22 rzeczy, których nauczyłem się przez 22 lata mojego życia [LEO MAKI]

44651
views
  1. Niepodpisywanie umowy o pracę z mafią kalabryjską to jednocześnie dobra i zła decyzja

Jeśli pracujesz na czarno, bo jesteś głodny, ale nie dostajesz pieniędzy, a twój boss i jego brat bliźniak nucą ochoczo główny motyw z Kill Billa, uśmiechając się do ciebie pogodnie, to prawdopodobnie podjąłeś głupawą decyzję pracy dla mafii kalabryjskiej w samym centrum Rzymu. Spokojnie, na szczęście nie podpisałeś umowy, więc możesz wymknąć się stamtąd nocą, podbierając pięć euro na bułkę i bilet do metra i uciekać, nie patrząc za siebie.

  1. Sto złotych to bardzo mało

Sto złotych, jak byłem mały, to było na przykład ponad dwieście gum-szoków. Albo pięćdziesiąt zapiekanek z keczupem i majonezem w sklepiku szkolnym. Albo równe sto lodów-kolorków. W każdej z tych sytuacji – bardzo dużo fajnych rzeczy. Z każdym rokiem sto złotych traciło na wartości, ja roniłem łzy do słoika, żeby później pić je, nie oglądając filmu w kinie i nie będąc na koncercie, bo musiałem zapłacić rachunek za telefon.

  1. Utrzymanie kwiatków przy życiu jest naprawdę trudne

Kiedy szedłem do sklepu i widziałem kwiatki, to myślałem sobie, że byłoby bardzo miło przystroić nimi mieszkanie, żeby wyglądało tak jakby naprawdę mieszkał tam ktoś dorosły, a nie tylko na niby. No i te kwiatki kupowałem, chciałem je kochać i przytulać i śpiewać im piosenki. A potem, z biegiem tygodni, jeden po drugim, jeden po drugim, grzebałem je własnymi rękami, powyginane, zdeformowane, suche, brązowe i brzydkie. Smuciło mnie to niemiłosiernie, bo przyjąłem taką zasadę, że jak uda mi się utrzymać przy życiu kwiatek, to będę mógł zaadoptować kota. A tu patrzę, padają jak na wojnie. Kota przygarnąłem mimo wszystko, z niemałym strachem. Okazało się, że sam powie, kiedy będzie przymierać głodem. I ma się dobrze. A kwiatków w domu nie mam.

  1. Pogróżki od PGE to nie przelewki 

Jak pierwszy raz w życiu wyciągałem ze skrzynki list od PGE, z groźnie wyglądającym nagłówkiem: OSTRZEŻENIE O MOŻLIWOŚCI WSTRZYMANIA DOSTAWY ENERGII ELEKTRYCZNEJ, to potraktowałem go tak, jakby było tam napisane Wiem co robiłeś ostatniego lata – zaśmiałem się i wyrzuciłem go do śmieci. Śmiech ten hulał w moich uszach, kiedy grudniowym porankiem, ubrany w trzy swetry i cztery pary skarpet, grzałem wodę na gazie, żeby umyć się w misce.

  1. Nie powinno się wlewać kwasu do wody 

Wyznawałem kiedyś taką zasadę (hehe) – lepiej żeby działo się źle, niż żeby nie działo się nic. W sensie, że dolewać oliwy do ognia, przypalać suche garnki i inne takie. Zazwyczaj wychodziłem z tego cały i zdrowy, ale wizja poparzonej twarzy nie jest już dla mnie tak zabawna, jak kilka lat temu.

  1.  Sen jest super

Jakbym miał policzyć ile nocy nie przespałem i ile razy, w ciągu dnia, wpadałem w mikrodrzemki z wycieńczenia, to pogubiłbym się w kalkulacjach. Głupi byłem, że tak robiłem – sen jest super! Te uczucie, kiedy otulony kołderką, napinam wszystkie mięśnie, że aż boli, po raz ostatni tego dnia, a później pozwalam moim myślom kreować bezsensowne twory i odlatuję daleko-daleko, do świata sennych koszmarów, to aktualnie jedno z moich ulubionych uczuć. Same senne koszmary nie są wcale moimi ulubionymi, ale jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma.

  1. Mieszkanie z przyjaciółmi jest bardzo fajne, ale dobrze być na swoim

Kiedy wprowadziłem się do swojego własnego mieszkania, w wieku lat dziewiętnastu, smutno mi było, że nigdy pewnie nie doświadczę współlokatorstwa. Mało jeszcze wiedziałem o tym jak wszystko się zmienia (coś jest, a później tego nie ma). Rok temu, po niekrótkiej tułaczce po włoskich pagórkach i plantacjach słoneczników, wylądowałem w sześcioosobowym mieszkaniu, dzieląc je z piątką przyjaciół i jedną obcą Słowaczką. Stworzyliśmy swoistą komunę i było to bardzo piękne przeżycie. Ale kiedy w końcu wróciłem do siebie, usiadłem na łóżku i przypomniałem sobie jak brzmi cisza, zrobiło mi się ciepło na serduszku. Prywatność to jednak jest coś.

