Nie ma brzydkich kobiet. Powieść „Marzenka”, odcinek trzeci

9001
views

W poprzednich odcinkach: 1, 2

Dzień pracy kończy się o szesnastej, bo wszystkie dziewczyny z redakcji muszą biec nagle z dziećmi do lekarza. I tak jest codziennie. Te dzieci dziewczyn z redakcji są strasznie chorowite. Tak chorowite, że dziewczyny właściwie nigdy nie mogą się pojawić w pracy przed jedenastą. Bobaski trzeba karmić, mierzyć im temperaturę i wykonywać inne bardzo ważne czynności przez cały ranek. Marzenka nie ma dzieci. Jako najmłodsza, nie miała jeszcze okazji zajść w ciążę. Nie przeszkodziło jej to jednak dostosować swoich godzin pracy do tych, w których działa cała redakcja. Nie będzie przecież siedziała tam sama. Jak człowiek zostaje sam, to zaczyna odczuwać taki dziwny niepokój. I nawet radio nie pomaga.

Dlatego teraz, o szesnastej dwanaście, opuściwszy biuro porusza się zgrabnie na swoich wysokich obcasach w stronę modnej i eleganckiej restauracji, w której spotka się z Magdą, prawniczką, oraz Nataszą właścicielką agencji Public Relations, swoimi najlepszymi przyjaciółkami.

Magda jest spokojna i ułożona, lubi się przechadzać po placu Trzech Krzyży i ubierać w czarne sukienki w białe grochy. Widziała takie w jednym z seriali i tak jej się spodobały, że wykupiła na wyprzedaży wszystkie w swoim rozmiarze (i jeszcze dwie „elki” na wypadek nagłego ataku efektu jojo). Magda jest bardzo ambitna i wbrew panującym trendom monogamiczna. Nie znosi swojego męża, to oczywiste, ale jednocześnie za bardzo sobie ceni stabilizację, żeby skakać beztrosko z kwiatka na kwiatek i finalnie zostać z ręką w nocniku. Jest starsza od Marzenki, co oczywiście napawa Marzenkę dumą. Jestem dojrzała ponad swój wiek – tak sobie myśli – jestem na poziomie takim jak osoby ode mnie starsze, bo szybciej się rozwijam. Magda jest też niestety ładniejsza, co już stanowi pewien problem, ale ponieważ nie startuje w wyścigu po mężczyznę, to ten problem nie jest znowu aż taki miażdżący. I nie zaprząta ślicznej główki Marzenki.

Natasza też jest starsza. Nikt jednak nie wie ile ma lat, pozostałe dziewczyny taktownie omijają ten temat. W każdym filmie byłaby tą sfeminizowaną kobietą sukcesu, która nie dała się wmanewrować w nieuczciwy i krzywdzący układ, jakim jest bez wątpienia małżeństwo. Siedzi w opiętej na tłustych boczkach zielonej, bardzo drogiej sukience, a z kącika karminowych warg zwisa jej pet, bo Natasza oszczędza mięśnie wokół ust na szczególną okoliczność robienia laski. A podobno od robienia laski robi się efekt misia panda (w sensie takie koliste zmarszczki mimiczne), więc w innych sytuacjach nie należy nadwyrężać mimiki.

Natasza pracuje w PR’rze. Dzwoni do ważnych ludzi i mówi słodkim głosem, że byłaby bardzo szczęśliwa, gdyby państwo przyszli się pouśmiechać do fotoreporterów. Dzień dobry, Natasza Malinowska z tej strony, dzwonię z agencji PR-Lifestyle. Byłabym niezwykle, bardzo zachwycona, gdybyśmy mieli okazję spotkać się na imprezie promocyjnej wódki, połączonej z pokazem pacynek o szczególnej wartości historycznej w przyszłym tygodniu. Oczywiście! Przyślemy limuzynę! I czerwony dywan nasz szofer rozwinie pod blokiem tam u państwa na Ursynowie, żebyście sobie przypadkiem nóżek nie zmoczyli.

Natasza to prawdziwa kobieta sukcesu.

Natasza i Magda siedzą przy stoliku w stylu minimalistycznym i szczebiocą. Zaraz przyjdzie też Sebastian, stylista-homoseksualista, pracujący w telewizji przy programie, do którego zgłaszają się otyłe, zakompleksione panie, które następnie zostają przebrane i wyretuszowane do zdjęć. „Nie ma brzydkich kobiet, są tylko kobiety niewystylizowane” – mówi często Sebastian z uśmiechem, którego nie powstydziłby się zachodnioeuropejski epizodysta z reklamy pasty do zębów. I kręci się wokół tych pań jak gówno w przeręblu i je przebiera i maluje, a one dzięki niemu choć raz w życiu mogą odejść od garów i poczuć się piękne, więc jeszcze długo po emisji wysyłają mu kartki świąteczne z podziękowaniami. Prywatnie Sebastian jest seryjnym monogamistą, kocha coraz to kogoś innego, ze szczególnym uwzględnieniem mężczyzn o wysokim statusie społecznym i obliczu znanym z bilbordów.

