warszawskim. Najbardziej interesuje się myślą postoperaistyczną i filozofią polityki.
PODZIEL SIĘ