  1. Dorosłość nie istnieje 

Jak będę mieć lat siedemdziesiąt, jeśli kiedykolwiek będę tyle mieć, to nie będę nawet ociupinę doroślejszy niż jestem teraz, pewnie tylko bardziej zmęczony i zrzędliwy. Dorosłość to oczywiście odpowiedzialność za swoje własne czyny, odpowiedzialność za swoje własne decyzje i jeszcze wiele innych odpowiedzialności. Ale tak naprawdę, w środku, wszyscy mamy dwanaście lat.

  1. Ruskie rapsy to jest to 

KURTECZKA MOJA TAK HARASZO SEDIM NA NEJ EJ EJ!

Gdybym spotkał w tej chwili siebie sprzed pięciu lat, to nigdy byśmy się nie dogadali. Prawdopodobnie stwierdziłby, że nie jestem wystarczająco fajny. Z roku na rok tracę napinkę na bycie SPOKO. Nadal jestem martwy w środku, ale wyzbywam się powoli pogardy per se, z urzędu, którą kiedyś pielęgnowałem w sobie troskliwie. Lubię co lubię i jak coś mi się podoba to mi się podoba. Co najważniejsze – daje szanse temu czego kiedyś nie tknąłbym kijem, przez ścierkę, w ochronnych goglach. Otwieranie się na nowe jest bardzo miłe.

  1.  Gadka to podstawa 

Z liceum nie wyniosłem ani krztyny podstawowej wiedzy na temat fizyki, chemii ani biologii (czego trochę żałuję, a trochę o tym nie myślę). Nauczyłem się za to sztuki negocjacji, przegadywania ludzi, stawiania na swoim i urabiania innych. Pewnie cały czas miałbym średnie niepełne, gdyby nie to że wiedziałem co, kiedy i jak powiedzieć. Jak ktoś widzi, że ni chuja nie wiesz o czym mówisz, ale jednocześnie jesteś skłonny do zażartych pertraktacji, to możesz ugrać bardzo dużo.

  1. Zmiana środowiska naprawdę zmienia sposób myślenia 

Dla mnie to zawsze był taki wyświechtany frazes, że podróże kształcą. Ja jechałem w podróż, żeby odpocząć i pobyć w ładnych miejscach. I niemały szok przeżyłem, po powrocie do Polski, kiedy nieco dokładniej zacząłem analizować swoje zachowania. Bo ta zmiana zadziewa się samoistnie, automatycznie włącza się w głowie tryb chłonięcia. I nawet jak powierzchownie jest się takim samym, to wcale nie.

  1. Podejmowanie pochopnych decyzji to zła decyzja sama w sobie 

Gdyby nie pochopne decyzje, to pewnie broniłbym się właśnie magistrem i w przyszłym roku bym szedł na doktorata z politologii, tak jak Angelika Fajcht. Miałbym też całkiem sympatyczną karierę filmowego krytyka-amatora, gdybym, pod wpływem impulsu, nie wyrzucił do śmieci czterech lat ciężkiej pracy. Nauczyłem się już przemyśliwać sobie rzeczy i okazuje się, że takie podejście ma więcej sensu, niż palenie za sobą wszystkich mostów. Mądrze? Bardzo mądrze.

  1. Trudno jest być samym sobie, ale jak już się tego nauczy człowiek raz, to się będzie umieć

Jeszcze kilka lat temu na myśl o tym, że mógłbym spędził cały dzień sam (ba, jakbym miał spędzić sam chociażby jeden wieczór) od razu miałem ciarki. Najlepiej było tak zaplanować dzień, żeby być samym tylko kiedy śpię (albo i wtedy nie). Nawet nie zadawałem sobie sprawy z tego ile czasu się ma, kiedy nie widuje się z ludźmi. Oczywiście łatwo zagubić się w odmętach własnych myśli i wpatrywać się w ścianę do czwartej nad ranem, ale poza tym – detoks od świata czasami naprawdę ratuje życie.

  1. Bycie miłym nie boli… 

…tak jak mi się kiedyś zdawało. Wzdrygałem się na myśl o słowie przepraszam. Proszę w ogóle nie wchodziło w grę. Wzdrygałem się na myśl o tym, że mógłbym kogoś przytulić. O nie, nie, nie. W ogóle, bycie miłym kojarzyło mi się ze słabością. Okazało się, że kiedy nie tryskam jadem na wszystko wokół mnie, czuję się lepiej wewnątrz mnie. Kto by pomyślał…

  1. Nieogarnianie życia to nie koniec świata 

qaaaaaasssssssssssss

To napisał mój kot, kiedy wyszedłem z pokoju i wydaje mi się, że nie muszę mówić ani słowa więcej.

