„Pitbull. Ostatni pies”: zaskakująca Doda, doskonały Dorociński i zaskakująca Nosowska [RECENZJA]

mat. prasowe

Nie zamierzam pisać o kulisach produkcji, zakulisowych przepychankach, kto miał reżyserować, a kto zagrać. To wszystko już wiemy, przeczytaliśmy tysiąc razy i chyba mamy już dosyć. Zwłaszcza, że „Pitbull. Ostatni pies” już w kinach, więc możemy w końcu rozmawiać o czymś, co istnieje, a nie – jak dotąd – co ma powstać.

Nie jestem znawcą serii „Pitbull”, nie jestem fanem pana Vegety, filmów sensacyjnych czy policyjnych – jak zwał, tak zwał. Nie będę więc oceniać czy część pasuje do pozostałych, czy mogło być lepiej czy gorzej i czy wybuchy kiedyś były lepsze, a teraz to szkoda gadać. Takie świeże spojrzenie pozwala jednak odciąć się od tego całego bagażu, który narósł wokół legendy „Pitbulla”.

Dobrze, zacznijmy od Dody, bo głupio byłoby ukrywać, że to ona jest największą gwiazdą tego filmu. Nie główną postacią w fabule, a największą gwiazdą. I pewnie fajnie byłoby tu napisać, że zagrała jak drewno i ogólnie debilka, ale wcale tak nie jest. Oczywiście rola jest pisana dla niej i oczywiście byłoby jej ciężej zagrać dramatyczną rolę delikatnej poetki, ale przestańmy gdybać – rola została dobrana do Doroty i Dorota wypadła w niej przekonująco. Pewnie jakąś tam zasługę miały w tym idealnie pasujące do jej urody i okazji stylizacje, za które odpowiadała Kaja Śródka, a pewnie trochę doświadczenie z psami oraz chujowymi facetami wkoło.

mat. prasowe

Coś ironicznego jest w tym, że pasuje jej giwera w dłoni. Rabczewska w filmie rządzi i dzieli, jej postać może nie jest wielowymiarowa, ale rozwija się w trakcie fabuły. Oscara za to nie będzie, ale Doda może być naprawdę dumna, bo jej angaż – tak chętnie krytykowany przed premierą – był strzałem w dziesiątkę. Przyciągnął wielkie zainteresowanie medialne, które zapewne przełoży się na bilety w kinach. A ona sama nie będzie się miała czego wstydzić po latach, serio.

Główną rolę w tej bajce o policjantach i bandytach gra oczywiście Despero, a więc doskonały Marcin Dorociński. Ciężko tu napisać coś odkrywczego, bo Dorociński zajebistym aktorem jest, a do tego przystojnym (ten wąs!), zdolnym i będącym ponad światek celebrycki, co pozwoliło mu się zgrabnie odsunąć od smrodku, który w pewnym momencie zaczął unosić się nad produkcją. Despero jest pięknie skomplikowany, a jego postać jest napisana tak dobrze, że w pewnym momencie można zawahać się po czyjej jest stronie. Jedno jest pewne: ja chcę być zawsze po jego…

mat. prasowe
mat. prasowe

Trzecią postacią, o której warto wspomnieć, jest Katarzyna Nosowska, która nieco niespodziewanie dołączyła do produkcji. Katarzyna ma w niej zaledwie epizod, ale jest to epizod naprawdę smaczny. W pierwszej sekundzie, gdy zobaczyłem ją na ekranie, pomyślałem: „Co ta Nosowska odpierdoliła… Po cholerę jej to…” W drugiej już wiedziałem, że zgrzeszyłem myślą, a w trzeciej kupiłem jej postać w całości. Pojawia się dosłownie na chwilę, ale jest to chwila, którą naprawdę warto przeżyć.

mat. prasowe

Iza Kuna doskonale sprawdza się w roli zimnej, podłej suki, a do tego pięknie wygląda w samej bieliźnie. Rafał Mohr jest o dziwo wiarygodny w roli mocnego chujka, Cezary Pazura jest świetny w sensacji (i przy tym powinien zostać, a nie jakieś kabarety i garkowciski…), a Marian Dziędziel jest tak doskonale brudny, oślizgły i zadymiony szlugami w tym swoim byciu starym, cynicznym gliną, że patrzy się na to z wielką satysfakcją.

Nie jestem fanem tego gatunku, jestem osobą szybko nudzącą się i uzależnioną od powiadomień, a ani razu nie wyjąłem telefonu w trakcie seansu. Wydaje mi się, że to naprawdę wielki komplement.

mat. prasowe

Ta quasi recenzja nie jest przez nikogo zamówiona i opłacona, choć zdaję sobie sprawę, że gdybym napisał, że Doda wypadła chujowo, to pewnie dostałbym od niej w papę. Ale gdybym się nie bał to i tak bym tak nie napisał, bo tak nie było.

PRZEGLĄD RECENZJI
Doda
Dorociński
fabuła
muzyka
brak Papryka Vegety
Twórca i redaktor naczelny Vogule Poland. Dziennikarz, wydawca, osoba.
PODZIEL SIĘ