Jak działa queer?

11450
views
Richard Lindner, "Rear Window", 1971.

Niezręcznością jest pytać o to, czym jest queer, ponieważ niczym nie jest. Nie jesteśmy w stanie wskazać („to jest queer”) queeru, choć to pojęcie budzi zawsze jakieś emocje, podlega różnym wrażliwościom itd. Zamiast tego pytania, jak w wielu zresztą przypadkach, musimy zapytać: „jak działa”. Tak sformułowane pytanie pozostawia nas wolnymi od uprzedzeń, a przede wszystkim poznanajemy okoliczności, towarzyszące pojęciu.

Queer się dzieje i umyka próbom jego (albo jej, ponieważ queer wymyka się również formom językowym) definiowaniu. A więc — jak działa queer?

Robert Lindner, „Boy with Machine”, 1954

Przede wszystkim queer ma charakter czysto polityczny. Warto tutaj wspomnieć, że pierwotnie miało wydźwięk pejoratywny, tak jak w Polsce „pedał”, a dzisiaj jest pojęciem bardziej pozytywnym, aniżeli właśnie negatywnym. Choć niektórzy dołączają do „LGBT” literkę Q (queer), to pozostaje on/a zdecydowanie poza. Nie jest ani męski, ani damski. Nie należy też wyłącznie do społeczności nieheteronormatywnych. Gdy środowiska LGBT(+) ubiegają się o równouprawnienie, to queer pozostaje na uboczu, obserwując to z cynicznym dystansem. Małżeństwo jest przecież instytucją patriarchalną oraz przemocową u podstaw, nie ma nic wspólnego z charakterem wspólnot homoseksualnych, które tworzyły się zawsze obok norm społecznych. Więc próba dołączenia do „normalnego społeczeństwa” (ile razy słyszymy, że: „my [geje, lesbijki] kochamy tak samo!”) jest zdecydowanie sprzeczna z ideą queer.

Stawia opór, wytwarzając całkowicie nowe, i różne od dotychczasowych, formy relacji. Nie postuluje równości z normatywnym systemem wartości, tylko stwarza własne. Ale należy pamiętać, że ta twórczość jest totalnie inkluzywna — każdy może być queer; nie jest mu_jej narzucana żadna norma ani tożsamość.

Richard Lindner, „The Corset”, 1954

Ostatecznie możemy powiedzieć, że każda_każdy, który_która czuje dyskomfort zarówno jako „hetero”, jak i „homo”, znajduje alternatywę właśnie w queerze. Przecież i hetero, i homo wpadają w opresyjne mechanizmy przemocy normatywnej, która wymusza od nas jednoznacznej identyfikacji płciowej i/lub seksualnej; która nam mówi, jak mamy się ubierać; która mówi kogo, jak  i gdzie kochać; która mówi, co należy konsumować; która, co przede wszystkim, sprawuje nad nami kontrolę.

W ramach studiów nad queerem pojawiło się stanowisko konstruktywistyczne, które stawia tezę, że i seksualność, i płeć jest polityczną konstrukcją, a nie „naturalnym” (w sensie, biologicznym) uwarunkowaniem (stanem; inaczej: nie rodzimy się, na przykład gejem, ale nasze pragnienie jest tak normatywizowane, ustawiane). Jest to efekt tego, że władza poczyna sobie z nami, zagarniając naszą cielesność, aby ją wpisać w mechanizmy produkcji, wciągnąć w wielką maszynerię. I jak LGBT zostaje zaprzęgnięte do pracy na rzecz tej władzy, to queer jej bezczelnie ucieka, bo jest na tyle dziwaczny, że nie można nic z nim zrobić.

Queer działa jak wspólnototwórczy kolektyw, oparty na przyjaźni i miłości, stawiający opór ciasnym ramom moralnym oraz estetycznym. I nie jest próbą wejścia w łaski męskiej władzy, ale jest realnym zagrożeniem jej hegemonii. A więc zamiast odkrywać — stwarza; zamiast dążyć do normatywizacji i jasności, pozostaje na peryferiach i wykręca się w każdą stronę. Zmanierowana, szalona oraz nieokiełznana siła. Znaczy, po prostu, wspólną wolność.

Sebastian Słowiński (ur. 1998 w Poznaniu) - publicysta, poeta, antyfaszysta, współdziałający z Ogólnopolskim Strajkiem Kobiet oraz Obywatelami RP. Związany z Opinią Bieżącą, publikuje również na łamach Osiem Dziewięć. Interesuje się filozfią polityki, queerem oraz zjawiskiem faszyzmu. Studiuje na warszawskim MISH-u.
PODZIEL SIĘ