  1. Opinia innych ludzi jest taka sama jak moja, tylko że inna 

Akurat tego nauczyłem się dość wcześnie w moim barwnym życiu. Może kiedyś, dawno dawno temu, myślałem sobie po cichu, że jak ktoś coś mówi, a ja tę osobę uznaję za autorytet, to tak jest i tak będzie i koniec. Świata. Ale szybko przestałem przejmować się oceną innych i robię tak jak ja myślę, że jest dobrze. Konstruktywna krytyka bardzo się ceni, ale jeśli ktoś myśli inaczej niż ja, a ja dalej myślę po swojemu, to nie ma dramy.

  1. Bufonada to no go 

Jak miałem piętnaście lat to namiętnie oglądałem Bergmana. I tego, Antonioniego. I słuchałem takiej fajnej muzyki. I czytałem takie fajne książki. Byłem cały fajny. I myślałem że oczy mam, ładne gały mam i ładne mam usta, cały ładny mam ryj, jestem cały ładny. Ale całe to fu-fu-fu na dłuższą metę jest męczące.

  1. Nie to bardzo trudne słowo, ale warto je znać 

Swoimi czasy wpierdalanie się w niewygodne sytuacje, bo nie pomyliło mi się z tak, było moją specjalnością. Ale już tak NIE jest. Trochę ma to związku z tym, że nie chcę podejmować pochopnych decyzji, a trochę z tym, że postanowiłem być sobie miłym.

  1. Cały świat nie obserwuje mnie w każdej jednej sekundzie mojego życia 

Żyje mi się dużo lepiej, od kiedy przestałem uznawać, że każda osoba, którą mijam na ulicy grymasi się z obrzydzeniem, każdy pasażer tramwaju czeka niecierpliwie, aż potknę się wysiadając, a ten śmiech trzy przecznice stąd to dlatego, że mam coś na twarzy.

  1. Nie wszyscy ludzie są dobrzy, za to wszystkie inne zwierzęta są 

Zakładałem kiedyś, że nikt nie jest zły od tak. Pomyliłem się. Ze sto razy. Ludzie mają nasrane w głowach i robią okropne rzeczy, bez żadnego sensownego powodu. Za to inne zwierzątka nie. One robią złe rzeczy, bo coś.

  1. Jak nie będę zawsze na 100 procent, to ziemia nie rozstąpi się i w nicości nie będę trwać

Siódma zero zero – pobudka. Siódma zero trzy – prysznic. Siódma piętnaście – śniadanie. Siódma dwadzieścia pięć – kawa. Siódma trzydzieści pięć – wyjście z domu. Siódma czterdzieści cztery – wsiadam do tramwaju. Siódma pięćdziesiąt dwa – wysiadam z tramwaju. I tak do zaśnięcia. Byłem fanem numer jeden rozpisywania dni na minuty. Wieczorem rozliczałem się z moich tasków i beształem za każdą jedną czynność, której wykonanie zajęło mi więcej niż przewidziałem, a jak czegoś w ogóle nie udało mi się zrobić to – świat i ludzie – lepiej nie mówić. Wyjście z tego trybu zajęło mi długie miesiące. Nadal nie spóźniam się na spotkania i wiem co mam do zrobienia, ale nie planuję już ile czasu mogę wybierać warzywa na rynku.

  1. Jak Toxic, to tylko Britney Spears 

Toksyczne przyjaźnie. Toksyczne związki. Toksyczne myśli. Toksyczne życie. Tak właśnie było. Kiedyś starałem siebie samego przekonać do tego, że tak musi być, taki już mój los, tak się dzieje. Zdziwko mnie złapało, kiedy dowiedziałem się, że są na świecie ludzie zdrowi i mi przychylni, a ja mogę wybrać ich towarzystwo, ponad towarzystwo tych, którzy ciągną mnie w dół. I po dziś dzień zdziwko to mi towarzyszy, ale to takie miłe zdziwko. A nie takie, że otwierasz lodówkę, a tam tylko cebula i zgniła marchew.

Życzę sobie szczęśliwego dwudziestego trzeciego roku życia.


Tekst pierwotnie ukazał się na blogu autora.

Trochę piszę do szuflady. Zdjęcia trochę robię. Trochę kręcę. Wszystko do szuflady. Trochę historia sztuki, trochę filozofia, trochę historia filmu. Wszystko trochę, nic na sto procent. Przez większość czasu jestem zmieszany.
PODZIEL SIĘ