„Piękny kraj”, bez homofobii, mitów i kłamstwa [RECENZJA]

17472
views

Piękny kraj, w reżyserii Francisa Lee, jest filmem na pewno przełomowym. Zmieniającym perspektywę myślenia o homoseksualizmie na prowincji.

Główni bohaterowie, a w zasadzie ich relacja i towarzyszące jej okoliczności, spotykają się na farmie jednego z nich. Johnny Saxby, którego życiowa rutyna polega na ciężkiej pracy i przypadkowym seksie, poznaje Gheorghe’a Ionescu, który wyemigrował z Rumunii do Anglii, gdzie podejmuje się pracy na farmie ojca Johnny’ego.

Kadr z filmu.

Syn farmera odnosi się początkowo do przybyłego emigranta w sposób, co tu dużo mówić, ksenofobiczny. Ten jednak, pochłonięty pracą, nie przykłada wielkiej do tego wagi, dopóki Johnny nie zaczął nagminnie go i wyzywać, i umniejszać jego pracy, samemu wykorzystując młodego rumuńskiego pomocnika oraz jego determinację. Młodzi mężczyżni z bójki przechodzą w miłosy uścisk (co jest w ogóle jakąś eksplozją męskości…), leżąc na sianie zmieszanym z gównem. Choć kochankowie są po inicjacji na świeżym powietrzu, to Johnny odnosi się do swojego przyjaciela w sposób odpychający, nie mogąc zaakceptować rodzącego się uczucia. Uwaga: uczucia, a nie swojej seksualności. Z nią główny bohater nie ma problemu, ani kompleksu.

Wydaje mi się, że oprócz naprawdę porządnych zdjęć oraz ujęć utrzymanych w stylu realistycznym, to na uwagę zasługuje zwyczajność dramatu. Rodzina, choć dowiaduje się o rzeczy przypadkowo, to zupełnie nie ma z tym większego problemu. A chłopcy nie mają problemu ze swoim pragnieniem seksualnym.

Obraz ten burzy wyobrażenie o homofobicznej prowincji, nieakceptujących się chłopach-gejach, a za to daje nam zwyczajną opowieść o miłości, której bohaterami jest gejowska para, zamiast stereotypowego męsko-damskiego układu.

Kadr z filmu.

I to jest, według mnie i, niezastąpionej towarzyszce przygód nieheteronormatywnych,  Martyny, fenomenalny zwrot ku zmienieniu perspektywy estetycznej. Dlaczego istnieje kategoria filmów „romantyczne” i „kino LGBTQ”? No, kurwa, dlatego, że żyjemy w męsko-heteronormatywnym świecie, gdzie to, co obce, nawet jak „romantyczne”, to romantyczne nie jest tylko pedalskie. A takie szufladkowanie, choć w dobrej wierze, jest zwyczajnie homofobiczne i heterocentryczne. A my, queery, nie żyjemy gdzieś w transcendencji, daleko, ale, na miłość boską, obok. Chuchamy sobie nawet w twarz, jeżdżąc zimą w tramwaju.

Zatem i polecam, i jeszcze raz nawet obejrzę Piękny kraj, który nie mitologizuje relacji męsko-męskich, nie czyni z gejów bohaterów, ale daje im możliwość bycia po prostu.

Sebastian Słowiński (ur. 1998 w Poznaniu) - antyfaszysta, współdziałający z Ogólnopolskim Strajkiem Kobiet, Obywatelami RP oraz Ruchem 20. lipca. Związany z Opinią Bieżącą, publikuje również dla Osiem Dziewięć. Interesuje się filozfią polityki, queerem oraz zjawiskiem faszyzmu. Studiuje na warszawskim MISH-u.
PODZIEL SIĘ