Myślowa biegunka 2017 [GĄSKA]

204
views

Międzynarodowa opinia publiczna zgromadzona w social mediach wyraża właśnie gremialnie niezadowolenie z obrotu spraw poprzez szereg tematycznych hasztagów. Go away 2016, tak wyglądałam na początku roku, a na końcu jestem już tylko odciętym uchem van Gogha, podczas gdy cała reszta artysty gdzieś zniknęła, rozpierzchła się, rozpłynęła, ewentualnie odpadła po gładkim cięciu nożem jak plaster salami od salami, lub plaster szynki od szynki.

W ciągu ostatnich 12 miesięcy globalny obieg informacji przemienił się magicznie w globalny obieg emocji. Kawałki faktów może i pływają w tej zupie, ale jest ona przyrządzona przede wszystkim z różnych humorów. A z humorów światłowody najlepiej przewodzą nie światło, tylko różne odmiany strachów.

Strachy to emocje najbardziej zaraźliwe, podobne w swej morfologii do ziewania. Kiedy ktoś obok ciebie ziewnie, zaraz też otwierasz paszczę szeroko i wydajesz stłumiony dłonią dźwięk (w tym punkcie ziewnęłam już 2 razy od samej myśli o ziewaniu). Sprawa nie do powstrzymania. O ile jednak ziewanie jest właściwie obojętne dla naszego samopoczucia ogólnego, to strachy już nie. Strachy rosną, prześladują, rozwarstwiają się w różne potencjalnie złe scenariusze, mutują w komunikacji w nowe strachy, powodują, że planujemy ucieczkę lub nastroszamy się agresywnie. Ze strachami związana jest myślowa biegunka, która rzadko leży obok jakiejś racjonalności, przeważnie daleko ją wyprzedza i leci z wywieszonym ozorem do przodu, aż wpadnie na ścianę.

Właściwie niegdyś można było twierdzić, że strachy są uzasadnione, bo pozwalają oceniać ryzyka i szacować możliwości. Owszem, mogło to mieć sens, kiedy pojedyncza jaźń nie musiała się codziennie podłączać do jaźni globalnej i obracać w swojej głowie przykrych wydarzeń z całego świata. Teraz można najwyżej mówić o psychologii tłumu przeżywanej indywidualnie. Czy koniecznie musimy osobiście przejmować się każdym martwym celebrytą? Czujemy, że musimy, bo inni się przejmują, a inni się przejmują, bo myślą, że muszą się przejmować, bo my się przejmujemy. I tak w kółko. Zdrowy mechanizm, jakim był korygujący wpływ strachu na nasze decyzje, zamienił się w zupełnie abstrakcyjną maszynerię zbiorowych lęków kreowanych, gdzieś, gdzie nie mamy na to wpływu.

Najmądrzej by było zatem nie przejmować się tym, że nadchodzi rok 2017, po którym społeczność międzynarodowa skupiona w social mediach nie spodziewa się niczego dobrego. Ciężko ujarzmić ukształtowany ewolucyjnie mózg, ale receptę na takie rzeczy wymyślają z powodzeniem ciągle od nowa Janowie Pawłowie drudzy tego świata. Stają w sukniach białych wśród białych gołębi pokoju wzbijających się pod sufit i mówią „nie lękajcie się”. Dlatego w czasach postprawdy to ludzie wiary będą się charakteryzowali najlepszym samopoczuciem. Śpieszę jednak wyjaśnić, że wiara jest raczej sposobem myślenia, niż przywiązaniem do Jana Pawła II.

Proponuję każdemu, żeby w 2017 roku wybrał sobie jakiegoś osobistego bożka (może być na przykład solniczka) i regularnie zwierzał mu się z ciężkich przeżyć codziennie przez piętnaście minut. Jeśli zaś z Internetu przyleci do niego jakiś strach, diabeł rogaty, to zanim postanowi go przekazać dalej w ramach misji powtarzania ważnych informacji, niech omówi najpierw tę sprawę z solniczką. Możecie być zaskoczeni mądrością waszych prywatnych bożków, którzy opanują może waszą bezmyślną potrzebę kłapania dziobem, gdy nie trzeba. Innej metody nie ma. Z bzdurą trzeba walczyć bzdurą. Nie używaj miecza w bitwie na poduszki, ani poduszek w walce na miecze mój ty mały, nieopierzony Jedi. Klaskać jedną ręką potrafią tylko ludzie wiary.


tekst, pupa i jej zdjęcie: Joasia Gąska

PODZIEL SIĘ