Druga szansa: Kożuchowska, AVON i glut beznadziei [KUJAWA]

1364
views
PHOTO: AGNIESZKA K. JUREK/TVN WARSZAWA 16/12/2016 NA PLANIE SERIALU DRUGA SZANSA 3 - ODCINEK 6 N/Z: MALGORZATA KOZUCHOWSKA

Pozycjonowanie produktów AVON Polska w ostatnim odcinku serialu „Druga Szansa” właśnie odebrało mi trzy lata życia. Ale zanim dojdziemy do mojego dramatu, zacznijmy od tragedii Kożuchowskiej aka Moniki Boreckiej. Aha, uwaga, będę zdradzać fabułę! Przeczołgana przez życie bohaterka tej produkcji bierze właśnie udział w małej sesji wielkiego brata, dzięki uprzejmości jakiegoś wyjątkowo pokręconego zwyrodnialca, który zainstalował w jej mieszkaniu sieć „ukrytych” kamer. Ten zboczony debil, jakże wymyślnie, jedną z nich „ukrył” w… pluszowej zabawce! Cóż za niekwestionowany mistrz przebiegłości – biorąc pod uwagę, że nasza heroina właśnie powiła i sama ochrzciła bękarta, logicznie można podejrzewać, że w jej domu zabawki to nie elementy infantylnej scenografii „na zawsze młoda”, ale rekwizyty.

Kożuchowska w trakcie zabawy ze swoim owocem z nieprawego łoża (choć z pewnością spłodzonym w pozycji misjonarskiej, dzielonej prześcieradłem z dziurką i zasłoną z różańców) odkrywa niecny spisek ukryty w pluszowym łosiu i jak zawsze w sytuacjach kryzysowych zalewa się łzami. Oczywiście zawala robotę i nie jest w stanie pomóc na planie swojego nowego kanału telewizyjnego, gdzie wydarzyła się jakaś nieistotna awaria.

W tym konkretnym przerwanym nagraniu miała wystąpić, między innymi, jakaś urocza dziewoja, studentka, żona, matka, kochanka, dziennikarka, blablabla, która jest też KONSULTANTKĄ, co, jak skromnie przyznaje pod niewidocznym batem scenariusza kosmetycznej korporacji – daje jej w życiu najwięcej radości.

Teraz następuje scena kluczowa – Kożuchowska pędzi przez korytarze studio, glut jej powiewa pod westchnieniami beznadziei, oko spływa do brody. Rozpacz namacalna. Nagle Kożuchowską zatrzymuje jej wiecznie rozczochrana asystentka i stwierdza, że nasza bohaterka jest, cytuję: „rozmazana” i gdzie tak właściwie pójdzie? No chyba tylko się utopić. Stop! W imię miłości! To jest oczywiście najważniejsze w sytuacji, w której bohaterka ma całe mieszkanie pod nadzorem jakiegoś degenerata, być może podglądającego ją nawet na sedesie, o ile ona z niego w ogóle korzysta, albo, o zgrozo, podczas figli w wannie z gumową, ekhm, kaczką.

Ta makijażowa sugestia trafia w psychikę Kożuchowskiej równie skutecznie, co włócznia Longinusa w naszego zbawcę. Co tu teraz zrobić? Na szczęście przez te korytarze biegnie za nimi kompletnie nieproszona i nawet w obliczu łez Kożuchowskiej nieustannie uradowana życiem konsultantka, targająca wielką walizę z jeszcze większym logotypem. Najwyraźniej dziewczyna lubi uczestniczyć w dramatach. Bardzo to ludzkie i zrozumiałe. Z walizy, tu zbliżenie na logotyp od którego można dostać zeza rozbieżnego, wyjmuje puder (chyba w kamieniu), który Kożuchowska miesza ze świeżymi łzami i wklepuje w oczodoły. Taki #BjutiTip.

Wszyscy oddychają z ulgą. Kryzys opanowany. Kożuchowska wygląda, wedle jakichś norm, „akceptowalnie” i może dalej wspinać się na swoją Golgotę, smagana absurdalnymi kaprysami Losu (hahahah, Preis, tiruriruru, jednak nie będziesz gwiazdom TVN-u), który ewidentnie chce ją wykończyć. Czy ktoś się temu Losowi dziwi?


autor: Tobiasz Kujawa – Facebook / Instagram / blog

Niektóre gwiazdy uciekają przed nami do łazienki, inne w łazience żalą się nam na ciężar sławy. Do tej ostatniej podchodzimy z dużą dozą ironii, czasami złośliwości, czasami abstrakcyjności. Jesteśmy popkulturą.
PODZIEL SIĘ