Jego twarz, pełna narządów zmysłów, przypomina trochę twarz hinduskiego aktora, który podskakuje do kakofonicznej muzyki w jakiejś bollywoodzkiej superprodukcji.

Marzenka czuje się tutaj jak ryba w wodzie. Lokal jest pełen ludzi sukcesu. Od wejścia towarzyszą jej pozdrowienia. Uśmiecha się więc promiennie i podchodzi do stolika, przy którym siedzą jej przyjaciółki.

– Poproszę wodę mineralną z lodem i cytryną. – rzuca od niechcenia w stronę kelnera.
– Och, Marzenka, jak pięknie wyglądasz! – mówi Magda.
– Naprawdę? Dziękuję, wcale się nie starałam.

Natasza wypuszcza z ust papierosa i wydmuchuje dym w twarz Marzenki z wprawą starej kurtyzany.

– Kochanie, powiem ci coś. Mężczyźni to plugawa rasa, bojaźliwa i co gorsza zupełnie nieużyteczna.
– Nie mówisz mi nic nowego. Czy coś się stało?
– Zadzwonił wczoraj do mnie ten idiota Mariusz i zapytał czy może przyjść z prezentacją o piętnastej, więc odparłam kobieco i zaczepnie, że może przyjść, ale co najwyżej na szybki numerek. Chi chi chi.

Marzenka wyciągnęła z torebki cienkie papierosy i zapaliła jednego.

– Przyszedł o tej piętnastej i tak jak obiecałam, wychyliłam się z krzesła biurowego w samych pończochach. – dokończyła w tym czasie Natasza. Zaśmiała się następnie głośno i dodała już z nieco poważniejszą miną. – Nigdy nie rzucam słów na wiatr.

Marzenka wypuściła dym z płuc i pomyślała, że podziwia Nataszę, bo jest prawdziwą feministką. Po czym się zawiesiła niczym stary pecet.

– Ale chwileczkę. Ale dlaczego są nieprzydatni? Przecież właśnie użyłaś go, przeżułaś jak gumę, że tak powiem.
– Tak, ale przez to, że my kobiety sukcesu jesteśmy teraz takie odważne i takie postępowe, oni zamknęli się w sobie i trzeba od nich ten numerek niemalże siłą wyegzekwować, a potem i tak uciekają w popłochu i skarżą się swoim żonom, nie tak odważnym i nie tak postępowym jak my, wieeeeesz, że są krzywdzeni, ciemiężeni, molestowani. Lecą do nich z płaczem i ślinią się w śliniaczki, które noszą w cywilu zamiast garniturów. – Natasza grzmiała z tym swoim dekoltem, wylewającą się sztuczną piersią, czerwonymi wargami i petem krążącym za gestykulującymi szponami, pociągniętymi delikatną emalią.

Magda zaczęła odczuwać niepokój spowodowany fanatycznym wystąpieniem koleżanki, więc złożyła usta w ciup i delikatnie jej przerwała.

– A co u ciebie Marzenko? Czy Bożenie podobał się twój najnowszy felieton?
– Zaakceptowała go owszem, ale minę miała nieco znudzoną, co nigdy nie zwiastuje niczego dobrego, wręcz przeciwnie, jest to sygnał podobny chmurom burzowym gromadzącym się na nieboskłonie.

Marzenka robi zatroskaną minę, ale szybko się rozpogadza, bo do stolika podbiega Sebastian cały w troskliwych misiach i wiosennych zapachach jak z kostki toaletowej.

– Jeny, ale miałem randkę z Tindera. – zaczyna nowy wątek. – To znaczy chyba. – dodaje.
– Jak to chyba? – pyta nagle zaintrygowana Marzenka.
– Ważne z kim! Ważne z kim! Z Robertem Rupertem stylistą fryzur z telewizji.
– Ale jak to chyba?
– A bo nie pamiętam, upiłem się po pracy na prezentacji nowej lokówki, historia konwersacji w aplikacji jednak zdecydowanie sugeruje, że się umówiliśmy, dzięki snapchatowi zaś udało mi się odtworzyć też drogę do domu. Wszystko wskazuje na to, że byłem gdzieś w okolicach Konstancina Jeziornej.

Marzenka przybija Sebastianowi piątkę i otwiera kalendarzyk, żeby dopisać do jego imienia kolejny krzyżyk, co oznacza, że to właśnie on obejmie prowadzenie w zabawie: „wyrwij VIPa”.

ciąg dalszy nastąpi

PODZIEL SIĘ